Polska firma dała swoim pracownikom zielone światło do krytykowania wyglądu klientów. I ogrywa konkurencję

Roman Tulwin, założyciel i prezes Recmana
Roman Tulwin, założyciel i prezes Recmana mat. pras.
Ochnik, Próchnik, Vistula, Bytom – marek odzieżowych u nas dostatek. By się wyróżnić na ich tle, trzeba wpaść na naprawdę oryginalny koncept. Można na przykład pozwolić swoim pracownikom na otwarte uwagi w kierunku klienta.

Rok temu doradzałem swojemu znajomemu w wyborze garnituru na ślub. Ekspedientka (nazwę sieci z litości przemilczmy) już na starcie popisała się kilkoma oryginalnymi uwagami. – Tu panu nieco odstaje, ale to dobrze – będzie zapas – usłyszeliśmy. Nie wiem do czego 20-paroletniemu mężczyźnie „zapas”. Prawdopodobnie na okoliczność nagłego przybrania przy wadze, czyli momentu przypadającego przeciętnie w okolicach 40 roku życia. A garnitur był potrzebny na już.


– Istnieją różne szkoły dot. sprzedaży i zasad obsługi klienta. My od początku trzymamy się jednej – mówimy klientowi „jak jest”. Jeżeli wygląda w czymś nieatrakcyjnie, to sprzedawca rekomenduje inny wybór. „Sugeruję, aby przymierzył Pan inny model, ponieważ w tym kolorze będzie Pan wyglądał zdecydowanie lepiej” – opowiada Wojciech Tulwin, dyrektor ds. marketingu i PR w sieci Recman.

Opowiada, że wielu klientów, którzy wcześniej preferowali szersze marynarki, udało się przekonać do zakupienia mocniej taliowanych modeli. – Klient pochwalony przez innych podczas oficjalnego spotkania nabiera dużego zaufania do marki i chętnie korzysta z rad naszych doradców – opowiada Tulwin.
„Nie rzucamy ich na głęboką wodę”Wojciech Tulwin opowiada, że Recman w ostatnich latach notuje rocznie wzrost obrotów o kilkanaście procent. Niezły wynik jak na sieć, która na rynku ma co najmniej kilkunastu poważnych konkurentów. Początkowa taktyka przekazu marketingowego, polegająca na oferowaniu „dobrych jakościowo produktów w korzystnych cenach” szybko odeszła w niepamięć. Bardziej znane marki, korzystając z azjatyckiego zaplecza, obniżyła ceny, niwelując cenową przewagę konkurencyjną Recmana.

Dyrektor Recmana przekonuje, że postawienie dużego nacisku na obsługę klientów było więc koniecznością. W badaniu przeprowadzonym przez szwedzką firmę Daymakerindex suwalskie przedsiębiorstwo zajęło pierwsze miejsce wśród sklepów odzieżowych w Polsce i 3 wśród sieci handlowych w Polsce, ustępując tylko Douglasowi i Vision Express.

Trudności sprawia fakt, że większość z salonów jest prowadzona przez franczyzobiorców. Recman uznał jednak, że pozostawienie doboru pracowników w gestii licznych partnerów, to zbyt duże ryzyko. – Z tego względu możliwość kontroli nad procesem rekrutacji musieliśmy zastrzec w umowach i wspieramy naszych partnerów w tych działaniach – dodaje Tulwin.

Dodaje też, że w nowo otwartych salonach zawsze zjawia się trener, który szkoli pracowników z systemu, technik sprzedaży oraz poszczególnych etapów obsługi klienta. – Stale wspieramy naszych partnerów i angażujemy się w szkolenie doradców – opowiada Wojciech Tulwin.

Nie zawsze jest to jednak konieczne. Wyszkolony personel dostaje bowiem dostęp do platformy e-learningowej, gdzie można przejść kursy dla doradców klienta, zapoznać się z najnowszymi trendami na rynku i dowiedzieć się, jak mają się one do aktualnej kolekcji firmy.

„90 proc. naszych produktów ma metkę made in Poland”
Recman uderzył również w tony patriotyczne. – Ponad 95% naszych produktów to wyroby z etykietą Made in Poland – opowiada Tulwin. Od 2011 marka Recman jest również oficjalnym sponsorem męskiej reprezentacji Polski w tenisie. Elementy inspirowane tenisem firma wprowadziła również do wystroju salonów i kolekcji dedykowanej dla pasjonatów tenisa. W wybranych modelach znajdziemy m.in. nadruki, hafty czy zamki w kształcie rakiety tenisowej.
Tulwin opowiada również, że Recman stara się wyprzedzać obowiązujące trendy. – W Polsce moda na kamizelki dopiero powraca. My wprowadziliśmy je do oferty 2 lata temu, gdy nasi projektanci zaobserwowali taki trend na świecie – chwali się. Firma opatentowała również mini-muszki, które przyczepia się do klap marynarki, a ze sprzedaży każdej muszki dochód przekazywany jest na Fundację Mam Marzenie.

Z salony krawieckiego na salony
Historia Recmana zaczęła się w 1986 roku od zakładu krawieckiego, który w podwarszawskim Radzyminie otworzył obecny prezes Roman Tulwin. Pieniądze potrzebne na rozruch pożyczył od rodziców. Przełom przyszedł 6 lat później. Przedsiębiorca wystawił się na targach w Poznaniu. Już pierwszego dnia zdobył zamówienie na 150 par spodni. Chwilę później pojawiło się zainteresowanie ze strony rynku wschodniego. Tam dostawy szły już w tysiące.

Eldorado skończyło się wraz ze zmianą przepisów celnych w 1997 roku. Firma straciła większość zagranicznych kontrahentów, a Roman Tulwin zdecydował się postawić na krajowy rynek. Pod koniec lat. 90 Recman przeniósł się do Suwalskiej Strefy Ekonomicznej i otworzył nowoczesny zakład produkcyjny. Garnitury polskiej firmy zaczęły pojawiać się w sklepach multibrandowych.

To było jednak wciąż za mało. W 2008 Recman otworzył więc w Zielonej Górze swój pierwszy salon firmowy. Dziś sieć liczy już 75 punktów rozlokowanych w całym kraju. Recman nie porzucił również marzeń o ekspansji. – Pierwszy kierunek to Czechy i Litwa – zapowiada dyrektor sieci.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...