Znany sommelier nie pozostawił suchej nitki na nowej ofercie win Biedronki. Aromat "zwiędłych kwiatów i zleżałego dzika"

Wojciech Bońkowski
Wojciech Bońkowski Mat. prasowe
Wojciech Bońkowski, redaktor naczelny serwisu Winicjatywa.pl, nie skąpi gorzkich słów pod adresem Biedronki, która wypuściła właśnie nową ofertę włoskich win. Nie brakuje dosadnych określeń typu „landrynkowo-gruszkowo-mydlany smak”, „bodaj najbardziej bezsmakowe białe wino Italii” czy „wino w stylu: prosimy, zabierzcie to od nas, bo za trzy miesiące nowy rocznik i nie mamy go gdzie trzymać”.

Przy tym wszystkim Bońkowski nie potępia w czambuł Biedronki, podkreślając jej olbrzymi wkład w promocję wina w Polsce i przypominając wiele udanych akcji i sprowadzenie sporej liczby bardzo dobrych win w przystępnych cenach. Jego tekst o włoskich winach odbił się sporym echem.


Rozmawiamy z Wojciechem Bońkowskim o tym, skąd wzięło się tak głębokie rozczarowanie najnowszą ofertą Biedronki.

Czy faktycznie Biedronka nie umie we włoskie wina?
Tak, i nie zmienia się to od wielu lat. Nie napisałem w zasadzie niczego nowego. Od ostatniej oferty win z Biedronki, którą recenzowałem w 2010 roku sytuacja się nie poprawia. I dziwi mnie to, bo rynek bardzo się zmienił. Biedronka jest w tej chwili największym importerem wina do Polski, od wielu lat ma duży zespół, który zajmuje się zakupami. Ma też niemałe sukcesy w imporcie win z Portugalii czy Hiszpanii. A Italii ciągle nie mogą rozgryźć i to wydaje mi się dziwne.
Jak w praktyce wygląda sprowadzanie wina w takiej organizacji, jak dyskont? Czy stoi za tym zespół ekspertów, sommelierów, którzy testują trunki?

Każda sieć pracuje trochę inaczej. Na przykład w Lidlu zakupy robione są centralnie, w Niemczech. Selekcja jest robiona na całą Europę, a potem poszczególne kraje mogą sobie wybierać wina z listy. Więc wina w Lidlu na przykład w Polsce, Rumunii czy Wielkiej Brytanii częściowo się pokrywają.

Natomiast polska Biedronka pracuje samodzielnie, posiłkuje się tylko częściowo selekcją, która jest dokonywana w firmie-matce w Portugalii, czyli sieci handlowej, która się nazywa Pingo Doce. Wina wybiera zespół ds. zakupów, to nie są sommelierzy ani profesjonalni degustatorzy. Sommelier, który współpracuje z Biedronką, pan Tomasz Kolecki, nie ma decydującego wpływu na wybór win, które pojawiają się w sklepach.

Ale zakupy z innych krajów się udają?

Tak, oczywiście. Selekcja win z Portugalii, która pojawia się w Biedronce, jest najczęściej ciekawa. Ja oczywiście nie potępiam tej sieci, tym bardziej, że kupowanie win w dzisiejszych czasach, szczególnie niedrogich i z Włoch, jest trudną sprawą. Ceny w tym kraju w ostatnich paru latach mocno wzrosły, a ponieważ Biedronka sprzedaje w większości wina w przedziale od 10 do 20 złotych za butelkę brutto, to musi je kupować od producenta w cenie 1 – 2 euro. A w tej chwili we Włoszech trudno kupić dobre wino w tej cenie. W Hiszpanii i Portugalii jakość i wybór win w tym przedziale są o wiele wyższe.

Tym niemniej sądzę, że Biedronka po prostu źle wybiera te wina. Mogłaby to robić lepiej, nie kierując się tylko ceną, etykietą czy historią współpracy z danym kontrahentem. Ich jakość sugeruje, że nie są przed zakupem degustowane a już na pewno nie są degustowane „w ciemno”, porównywane ze sobą.

Wspomniał pan, że Włosi "tuningują" wina.

Nie twierdzę i nie napisałem, że Włosi dosmaczają wina jakimiś niedozwolonymi substancjami chemicznymi. Po prostu podczas produkcji używają legalnych dodatków. Mogą być to na przykład wióry dębowe, czyli substytut trzymania wina w dębowej beczce. Dozwolone i szeroko praktykowane w Europie jest dodanie taniny (garbnika), który jest składnikiem win czerwonych.

Wino można również dokwaszać. Tego typu manipulacje w przemysłowych winach są dozwolone, jednak oczywiście nie pozostają bez wpływu na jakość.

Włoskie wina mają jeszcze jeden problem, on akurat w żaden sposób nie obciąża Biedronki. Wina z południa Włoch są transportowane na północ w cysternach i butelkowane w wielkich rozlewniach. To co prawda legalne i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, wina w cysternach trafiają do Europy nawet z innych kontynentów, jednak wina w ten sposób traktowane to najniższy szczebel jakości. Jeśli mamy primitivo z południa Włoch butelkowane w Weronie, to z definicji jest to trunek pośledniej jakości.

Biedronka ma aż 40 proc. polskiego rynku wina, Lidl - 15. To dobrze, czy źle?

Ani dobrze, ani źle. Udział sieci marketów na rynku wina jest bardzo duży we wszystkich krajach. W Polsce on łącznie wynosi ponad 80 procent. Nie jestem przeciwnikiem tego stanu rzeczy, to normalne, że Polacy kupują dużo towarów w supermarketach. Możemy żałować, że nie kupują jarzyn na bazarkach, a sera u serowarów, ale to normalna rzecz, bo w supermarketach jest po prostu taniej. Ale nawet tanie wino może być dobrze wyselekcjonowane, może też być gorszej jakości.

A na Biedronce spoczywa pewna odpowiedzialność za polski rynek wina, w związku z tym myslę, że wielu Polaków, którzy sięgną po włoskie wino z Biedronki, będzie miało o nim złe zdanie. A to krzywdzące dla tego kraju i wynika ze słabej selekcji. Udział włoskich win na polskim rynku spada, a przez wiele lat były na pierwszym miejscu. Rośnie za to udział win portugalskich i wcale się nie dziwię, bo butelka portugalskiego wina z Biedronki z dużym prawdopodobieństwem będzie dobra. I klient po nie wróci.

Wojciech Bońkowski – w latach 2002–2010 autor i zastępca redaktora naczelnego Magazynu Wino. Felietonista Magazynu Usta, korespondent czołowego portalu winiarskiego (Louis Roederer International Wine Website of the Year 2011, 2013) www.timatkin.com oraz Meininger’S Wine Business International. Członek Bractwa Tokajskiego. Juror czołowych międzynarodowych konkursów winiarskich International Wine Challenge i Decanter World Wine Awards. W 2012 roku założył serwis Winicjatywa.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...