I kto tu był pierwszy? Kiedy rodził się Elon Musk, w polskiej fabryce ruszyła produkcja elektrycznych aut

Melex woził niejednego papieża
Melex woził niejednego papieża Mat. prasowe
To prawda. Wizjoner i biznesmen, twórca PayPala i Tesli pierwszy oddech świeżego powietrza wziął w 1971 roku. W tym samym czasie w Mielcu wystartowała produkcja auta, które w ciągu kilku dekad zyskało miano kultowego. Do tej pory z taśm produkcyjnych zjechało ok. 180 000 legendarnych meleksów. To jedne z najdłużej produkowanych na świecie aut elektrycznych.

O ich niezwykłej popularności świadczy fakt, że słowo „melex” stało się w języku polskim synonimem elektrycznego autka. – Tak, jak buty sportowe nazywamy adidasami, tak w zasadzie na każdy elektryczny pojazd mówimy od razu „melex”. To o czymś świadczy – uśmiecha się Dariusz Gujda, członek zarządu i dyrektor finansowy Melex Sp. z o.o.


Pierwotnie meleksy powstały na zamówienie amerykańskiej firmy i były po prostu wózkami golfowymi. Państwo polskie dramatycznie potrzebowało dewiz, zaś meleksy były tak dobrym produktem, że szybko opanowały 10 proc. amerykańskiego rynku wózków. Ale we wszechstronnym rozwoju pomógł im… stan wojenny. Po jego wprowadzeniu USA nałożyły embargo na import meleksów, więc elektrycznym pojazdom trzeba było znaleźć nowe zastosowanie.
Ostatecznie meleksy jeździły praktycznie w każdym poważnym PRL-owskim zakładzie pracy. Były wózkami transportowymi do towarów spożywczych, pracowały w fabrykach, wykorzystywały je służby miejskie. I tak pozostało do dziś, choć gama zastosowań pojazdów z Mielca znacznie się poszerzyła.

Nowe pojazdy Melex zamówiło ostatnio rodzinne miasto fabryki – Mielec. Jednym będą jeździć strażnicy miejscy, drugim goście magistratu, trzeci zaś trafi do miejskiego przedsiębiorstwa gospodarki komunalnej.

Melex 341 N.Car przeznaczony dla Straży Miejskiej powstał specjalnie na zamówienie Urzędu Miasta Mielca. Został zbudowany na bazie najkrótszej wersji pojazdów serii N.Car i stanowi połączenie modeli 341 i 343. Zamknięta kabina gwarantuje możliwość korzystania z pojazdu przez cały rok, bez względu na warunki atmosferyczne. Umieszczona z tyłu składana kanapa umożliwia przewożenie dwóch osób, a po rozłożeniu przekształca się w praktyczną platformę bagażową.
Dzięki niewielkim rozmiarom najlepiej sprawdza się w patrolowaniu parków, skwerów i osiedlowych uliczek, a cichy i ekologiczny napęd nie zakłóca spokoju spacerujących osób.

Meleksy są wykorzystywane na całym świecie jak wózki golfowe, jako wózki do transportu osób towarów i jako pojazdy specjalne. Wiele osób udaje się nimi w swoją ostatnią drogę – firma wypuszcza na rynek sporo karawanów. Są ciche, dyskretne i pomagają w przeprowadzeniu wymagającej skupienia ceremonii.

Meleksy to przede wszystkim porządne auta robocze. Na całym świecie pracują w fabrykach, pomagają listonoszom, służą jako zakładowe ambulansy. Kiedy piłkarz na boisku odniesie kontuzję, biegnie do niego lekarz i podjeżdża meleks z noszami. Polskie autka pracują na lotniskach, rozwożąc osoby z obsługi oraz bagaże. Przydają się także do serwisu samolotów – szczególnie dedykowany temu zajęciu model z podwyższoną skrzynią.

Ale małemu autku z Mielca zdarzają się też chwile chwały i wielkiej sławy. W 2016 roku po terenie byłego obozu koncentracyjnego w Auschwitz, meleksem podróżował papież Franciszek. Zresztą pojazdy z Mielca były wielokrotnie wykorzystywane podczas papieskich wizyt w Polsce. Są doskonale znane nie tylko w naszym kraju.

– Nasze moce produkcyjne pozwalają na wyprodukowanie około tysiąca pojazdów rocznie. 70 proc. z tej liczby trafia na eksport – mówi Dariusz Gujda.

– Mamy w ofercie ok. 100 różnych wersji pojazdów. Od pojazdów pasażerskich, turystycznych, które w największej wersji są w stanie przewieźć osiem osób, do pojazdów transportowych, używanych na przykład przez służby miejskie czy wewnątrzzakładowe służby. Taki wózek może przewieźć ładunek o wadze nawet 1250 kilogramów – twierdzi Gujda.
Przez ostatnie 46 lat nie zmieniło się główne założenie producentów Meleksa. Ma być niedrogim, prostym autkiem o wielu zastosowaniach. Zmieniła się jednak technologia.

– Sporą innowacją są choćby baterie. Obecnie możemy montować akumulatory litowo-jonowe. Zasięg pojazdu i tak jest spory, bo wynosi na ogół ok. 100 km. Jeśli baterie się wyczerpią, to w zaledwie półtorej godziny możemy naładować je do poziomu 80 proc. pojemności. Żywotność baterii wynosi prawie 4 000 cykli ładowania. Dodatkową zaletą tych pojazdów jest to, że możemy ładować je ze zwykłego gniazdka – dodaje.

Produkcją meleksów zajmuje się fabryka należąca do państwa Tyszkiewiczów. Podczas prywatyzacji zakładów WSK Mielec, zostało z nich wydzielonych kilka spółek. Jedna z nich zajmowała się produkcją pojazdów elektrycznych. Wpadła potem w kłopoty finansowe. Została wystawiona na sprzedaż przez syndyka, w 2004 roku kupili ją państwo Tyszkiewiczowie.

Najtańsza wersja meleksa kosztuje kilkanaście tysięcy złotych, ale najbogatsze, najlepiej wyposażone wersje są warte kilkadziesiąt tysięcy złotych. Mogą mieć napęd na 4 koła, zamkniętą kabinę, ogrzewanie postojowe i przewozić ponad 1200 kg ładunku.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...