Do polskich lasów wrócą barcie? Dzięki polskim naukowcom i baszkirskim bartnikom dostaniemy miód jak sprzed 2 000 lat

Od kilku lat w przywracaniu w Polsce tradycji stawiania leśnych uli, naukowcom, leśnikom i przyrodnikom pomagają bartnicy z Baszkirii
Od kilku lat w przywracaniu w Polsce tradycji stawiania leśnych uli, naukowcom, leśnikom i przyrodnikom pomagają bartnicy z Baszkirii Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
W XVI i XVII wieku pozyskiwanie miodu bartnego było jednym z najbardziej dochodowych zajęć. Opłacało się to bardziej niż łowiectwo czy handel drewnem. Naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego chcą wskrzesić tę tradycję, a przy okazji ocalić pszczoły i uzyskać miód o niespotykanych dziś właściwościach i jakości. Pomagają im bartnicy z Baszkirii.

Masowe wymieranie pszczół to problem dla całego świata. Naukowcy – w tym polscy – nie ustają w identyfikowaniu przyczyn tego zjawiska. Okazuje się, że pszczołom szkodzą m.in. neonikotynoidy i inne środki ochrony roślin. Problem jest jednak bardziej złożony.

Zapylacze giną też z powodu monotonnej diety, na jaką są skazane na wielu terenach rolniczych. Powinny spożywać pokarm z różnych roślin, tymczasem w wielu miejscach mogą żywić się jedynie pyłkami tych, które posadzi człowiek. Przez taką dietę stają się słabsze i bardziej podatne na choroby i ataki pasożytów.
W ciągu dnia jedna pszczoła odwiedza nawet od 10 do 15 tysięcy roślin. Na dodatek potrzebuje, by te rośliny były jak najbliżej ula. Co prawda, pszczoła miodna może przelecieć dystans ok. 13 km, ale w praktyce nie odlatuje dalej niż na 1500 metrów od miejsca zamieszkania. Ratunkiem dla pszczół może okazać się las. Tak przynajmniej zakładają naukowcy z SGGW, których dziełem jest nowatorski projekt.

Jak wyjaśnia dr hab. Beata Madras-Majewska, kierownik Pracowni Pszczelnictwa tej uczelni, rozwój rolnictwa i związane z tym masowe karczowanie lasów wpłynęło na znaczne zmniejszenie ilości siedlisk pszczół leśnych, przyczyniając się do stopniowego zaniku bartnictwa.

Decydującą rolę odegrał wprowadzany w połowie XIX wieku zakaz cara, kładący definitywnie kres bartnictwu. Wraz z nim zaginęła wielowiekowa tradycja produkcji miodów bartnych. Paradoksalnie, spowodowało to zmniejszenie się populacji pszczoły miodnej – w tym rodzimej pszczoły środkowoeuropejskiej – i zmiany w leśnych ekosystemach. Bartnicy dbali bowiem o to, by leśne pszczoły miały gdzie mieszkać: barcie były pełne martwych kłód i naturalnych uli.
Polska podjęła próbę przywrócenia na swoim terenie bartnictwa. Największym przedsięwzięciem w tym zakresie jest projekt „Tradycyjne bartnictwo ratunkiem dzikich pszczół w lasach”, który przy wsparciu funduszy norweskich realizowany Nadleśnictwa: Augustów, Supraśl, Maskulińskie i Browsk we współpracy z bartnikami z Baszkirii. Ponieważ projekt ma wiele uwarunkowań, także gospodarczych, Lasy Państwowe poprosiły o wsparcie właśnie naukowców z Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

– W naszej szerokości geograficznej właśnie las był naturalnym środowiskiem bytowania pszczoły miodnej, która przez tysiące lat ewolucji przystosowała się do panujących warunków. Wchodziła w skład naturalnej fauny, a przy tym oddawała nieocenione usługi, zapylając rośliny występujące w zbiorowisku. Działalność pszczoły miodnej podtrzymywała więc bioróżnorodność w środowisku leśnym, a tym samym stabilność tego ekosystemu – tłumaczy dr Madras-Majewska.

Na powrocie bartnictwa zyskają nie tylko pszczoły i bartnicy. Również konsumenci powinni wydawać się zadowoleni. Miód bartny – wytworzony w dziuplach drzew – zawiera więcej pierzgi, pyłku kwiatowego, wosku, żywicy drzew oraz spadzi niż ten pochodzący z uli. Ma silne działanie antyoksydacyjne.

Przyrodnicy oceniają, że na około 470 gatunków pszczół żyjących w Polsce, aż 222 są zagrożone wyginięciem. A żyjemy w regionie, gdzie 80 proc. roślin zapylają owady. Na całym świecie sto najpopularniejszych gatunków roślin zapewnia 90 proc. żywności na świecie. Aż 71 z nich jest zapylanych przez pszczoły.

Inicjatywy odradzania bartnictwa w Polsce rozpoczęły się już kilka lat temu. Projekt odbudowy pszczelarstwa leśnego był inicjatywą, która zjednoczyła naukowców, leśników i ekologów z organizacji WWF. Korzystając ze wsparcia funduszy norweskich, realizowały go nadleśnictwa w Augustowie, Supraślu, Maskulińskich i Browsku przy współpracy z bartnikami z Baszkirii. Zasiedlone barcie i kłody bartne można dziś znaleźć np. w Lasach Spalskich, Puszczy Świętokrzyskiej i Biebrzańskim oraz Wigierskim parku narodowym.

– W ramach projektu "Tradycyjne bartnictwo ratunkiem dzikich pszczół w lasach" powstało około 40 barci i kłód bartnych w puszczach północno-wschodniej Polski. Część praktyczna obejmowała m.in. szkolenia potencjalnych bartników, tworzenie ścieżek edukacyjnych i badania naukowe. W ramach części naukowej eksperci z SGGW prowadzili i koordynowali badania dotyczące kondycji pszczół zasiedlających barcie i kłody, ich przynależność rasową oraz jakość miodu. Z kolei naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego w Białymstoku opracowują przepisy prawne – mówi dr hab. B. Madras-Majewska.

Bartnictwo przyczynia się też do rozwoju turystyki. W Puszczy Augustowskiej i Spalskim Parku Krajobrazowym nad Pilicą odbyły się pierwsze od ponad stu lat bartne miodobrania. Organizowane są tematyczne festyny i imprezy kulturalne, które przyczyniają się do turystycznego ożywienia danego regionu. Wszystko to jest dobrym znakiem dla dalszego rozwoju bartnictwa w Polsce. Poza tym leśny miód został dogłębnie przebadany.

– W ramach części naukowej eksperci z SGGW prowadzili i koordynowali badania dotyczące kondycji pszczół zasiedlających barcie i kłody, ich przynależność rasową oraz jakość miodu – mówi dr hab. Madras-Majewska. Z badań wynikło, że pszczoły są w dobrej kondycji a leśny miód nie zawiera żadnych niepożądanych substancji.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...