800 mln zł utopione w błocie? Miliony pacjentów czekają na technologie, których nie ma

Lekarze podczas operacji wszycia nowoczesnego kardiowertera
Lekarze podczas operacji wszycia nowoczesnego kardiowertera Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
W ostatnich latach na informatyzację polskiej ochrony zdrowia przeznaczono 800 milionów złotych. Administracja publiczna i przedstawiciele lokalnego rynku nie pokazali jednak dotychczas pacjentom efektów tak ogromnej inwestycji.

Kluczowym elementem zmodernizowanej polskiej ochrony zdrowia byłaby platforma P1 – system informatyczny, który miałby w szerokim zakresie ułatwić życie pacjentom. Mimo upłynięcia terminu na realizację projektu, pacjenci dotychczas nie mogą korzystać z dobrodziejstw nowoczesnego systemu, gdyż wciąż są odcięci od e-recepty, czyli możliwości szybkiego i sprawnego wykupienia leków. Ministerstwo Zdrowia wciąż przeciąga terminy wprowadzenia systemu, co trwa już wiele lat.



W ramach projektu P1 uruchomione zostaną podsystemy oraz aplikacje, które pozwolą na usprawnienie procesów związanych z planowaniem i realizacją świadczeń zdrowotnych. Planuje się wdrożenie między innymi platformy publikacyjnej, internetowego konta pacjenta, systemu gromadzenia danych medycznych (zdarzenia medyczne, recepty, skierowania), systemu obsługi rejestrów, weryfikacji i administracji.

P1 poprawiłoby jakość i dostępność informacji o stanie zdrowia pacjentów i usprawniłoby ich obsługę. Ważnym aspektem platformy jest e-recepta, będąca wygodną, bezpieczną i praktyczną formą wykupywania leków. Nowoczesny system to także dostęp do bezpiecznie przechowywanych danych medycznych pacjenta, niezależnie od miejsca i czasu przebywania.

Ministerstwo Zdrowia nie odpowiedziało nam, skąd ciągłe przesuwanie terminu wdrożenia. Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci, dostrzega jednak powody. – To są decyzje resortu zdrowia, które mogą wynikać z braku umiejętności i determinacji – mówi.

– Niekorzystne jest to, że opóźnia się informatyzacja ochrony zdrowia i zbudowanie platformy informatycznej P1, która miała powstać wiele lat temu. Wydano na to dużo pieniędzy unijnych i budżetowych, natomiast nie zobaczyliśmy tej platformy ani funkcjonalności, które miały z niej wynikać, takich jak elektroniczna recepta, skierowanie czy dokumentacja pacjenta. Historia e-recepty ma już 10 lat, a wdrożenie zostało przesunięte w czasie. Ostatnio zostało odroczone po raz kolejny do 2020 roku – dodaje.
Bartłomiej Owczarek, założyciel start-upu GdziePoLek, internetowej wyszukiwarki dostępności leków w aptekach stacjonarnych, i autor raportu o polskich start-upach medycznych, patrzy nieco bardziej optymistycznie na administrację publiczną: – Do tej pory projekty publiczne kojarzyły się z rozbudowanym zakresem, skomplikowaną strukturą i wieloletnim czasem realizacji. Być może jednak powoli daje się zauważyć zmiany na lepsze: urzędnicy zaczynają rozmawiać ze start-upami, a ostatnio resort cyfryzacji zakończył przetarg, w którym poszukiwał zewnętrznych doświadczonych programistów. Z pewnością zaangażowanie start-upów w inicjatywy administracji publicznej, w tym otwarcie na gotowe rozwiązania, którymi dysponują małe firmy, pozwoliłoby szybciej zrealizować zakładane przez rząd cele – tłumaczy.

Mówi się więc dużo o innowacjach w medycynie, które zapewniają start-upy. Borek zwraca szczególną uwagę na popularną stronę do oceniania lekarzy i umawiania wizyt. – Portal ZnanyLekarz zrewolucjonizował nasze myślenie i nasze zachowania, jeżeli chodzi o umawianie wizyt u lekarzy. W Polsce w publicznym systemie opieki zdrowotnej nie można się umówić na wizytę poprzez wpisanie się do kalendarza lekarza, a portal ZnanyLekarz dał pacjentom taką możliwość. Dokonał także przełomu mentalnościowego, pokazując pacjentom, że można ocenić wizytę u lekarza tak jak oceniamy wyjazd na wakacje czy kolację w restauracji. Pacjenci do tej pory nie korzystali z prawa do oceny usług medycznych – zauważa.

Start-upy stawiają często na telekonsultacje, przykładem jest Konsult Expert, oferujący konsultacje psychologiczne online w formach wideo, audio albo czatu. Borek patrzy z entuzjazmem na tego typu rozwiązania. – Dla pacjenta w Polsce, który musi bardzo długo czekać na świadczenie i często pokonywać bardzo dużą odległość, by dotrzeć na wizytę, możliwość odbycia telekonsultacji z lekarzem o uznanej renomie, bez dojazdu i za o połowę niższą cenę, jest bardzo atrakcyjne. Wychodzi to naprzeciw ograniczeniom w dostępie do lekarzy specjalistów i zmniejsza wydatki z prywatnej kieszeni, które i tak dla pacjentów w Polsce są bardzo wysokie – wyjaśnia.

– Ważna jest jednak kwestia prywatności, poufności i bezpieczeństwa danych medycznych, bo trzeba nauczyć pacjentów, jak je zabezpieczać, jak udostępniać i jak nimi administrować. W tym obszarze czeka nas duża edukacja społeczna – twierdzi.

Borek przygląda się także optymistycznie rozwiązaniom w zakresie sztucznej inteligencji, która coraz bardziej odciąża czy wręcz zastępuje lekarzy. – Ochrona zdrowia jest obszarem bardzo intensywnych innowacji. Wydaje się, że innowacje dokonują się głównie w obszarze e-zdrowia, w mniejszym zaś stopniu w obszarze farmakoterapii. Bardzo dużą nadzieję dają wszelkie technologie związane ze sztuczną inteligencją – przekonuje.

Okazuje się, że te technologie są w stanie do pewnego stopnia zastąpić lekarza. Sztuczna inteligencja jest w stanie przejrzeć bardzo duże liczby zdjęć radiologicznych czy obrazów histologicznych, pozyskując stamtąd obrazy nieprawidłowe, wskazywać na rozpoznanie i odciążać w dużym stopniu lekarza, który zajmie się rozstrzyganiem przypadków zgłoszonych przez komputer. Deficytowe specjalizacje to w Polsce właśnie radiologia i histopatologia. Sztuczna inteligencja jest w stanie pomóc w rozwiązaniu problemu deficytu lekarzy – podsumowuje.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...