Właściciel firmy cateringowej: "W Wielkanoc pracujemy od świtu do nocy". Polacy nie chcą gotować na święta

Przygotowywanie śniadania wielkanocnego w katowickiej restauracji wegańskiej "Zielony Most".
Przygotowywanie śniadania wielkanocnego w katowickiej restauracji wegańskiej "Zielony Most". Fot. Anna Lewańska / Agencja Gazeta
10-15 proc. rocznie – w takim tempie ma przybywać Polaków, którzy świąteczny stół zastawią w tym roku daniami zamówionymi w firmach cateringowych. W Warszawie i innych dużych miastach kupienie sobie tych kilku dni wolności przed świętami jest ważniejsze niż wydanie stu czy dwustu złotych (na głowę) w firmie dostarczającej gotowe potrawy. I nie jest to przejściowa moda: trend da się zaobserwować już od kilku lat.

– Każdy coś przynosi. Śniadanie wielkanocne jest w domu, gdzie nagle siada około 40, nawet 50 osób, bo to są nasze zaprzyjaźnione rodziny, ich dzieci, wujkowie, babcie – opisywał nadchodzące święta Wielkanocy Krzysztof Ibisz w jednym z wywiadów. Można sobie tylko wyobrazić, ile czasu zajęło wszystkim uczestnikom takiego śniadania przygotowanie tego, co ostatecznie wyląduje na stole.


I wygląda na to, że Polacy nie mają zamiaru sobie zawracać już głowy gotowaniem przed świętami. – Obyczaje pod tym względem szybko się zmieniają, coraz chętniej zamawiamy wielkanocny catering w firmach – mówi INN:Poland Damian Wiatrak, dyrektor zarządzający warszawskiej firmy Deli Catering. – Praca czterdzieści godzin w tygodniu to mit. W gruncie rzeczy pracujemy często po sześćdziesiąt czy siedemdziesiąt godzin tygodniowo i żal tego jednego czy dwóch przedświątecznych dni na to, by zakasywać rękawy i stawać przy kuchni – dodaje.
Jednak zamówienie wielkanocnych potraw, choćby nawet domowy kucharz miał dwie lewe ręce, wciąż jest złamaniem pewnego tabu. – Catering świąteczny zaczyna być popularny w dużych miastach: Warszawie, Poznaniu czy Krakowie. W znacznie mniejszym stopniu dotyczy to miast średnich i małych. Tam jednak zasobność portfeli jest znacznie mniejsza, a na dodatek odejście od kuchni jest równoznaczne z pewnego rodzaju faux pas – twierdzi Wiatrak.

Tłuste świąteczne kąski
Rynek cateringu w Polsce to jedna z najdynamiczniejszych branż, w tej chwili wyceniana na 4,5 mld złotych, z prognozowanym stabilnym i wysokim wzrostem. W tym, nomen omen, torcie największą rolę odgrywają firmy, zwłaszcza w okresach świątecznych. – Wielkanoc, a przede wszystkim Boże Narodzenie, to okresy, w którym pracujemy pełną parą, od świtu do nocy – słyszymy w warszawskim Studio Catering. Nasz rozmówca nie ukrywa jednak, że choć zdarzają się zamówienia od indywidualnych klientów, przede wszystkim zamawiają klienci korporacyjni.

Wszystko najwyraźniej zależy od firmy cateringowej. – Nie mamy właściwie klientów indywidualnych, czasem tylko ktoś z osób zaprzyjaźnionych z nami coś zamówi na święta – informuje nas jeden z menedżerów krakowskiego Modern Catering. – Mamy bardzo dużo takich zamówień – twierdzi dla kontrastu jedna z menedżerek stołecznej Gospody Catering.
– Zarówno w naszej firmie, jak i na poziomie całego rynku odsetek zamówień indywidualnych to zapewne około 10-15 proc. – podsumowuje Damian Wiatrak. W Deli Catering, na dwa dni przed świętami jest to około trzydziestu zamówień, z reguły na zestawy dla dziesięciu, kilkunastu osób. Innymi słowy, tylko dania przygotowane w tej właśnie firmie zje od trzystu do czterystu warszawiaków. A już za rok należy się liczyć z tym, że może ich być i pół tysiąca.

Biorąc pod uwagę, że koszt przeciętnego zestawu świątecznego waha się w granicach od 100 do 200 złotych – w zależności od firmy cateringowej, wybranego menu czy liczby osób, które siądą do stołu – może chodzić o kwoty rzędu od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Z perspektywy firm cateringowych jest więc o co zawalczyć – tym bardziej, że można je zarobić w zaledwie kilkadziesiąt godzin.

Coś z jadalnym srebrem poproszę
Jak podali kilka dni przed świętami eksperci firmy pożyczkowej Provident, w te święta Polacy będą chcieli zaszaleć: wyłożą na okołowielkanocne wydatki średnio około czterystu złotych. Analitycy szacują, że tak czy inaczej, będzie to dwu-, może nawet czterokrotnie więcej niż w poprzednich latach. Co ciekawe, pieniądze te mają zostać wydane przede wszystkim na... artykuły spożywcze.
Nawet biorąc pod uwagę niewielki wzrost cen, do jakiego doszło w ostatnich miesiącach, nie usprawiedliwi to takiej zwyżki wydatków. A zatem Polacy chcą w te święta kupić więcej jedzenia lub potrawy bardziej wyrafinowane. I zapewne chodzi o to drugie, gdyż firmy cateringowe mają już gotową nieco mniej opatrzoną ofertę – np. w Deli Catering ma to być makowiec z białej galaretki rolowanej z dodatkiem... jadalnego srebra.

– Szukamy nowości smakowych, nowych produktów, nowych odsłon produktów tradycyjnych, ale naszych tradycyjnych podniebień nie da się oszukać – zastrzega Wiatrak. – Po pewnym okresie próbowania rzeczy nowych wracamy do elementów tradycyjnych – kwituje. Tyle że zasada ta nie odnosi się do całego zjawiska zamawiania wielkanocnych potraw „na mieście”.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...