Śmierć legendy polskiego przemysłu. Huta szkła w Krośnie pada w mękach, nawet syndykowi opadły ręce

Wyrafinowane produkty Deco Glass to spadek po dawnej krośnieńskiej "Jedynce".
Wyrafinowane produkty Deco Glass to spadek po dawnej krośnieńskiej "Jedynce". Fot. Facebook
W Krośnie nie ma domu, w którym ktoś nie byłby związany z tamtejszymi hutami szkła. W czasach PRL zarówno szklanki, jak i kryształy z Krosna były obiektem pożądania. Po upadku komunizmu Krośnieńskie Huty Szkła rozprysły się na kilka firm, z których najmocniejszą pozycję miała mieć Deco Glass – tam mieli trafić specjaliści i know-how potrzebne do tworzenia najbardziej wyrafinowanych szklanych cacek. Okazało się jednak, że nawet klejnot w koronie można zniszczyć. Zapewne bezpowrotnie.

– O godzinie dziesiątej jeszcze pracowali, o jedenastej zwołano spotkanie w stołówce. I już było posprzątane: zostali zwolnieni de facto z minuty na minutę – opowiada nam hutnik z Krosna, który woli zachować anonimowość. Wydarzenia w dawnej hucie Deco Glass śledzi w napięciu całe miasto. Niemal z dnia na dzień pracę straciło tam dwieście osób.



Ostateczna decyzja zapadła być może nagle, ale atmosfera gęstniała od wielu tygodni. Pensji nie wypłacono już w lutym – wówczas zbuntowali się hutnicy i zapowiedzieli, że porzucą maszyny, jeżeli nie dostaną pieniędzy. Zagranie va banque przyniosło skutek: hutnicy dostali zaległą lutową wypłatę, pozostały personel – połowę należnych kwot. Kolejnej pensji – za marzec – nie dostał już jednak nikt. Tuż przed świętami pracownicy usłyszeli, że wygaszona zostaje wanna do wytopu szkła – firma, będąca jej właścicielem, upadła. Kilka dni później usłyszeli, że nie mają już po co przychodzić do pracy.

A jednak przychodzą – przez cały ostatni tydzień niemal cała załoga stała pod swoją firmą, czekając aż pojawi się któryś z menedżerów. W środę pojawił się jeden z nich: na widok tłumu swoich dotychczasowych pracowników przemknął do biura, po czym... wezwał policję. Rzekomo zgromadzeni blokowali wejście. – Interwencja nie była konieczna. Funkcjonariusze nie potwierdzili słów zgłaszającego. Co prawda, byli ludzie zgromadzeni przed biurem, ale nikt nie blokował wyjścia – informował rzecznik krośnieńskiej komendy, Paweł Buczyński.

Huta, która się rozprysła
Huta szkła w Krośnie, w swojej nowoczesnej przemysłowej postaci, narodziła się w latach 20. poprzedniego stulecia. Do wybuchu II wojny światowej była już jedną z wizytówek polskiego przemysłu. Gdy we wrześniu 1944 roku wycofujący się Wehrmacht podpalił zabudowania, robotnicy pojawili się już w kilkanaście dni po ucieczce Niemców, by odbudowywać swój zakład.

Już wkrótce huta w Krośnie znowu sprzedawała na cały świat: do Wielkiej Brytanii, Kanady czy Brazylii. W 1958 r. przedsiębiorstwo skonsolidowano w jeden duży konglomerat: Krośnieńskie Huty Szkła. Przez kolejne kilkadziesiąt lat, aż do upadku komunizmu, szkło i kryształy z Krosna były jednym z nielicznych polskich produktów, którymi można się było popisywać na światowych wystawach: zarówno jakość, jak i design tych wyrobów nie ulegały żadnej wątpliwości. – To był największy zakład w Krośnie, dawał zatrudnienie setkom, ba!, tysiącom rodzin – komentuje w rozmowie z INN:Poland były starosta krośnieński, Zbigniew Braja.

Braja wspomina, że na hucie „zawisło” całe lokalne życie: od lokalnego życia kulturalnego po sport. Krośnieński szpital należał do podkarpackiej czołówki dzięki zakupom sprzętu sponsorowanym przez KHS. – Każdy tutaj ma w rodzinie kogoś, kto się przez KHS przewinął. Myślę, że nie ma w takim twierdzeniu przesady – mówi.

Ale przejścia do gospodarki rynkowej firma jednak nie wytrzymała, przynajmniej jako dawne imperium: po 1989 roku Krośnieńskie Huty Szkła rozprysły się na kilka rozmaitych, bardziej wyspecjalizowanych zakładów. Krosno Glass Sp. z o.o. – firmę, która zajmuje się produkcją szkła użytkowego – kupił wywodzący się z RPA fundusz Coast2Coast i ta huta pod rządami nowego właściciela trzyma się stosunkowo nieźle. Z kolei najbardziej wyrafinowana produkcja, wyroby wytwarzane ręcznie, wraz ze specjalistami i know-how – to, co było w dawnych Krośnieńskich Hutach Szkła najcenniejsze, jak mówią nasi rozmówcy – trafiła pod szyld Deco Glass. – Tak, podobno tam poszli mistrzowie – przyświadcza Braja. – Myślę, że tam wylądowała większość dawnej „Jedynki”, najstarszej części KHS – kwituje.

