Tylko u nas. Sapkowski i Bagiński o serialowym "Wiedźminie". Polacy nie boją się konkurowania z "Grą o Tron"

Tomasz Bagiński i Andrzej Sapkowski
Tomasz Bagiński i Andrzej Sapkowski Fot. Albert Zawada / Agencja Gazeta \ Tomasz Szambelan / Agencja Gazeta
Kilka dni temu widzów na całym świecie zelektryzowała wiadomość o tym, że Netflix zabiera się za produkcję nowego serialu o przygodach wiedźmina Geralta. Udało nam się porozmawiać z dwoma kluczowymi dla tego projektu osobami, których szerzej przedstawiać nie trzeba. To Andrzej Sapkowski, genialny pisarz oraz Tomasz Bagiński, jeden z niewielu Polaków z nominacją do filmowego Oscara na koncie.

Mistrz Sapkowski ma być konsultantem nowego serialu, Bagiński – odpowiadać za część produkcji oraz reżyserować przynajmniej jeden odcinek z każdej serii. Najpierw pytamy Andrzeja Sapkowskiego, odpowiedzialnego za powstanie postaci literackiego Geralta.



"Wiedźmin" jest dziś traktowany trochę jako produkt, ale też i nasze dobro narodowe. Zapewne wielu ludzi ma bardzo duże oczekiwania wobec planowanego serialu. Czy nie boi się Pan, że nowa produkcja może również nie trafić w oczekiwania pańskie i widzów? W końcu będzie obliczona na zysk, może zgubić gdzieś klimat i uprościć bądź skomplikować narrację.

Wszystko jest możliwe. Może produkcja trafi w oczekiwania, może nie trafi. A najpewniej: jednym trafi, innym nie. Pożyjemy, zobaczymy, stwierdzimy, ocenimy. Gotowy produkt. Wcześniejsze dywagacje, deliberacje, proroctwa, niepokoje i lęki egzystencjalne są raczej pozbawione sensu.
Czy będzie miał Pan wpływ na scenariusz i produkcję? Widziałem, że tak, ale interesuje mnie jego zakres. Czy będzie Pan scenarzystą, współscenarzystą, może współproducentem? O ile nie jest za wcześnie na ogłaszanie takich szczegółów.

Będę konsultantem. Znaczy się, będę konsultował.

Od razu budzą się skojarzenia z "Grą o Tron", świetną produkcją filmową, o prozie już nie wspominając. Nie boi się Pan porównań?

Gdy trzydzieści lat temu zaczęto publikować opowiadania i książki o wiedźminie, też mnie o to pytano. Z początku: czy nie boi się pan porównań z Lemem? Trochę później: czy nie boi się pan porównań z Tolkienem? Jeszcze później: czy nie boi się pan porównań z Conanem? Odpowiedź zawsze była podobna. Nie, nie boję się. A kto chce porównywać rzeczy nieporównywalne, ten kiep. A komu budzą się bezsensowne skojarzenia, ten też kiep.

Co sądzi Pan o współpracy z Tomaszem Bagińskim? To chyba może być bardzo mocny punkt tego filmowego projektu?

Bardzo mocny. Trudno o mocniejszy. Gdyby nie Tomek, w ogóle nie byłoby tego tematu.
Wywołanego do tablicy Tomka Bagińskiego udało nam się złapać na planie zdjęciowym.

Według oficjalnego komunikatu ma pan być reżyserem przynajmniej jednego odcinka w każdym sezonie serialu. Czy to jedyny wkład Pana i Platige Image w ten projekt?

Jest to jedna z tych informacji, których w tej chwili, niestety, nie mogę udzielić. Za co mogę tylko przeprosić czytelników. Wiążą mnie bowiem między innymi ograniczenia wynikające z obowiązku utrzymywania tajemnicy handlowej. Wynikają one w dużej mierze z tego, że na razie jest zbyt wcześnie, żeby mówić bardziej szczegółowo tak o samej produkcji jak i o tym, w jaki sposób będziemy ją realizować. Nie mogę więc również powiedzieć kiedy rozpoczną się zdjęcia, którzy aktorzy zostaną wybrani, ile powstanie odcinków i jaki będzie ich ostateczny budżet.

Jasne, to dla nas zrozumiałe. Ale akcje Platige Image już mocno poszły do góry, więc jest się z czego cieszyć i można mieć nadzieję, że ten wkład będzie dość duży.

[śmiech] Mogę liczyć na to samo, aczkolwiek pamiętajmy o tym, że akcji Platige Image w obrocie na New Connect jest niewiele, więc do skoków kursu może dojść stosunkowo łatwo. Nie jest to duża spółka giełdowa, w związku z czym wartość obrotu nie może być oszałamiająca.

