Pracownicy krakowskiej firmy porwani przez talibów, w dramatycznym wideo błagają o ratunek. Polacy im jednak nie pomogą

Zła passa Geofizyki Kraków trwa nawet po tym, jak firma została zlikwidowana.
Zła passa Geofizyki Kraków trwa nawet po tym, jak firma została zlikwidowana. Fot. Łukasz Krajewski / Agencja Gazeta
„Żyjemy, mamy się dobrze i apelujemy do naszej firmy, rządu Pakistanu i naszych rodzin, by zapewniły nasze uwolnienie tak szybko, jak to możliwe – albo będzie nas czekać ten sam los, co zagranicznego pracownika” – to najistotniejsza część oświadczenia, jakie przed talibską kamerą odczytał jeden z porwanych pracowników krakowskiej Geofizyki. Ich sytuacja może być jednak gorsza niż się wydaje: w pakistańskich mediach pojawiły się spekulacje, że jeden z zakładników mógł zostać ścięty, a na dodatek ich pracodawca – zależna od PGNiG spółka Geofizyka Kraków – praktycznie już nie istnieje.

Nakręcone przez kidnaperów video zostało opublikowane we wtorek. Na nagraniu widać sześciu siedzących na podłodze zakładników w towarzystwie dwóch zamaskowanych talibów. Jeden z pracowników Geofizyki Kraków odczytuje zacytowane na wstępie oświadczenie. Wszystkie uchwycone w kadrze osoby wydają się być stosunkowo spokojne.



Jednak ze spekulacji, o których pisze pakistański portal Pakistan Tribe, wynika, że sytuacja może być znacznie bardziej dramatyczna. Według niektórych źródeł talibowie, którzy porwali pracowników krakowskiej spółki w listopadzie ubiegłego roku, mogli ściąć już jednego z nich. To wcale niewykluczone, bowiem bojownicy, którzy uprowadzili geologów (poszukujących dla polskiej firmy złóż gazu), należą do ugrupowania Tehrik-e-Taliban (TTP) – jednego z najgroźniejszych i najbrutalniejszych na ogarniętym wojną pograniczu afgańsko-pakistańskim.
Ścięty lub nie
TTP to grupa, z którą Polska od dawna ma na pieńku. Utworzona w 2007 roku federacja niektórych formacji talibów z Północno-Zachodniej Prowincji Granicznej (jednej z czterech składowych prowincji Pakistanu) była początkowo kierowana przez jednego z najżarliwszych przywódców talibów – Baitullaha Mehsuda. Już w rok po powstaniu TTP dokonała porwania polskiego inżyniera i pracownika Geofizyki Kraków, Piotra Stańczaka (to o nim wzmiankują w swoim apelu porwani Pakistańczycy). Stańczak został ścięty przez bojowników TTP na początku 2009 roku, po kilku miesiącach spędzonych w niewoli.

Baitullah Mehsud zginął w 2009 roku, jego następca – Hakimullah Mehsud – w 2013 r. Obecny lider ugrupowania, Fazlullah, nie zapobiegł rozpadowi: TTP rozsypała się na kilka frakcji, część potrafi dziś nawet walczyć ze sobą nawzajem. Pakistańscy pracownicy Geofizyki zostali jednak uprowadzeni przez najsilniejszą z nich, związaną z klanem założycieli TTP. Ci sami ludzie mogli odpowiadać za porwanie Stańczaka.

Portal Pakistan Tribe podaje informacje o rzekomej egzekucji jednego z zakładników, powołując się na FATA Research Centre (FATA to skrótowiec od określenia Federalnie Administrowane Terytoria Plemienne) – organizację badawczą, zbierającą informacje o sytuacji na pograniczu afgańsko-pakistańskim. FATA miało ją opublikować na swoich stronach internetowych, jednak najwyraźniej do chwili publikacji tego tekstu postanowiło ją usunąć. Tym niemniej Pakistan Tribe powołuje się na inne źródła, które są przekonane, że jeden z zakładników nie żyje.
Tu już nikogo nie ma
Co gorsza, porwani Pakistańczycy właściwie nie mają do kogo zwracać się o pomoc. Spółka Geofizyka Kraków właściwie przeszła już do historii: w sierpniu zeszłego roku postawiono ją w stan likwidacji, a wraz z 31 marca zwolnieni zostali ostatni jej pracownicy. Firma-matka, Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo, zapewnia, że „podejmowane są wszelkie wysiłki, by odnaleźć i uwolnić porwanych” – jednocześnie jednak określa ich jako „podwykonawców”, co oznacza najprawdopodobniej, że nie będzie chciała angażować się w ich los bardziej niż będzie to konieczne. – Tu już nikogo nie ma – słyszymy od osoby, która odbiera należący do spółki telefon.

Pozostają tylko potencjalni sojusznicy na miejscu. – To nasi bracia, podejmiemy wszelkie możliwe kroki, by ich uratować – dowodzi Sami Ullah Khan, jeden z lokalnych urzędników z Dera Ismail Khan, miejscowości, gdzie doszło do porwania. Wysiłki lokalnych – i centralnych – władz Pakistanu spełzną jednak na niczym, o ile do gry nie włączą się rodziny porwanych. Ale i te niewiele zapewne będą mogły zdziałać – wszyscy uprowadzeni zakładnicy mają pochodzić z prowincji Pendżab, stosunkowo słabo związanej z terytoriami plemiennymi pod względem klanowych i kulturowych więzów.

Między tragedią Polaka sprzed niemal dziewięciu lat a obecną sytuacją istnieje kilka kluczowych różnic: po pierwsze, w przypadku uprowadzonych pracowników Geofizyki w grę wchodzą Pakistańczycy – ich egzekucja nie byłaby tak medialna dla talibów, jak ścięcie Europejczyka. Po drugie, TTP jest dziś zaledwie cieniem dawnej potęgi, liderom tej organizacji daleko do celów, pozycji i charyzmy dwóch pierwszych przywódców organizacji. Po trzecie wreszcie, choć rzecznicy TTP odmawiają ujawnienia żądań, jakie grupa stawia pakistańskim władzom, tamtejsze media spekulują, że żądania te mogą być prozaiczne: porywaczom może chodzić wyłącznie o okup. A to znacznie łatwiej spełnić niż – tak, jak było w przypadku Piotra Stańczaka – żądanie zwolnienia z więzień setki bojowników.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...