Dla ludzi z Krosna Deco Glass nie można porównywać do KHS. Bo to nowa lokalizacja, nowe maszyny, firma powstała po wielu latach od rozpadu legendy. Krosno Glass na swoich stronach internetowych opisuje historię firmy począwszy od lat 20. A jednocześnie, gdy miłośnicy szkła polecali sobie krośnieńskie szkło, to najczęściej wskazywali wyroby powstające w Deco Glass. Tam mieli wylądować specjaliści od najbardziej wyrafinowanych wyrobów przemysłu szklanego, wspomniana "Jedynka" (choć prawdą jest, że najlepsi specjaliści niemal nieustannie przepływają w Krośnie i okolicach z huty do huty).

Przychodzili do pracy z przyzwyczajenia
Hutnicy z „Jedynki” nie mieli pojęcia, na jaki rollercoaster wsiadają. W 2009 roku Deco Glass ogłosiła upadłość likwidacyjną, ale pojawił się nowy właściciel, który w 2011 roku wznowił produkcję – tym razem jako Part Glass. Zatrudniał 250 osób, zapewniał o zainteresowaniu i zamówieniach, zapowiadał udział w światowych imprezach targowych i wystawowych. To nie znaczyło, że zniknęła firma Deco Glass – dziś to jej szyld wciąż wisi nad drzwiami budynku biurowego przy ulicy Lotników w Krośnie, i to jej dane można znaleźć w internecie. Jednocześnie nowi właściciele zaczęli mnożyć plątaninę spółek. – Siedem – ocenia jeden z naszych rozmówców. – Nie siedem, raczej jedenaście – dorzuca inny.

Rzeczywiście, wygaszona przed świętami wanna należała prawdopodobnie do spółki Milomax, załogę zatrudniała z kolei spółka Warsaw Trust Advisors. Nieruchomości zakładowe należą do kolejnej spółki. Kolejne głuche numery telefonów i adresy, które okazują się nieaktualne. – Syndyk wszedł do Deco Glass – mówi nam jeden z hutników. – I ręce mu opadły – kwituje.

Ten gąszcz struktur biznesowych to zaledwie wierzchołek góry lodowej. – To się ciągnie od lat, ogłaszali upadłość, zmieniali się właściciele. Ludziom płacili, kiedy chcieli i jak chcieli. Mówi się tu, że ludzie chodzili tam do pracy z przyzwyczajenia, bo nie było po co. Jak przychodziła Inspekcja Pracy, to płacili. Jak nie, to nie. Cóż to za firma? – zżyma się w rozmowie z INN:Poland Wojciech Jarząb, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji NSZZ Solidarność w innej z krośnieńskich hut, Krosno Glass. – Aż dziw, że ludzie tam nie chcieli się zorganizować w związki – dodaje.

Nie chcieli, bo i po co. Części udawało się znaleźć pracę w innych hutach na Podkarpaciu, inni znajdowali z doskoku fuchy w konkurencyjnych hutach w Krośnie, czekano na uzdrowienie rodzimego zakładu. Pieniądze od lat były wypłacane gotówką, o ile ktoś się wystarczająco namolnie przypominał. Kierownikiem produkcji zostawało się „na gębę” – przychodził prezes i mianował, bez oficjalnych dokumentów czy zmiany umowy.
W sumie trudno się dziwić, że zamiast uzdrowienia przyszedł upadek: pracownicy bezskutecznie próbują się dowiedzieć czegokolwiek o zaległych pensjach; menedżerowie – jeśli się już pojawią – odpowiadają milczeniem lub zarzutami. Portal Nowiny24.pl cytuje skargi pracownika oskarżonego o kradzież firmowych narzędzi. Z kolei według jednego z naszych rozmówców, padają zarzuty, że kierownicy produkcji dostali od zarządu jednej ze spółek pieniądze na wypłacenie zaległych pensji, ale podzielili je między sobą. – Kolega był zszokowany, pierwszy raz się z czymś takim spotkał. W obecności policjantów pokazywał dokumenty, że to nieprawda. Zapowiada, że odda sprawę do sądu – mówi nam specjalista z branży, który zna sytuację w hucie.

Huta szkła, nerwy z żelaza
Zwolnieni z pracy hutnicy mają szansę znaleźć zatrudnienie w sąsiednich hutach. – Krosno Glass mogłoby przynajmniej część z nich zatrudnić. W przeszłości przeszło do nas kilka zespołów – mówi nam Bartłomiej Stanisz, związkowiec z wspomnianej konkurencyjnej huty. – Ale jak to w biznesie: są wzloty i upadki, okresy lepsze i gorsze, teraz jesteśmy na lekkim niżu, choć jeszcze niedawno nie nadążaliśmy z produkcją. Wszystkich nie wchłoniemy, poza tym i tak na pierwsze angaże trzeba będzie poczekać do czerwca – kwituje.

Ale przejęcie pracowników nie oznacza kontynuowania rzemieślniczych tradycji dawnej „Jedynki” z konglomeratu KHS czy nawet wyrobów Deco Glass. Być może mógłby je kontynuować potencjalny inwestor, który wszedłby na miejsce dotychczasowych właścicieli. – Jest nawet zainteresowany – mówi nam były kierownik produkcji w Deco Glass. – Ale struktura jest tak zagmatwana, że oni powiedzieli: kupimy, jeżeli syndyk to wyczyści i zrobi z tego jedną firmę – ucina. A z tym może być trudno: w Krośnie powiadają, że pierwszy syndyk połamał sobie na hucie zęby, teraz z hutniczą perłą ma się zmierzyć drugi. Nerwy będzie musiał mieć z żelaza.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...