Nowa Nokia 3310 wytrzyma bez ładowania miesiąc. Hipsterzy będą zachwyceni, gimbaza zaleje się łzami

Nokia 3310 - z wyglądu bardzo podobna do tej z 2000 roku
Nokia 3310 - z wyglądu bardzo podobna do tej z 2000 roku Fot. Stefan Ronisz
To telefon, którzy przeszedł do legendy. Odporny i równie prosty, jak cegły, z których zbudowano Wielki Mur Chiński. Z baterią tak pojemną, że można zostawić ją w szufladzie na Boże Narodzenie, a na Wielkanoc ciągle będą dwie kreski. I oto pojawia się jego następca, różniący się jedynie szczegółami. Co może być zarówno gwoździem do trumny, jak i polem chwały.

Jeden z najbardziej znanych kształtów na świecie, prawie jak butelka Coca-Coli. Legendarna prostota i odporność. Dla kogo jest nowa Nokia 3310?



Wydawałoby się, że dla dzieciaków, którym rodzice zechcą przybliżyć chwile swojej młodości lub wczesnej dorosłości. Nie wiem, czy to dobry pomysł. Kiedy dałem ją siedmiolatkowi do zabawy, wyglądał na skonsternowanego i oddał mi ją po chwili.

– Nie działa – powiedział.
– Jak to nie działa?
– No zobacz wujek – i zaczął jeździć paluszkiem po ekranie. Faktycznie, to nie miało prawa zadziałać, bo Nokia 3310 nie ma dotykowego ekranu. Z drugiej jednak strony, być może ten konkretny siedmiolatek jest już zbyt mocno skażony używaniem ekranów dotykowych, bo przyłapałem go kiedyś na tym, że usiłować nacisnąć ikonę z napisem „PLAY” na ekranie telewizora. I też był zdziwiony faktem, że film nie rusza.
Poza tym powiedzmy sobie uczciwie – obsługa tego telefonu nie jest zbyt intuicyjna. Nawet osobom, które na co dzień używały kiedyś podobnych modeli, może dziś sprawiać problemy. Wyobraźcie sobie czterech ludzi w średnim wieku, którzy wspólnymi siłami kombinują, jak by tu zablokować klawiaturę telefonu. I po 5 minutach dochodzą do tego, że trzeba wcisnąć klawisz zasilania a potem znaleźć w kilku wybranych opcjach tę właściwą. Nie pamiętam jak to działało w starej Nokii, ale raczej bardziej intuicyjnie. Chyba, że wtedy po prostu byliśmy przyzwyczajeni do robienia takich rzeczy…

W każdym razie część dzieciaków, które wcześniej nie miały styczności ze smartfonami, będzie zadowolona z takiego telefonu. Przyda się też osobom starszym, które nie lubią noszenia ze sobą dużych telefonów, które trzeba często ładować. Nokię docenią ludzie na wczasach czy wakacyjnych wyjazdach. Z jednej strony dlatego, że można włożyć do niej jakąś zagraniczną kartę SIM i oszczędzić na roamingu, z drugiej dlatego, że działa w każdych warunkach i nie trzeba jej często ładować. Ale podróżnikom przydałby się choćby GPS czy porządny aparat. Mimo wszystko na pewno jest sporo osób, które docenią legendarną prostotę Nokii 3310.
Czy będzie równie pancerna, jak pierwowzór? To się okaże, ale pierwsze wrażenie jest obiecujące. Konstrukcja jest solidna, nie wygina się, ekran jest gruby i ciężko go porysować. Wydaje mi się, że sporo osób może na niego zwrócić uwagę, jeśli poszukuje domowej czy biurowej komórki, czyli substytutu telefonu stacjonarnego.

Co ma a czego nie ma Nokia 3310?
Nie ma dotykowego wyświetlacza, choć ekran jest kolorowy. Mały, ale wyraźny. Nie ma Wi-Fi, jedyny dostępny internet pochodzi od operatora sieci. Ale telefon obsługuje jedynie dość archaiczną i powolną transmisję danych klasy 2,5 G. Przypomnę, że normą jest to, że w powietrzu hula sobie 4G. Na Nokii 3310 mamy preinstalowaną Operę Mini, która umożliwia przeglądanie zasobów globalnej sieci. Prędkość z jaką działa… zostawmy słowo „działa”. To naprawdę żółwie tempo. Plusem jest to, że oszczędzisz na kosztach internetu, bo nie będzie ci się chciało z nim łączyć.

