Polka robi ręcznie lalki za 2 tys. zł. Jej arcydzieła kupują kolekcjonerzy z całego świata

Renata Gołaszewska-Adamczyk z jedną ze swoich prac.
Renata Gołaszewska-Adamczyk z jedną ze swoich prac. Fot. Facebook
Renata Gołaszewska-Adamczyk się nie spieszy: pracuje powoli i starannie, sprowadzając niektóre materiały z drugiego końca świata. Włosy płyną zza Atlantyku, niektóre części garderoby – z Zachodniej Europy. Nic dziwnego, że ostatecznie dzieła Gołaszewskiej-Adamczyk potrafią kosztować przynajmniej 2 tysiące złotych. Mimo to kupują je klienci z całego świata, a koledzy-lalkarze honorują ją prestiżowymi nagrodami.

Inspiracją do tej pracy stała się trójka dzieci oraz natknięcie się na edukacyjne lalki waldorfskie. To one nadały temu specyficznemu rzemiosłu sens. - Moje lalki są ubrane w emocje. To zupełnie autonomiczne postacie, które mają nam coś do przekazania – przekonuje Gołaszewska-Adamczyk w rozmowie z „Pulsem Biznesu”.



Właścicielka firmy RGA Dolls zaczęła się zajmować lalkarstwem, gdy była w ciąży, jakieś pięć lat temu. Wypracowała wówczas system: pracuje wyłącznie na bazie naturalnych materiałów, część sprowadza z innych części świata (zrezygnowała m.in. z włosia polskich owiec, uznając, że jest zbyt niskiej jakości). Zaczyna od wyrzeźbienia głowy, rysów twarzy, malowania, a wreszcie zaprojektowania, uszycia i postarzenia ubranek.
Początkowo nie myślała o tym, żeby robić to komercyjnie. Ale w 2012 roku wystawiła na sprzedaż w internecie jedną ze swoich pierwszych prac – Daisy. Poszła spać, a rano lalka była już sprzedana. Gdy w 2013 roku kończył się urlop wychowawczy artystki, uznała, że ma już nową i pasjonującą pracę.

I nie pomyliła się. Choć ceny z perspektywy przeciętnego rodzica są zaporowe – Gołaszewska-Adamczyk nie zdradza, jaki pułap potrafią osiągnąć – to ściągają do niej klienci z całego świata, od Australii po Stany Zjednoczone. I nie są to rodzice lecz kolekcjonerzy sztuki, których nie brakuje w każdym zakątku globu. - Jest wiele prestiżowych imprez, targów, wystaw, w których moje lalki biorą udział – mówi szefowa RGA Dolls. - Dzięki temu poznałam lalkarzy z całego świata.

A właściwie to oni poznali ją, gdyż w ostatnich latach lalki Gołaszewskiej-Adamczyk zostały docenione m.in. na targach w Pradze, Alexandrii czy szeregu imprez branżowych w Polsce. Przymierza się do stworzenia sklepu internetowego z prawdziwego zdarzenia. - Lalki mnie uwiodły, więc bez względu na to, czy ktoś je kupi, czy nie – i tak będę je tworzyć – zastrzega. - Jest dla mnie, oczywiście, bardzo ważne, że ktoś chce mieć moją lalkę. To znaczy, że czuje do niej to samo, co ja – kwituje.

Źródło: Puls Biznesu
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...