Podobnie jest z aparatem. Nokia go ma, ale rozdzielczość obiektywu to całe 2 megapiksele. Dziś lepsze aparaty montuje się w scyzorykach. Po zdjęciach nie można się więc wiele spodziewać, jest za to lampka doświetlająca. Może ona spełniać też funkcję latarki.
Menu telefonu przypomina to sprzed ponad dekady. Dziś jest mało intuicyjne, ale można się do niego przyzwyczaić. Jest tu budzik, stoper, radio, dyktafon, odtwarzacze muzyki i wideo. Jest też notatnik i kalendarz, niekompatybilne i asynchonizowalne z czymkolwiek. Zainstalowano tu też aplikację do pogody, ale nie wiem jak działa, bo działa, kiedy chce. U mnie nie chciała. I w zasadzie są to wszystkie funkcje tego telefonu. Więc co w nim fajnego?

Fajna jest nostalgia, która za nim idzie. Przypominają się czasy, gdy uzyskanie literki C wymagało trzykrotnego wciśnięcia klawisza z numerem 2. No, to akurat nie było specjalnie dobre rozwiązanie. Ale fajna była ergonomia starych telefonów. W porównaniu do smartfona tę Nokię cholernie dobrze trzyma się w dłoni. Przyłapałem się na tym, że bawię się nią podczas oglądania telewizji czy czytania książki. Bo po prostu miło trzyma się w dłoni coś obłego i przyjemnego w dotyku.

Nokia 3310 jest z twardego plastiku o delikatnie chropowatej fakturze. Na obudowie nie zostają odciski palców, części są do siebie dobrze dopasowane, telefon sprawia wrażenie solidnego, mimo bardzo małej wagi. Obudowa ma jedną bardzo ważną wadę. W pierwszej Nokii 3310 wystarczyło nacisnąć specjalny przycisk z tyłu obudowy, by ściągnąć klapkę. Świetne rozwiązanie i szkoda, że teraz go nie wykorzystano. Bo zdjęcie tyłu obudowy jest bardzo trudne. Nie da się tego zrobić paznokciem, więc wszyscy używają noży lub śrubokrętów. No i rysują obudowę, ale uwierzcie mi – nie ma innego wyjścia.
Telefon, który dostaliśmy do testów nie miał wbudowanej żadnej pamięci, więc trzeba do niego najpierw włożyć kartę SD. Pod ręką miałem 16GB, działa bez problemu i praktycznie od razu po włożeniu jej do słuchawki. Ma za to dwa wejścia na karty SIM. Szczerze mówiąc nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego tak wielu producentów ładuje dwa gniazda kart, bo nie spotkałem osób, którym by się to przydało. Ale mogę się mylić.

Wąż! Jest wąż!
I na ten akapit chyba czekało sporo osób. Tak, Nokia 3310 z 2017 roku ma wbudowanego węża, da się w niego grać, jest fajny i w kolorze. Osobom z dużymi paluchami może być trochę ciężko operować klawiszami sterującymi grą. Jak i całym telefonem, mi wielokrotnie zdarzało się wejść nie do tego menu, do którego planowałem. Ale to chyba kwestia odpowiedniego treningu.
A cena?
Cóż, używane Nokie 3310 sprzed 15 lat kosztują około 100 złotych, choć można znaleźć i „nówki sztuki nie śmigane” za 300 – 500 zł. A nowa kosztuje ok. 270 złotych. Nie jest to wygórowana kwota, chociaż powiedzmy sobie uczciwie, że da się znaleźć inne oldschoolowe telefony, również Nokii za połowę tej ceny.

Plusy:
- ma węża
- nie zainstalujesz Facebooka, Twittera, WhatsAppa, Instargrama, Snapchata. Nic nie zainstalujesz
- nie musisz nosić ze sobą ładowarki – bateria wystarczy na tydzień działania albo miesiąc czuwania.
- jest malutka, świetnie się ją trzyma w dłoni, kieszeń się nie urywa
- wielu osobom zmieści się do portfela
- prawdopodobnie jest pancerna

Minusy:
- ma węża
- nie zainstalujesz Facebooka, Twittera, WhatsAppa, Instargrama, Snapchata. Nic nie zainstalujesz
- możesz zapomnieć o tym, gdzie masz ładowarkę
- trudno się otwiera
- trudno się na nowo do niej przyzwyczaić
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...