Pytanie podstawowe: czy w razie czego umiecie zrobić lepszego złotego smoka niż ten, który był pokazany w serialu "Wiedźmin" z 2002 roku?

Jest to pytanie, które uznam za retoryczne i pozwolę sobie wstrzymać się od odpowiedzi.

Są książki, był serial, jest gra. Widzowie na pewno postawią przed nowym serialem bardzo duże wymagania. Czy nie boi się pan tego, że w te wymagania, zarówno w Polsce, jak i na świecie może on zwyczajnie nie trafić, tak jak zdarzyło się to serialowi TVP? Chociaż – moim zdaniem – miał od dużo plusów, żeby wspomnieć choćby genialną muzykę Grzegorza Ciechowskiego czy świetne zdjęcia.

Myślę, że nie ma sensu porównywać tych dwóch produkcji, do ich powstania doszło bowiem w kompletnie innych czasach i warunkach. Pamiętajmy także, że serial, który ma zostać wyprodukowany, nie jest przedsięwzięciem Tomka Bagińskiego, jak to nieraz pojawia się w naszych mediach, tylko gigantycznym wysiłkiem dużej grupy ludzi, z których wielu jest bardziej utalentowanych ode mnie.

Realizujemy go z Sean Daniel Company i Netfliksem, a więc firmami, w których pracuje wielu światowej klasy specjalistów. Chcemy aby serial, który powstanie był bardzo wysokiej jakości. I zrobiliśmy już wiele, żeby właśnie tak było.
Ale nasuwają się też porównania do dwóch innych rzeczy. Do "Gry o Tron", która jest wysokobudżetową produkcją HBO. Nie zapytam, czy nowy "Wiedźmin" będzie miał podobny budżet i rozmach. Ale pewnie będzie porównywany do tego serialu, być może zostanie przyćmiony. W końcu to dwie opowieści fantasy o nieco zbliżonym charakterze, może raczej klimacie.

I to jest – wydaje mi się – jedyne podobieństwo. I "Wiedźmin", i "Gra o Tron" to oryginalnie powieści fantasy, zresztą znakomite, fantastyczne. Oczywiście, w obu są smoki, rycerze i miecze. Historie są jednak zupełnie inne, poruszają odmienne wartości, w inny sposób o nich opowiadają. Opowieść napisana przez Andrzeja Sapkowskiego jest o wiele bardziej współczesna, zdecydowanie bardziej koncentruje się na nawiązaniach do naszego świata.

To, co będziemy robić, będzie więc znacząco inne od tego, co zrobili twórcy znakomitego zresztą serialu Gra o Tron. Podkreślam - nie chcemy, żeby Wiedźmin był netfliksową czy polską Grą o tron. Wiedźmin będzie wiedźminem i będzie miał swoje własne imię i wartość. Tych produkcji nawet nie będzie się porównywać.

Będą też na pewno porównania do gry, która również jest mocno wysmakowana wizualnie i w pewien sposób ukształtowała wizerunek choćby Geralta, sposobu w jaki się porusza, w jaki mówi i jakim jest człowiekiem. Czy to nie jest większe wyzwanie, skoro grę poznały miliony ludzi? Czy to nie będzie zbyt dalekie ich, „growego” pierwowzoru?

Wiedźmin to gra wybitna, która udała się chłopakom z CD Projekt RED wyjątkowo. Znam dużą część tego zespołu i mam ogromy szacunek do ich pracy. Ale proza, którą napisał Andrzej Sapkowski daje możliwość innych interpretacji tej samej historii. Jestem pewien zatem, że nie istnieje zagrożenie, aby fani nie byli w stanie zaprzyjaźnić się czy polubić bohatera, który nie będzie kopią postaci znanej z gry. Oczywiście, można się spodziewać podobieństw, ale mogę zapewnić, że będziemy szukać swojej własnej ścieżki.
Zajmował się pan już przenoszeniem na ekran polskich legend i opowieści, mówię o tych świetnych historyjkach, etiudach filmowych z serii „Legendy polskie”. Czy te doświadczenia troszkę panu pomogą przy Wiedźminie?

To są zupełnie inne projekty, ale… Ja nigdy nie ukrywałem i nie ukrywam tego, że jestem Polakiem i że w tej kulturze się wychowałem. A zatem wracam i będę wracał do wątków słowiańskich obecnych w moim sercu. Wydaje mi się, że można je wykorzystywać równie umiejętnie jak te, które są znane z kultury Wikingów, samurajów lub Indian. To jest w pewien sposób niezagospodarowana ale wartościowa, bardzo atrakcyjna, pod wieloma względami, część kultury światowej, która do tej pory była odstawiona na boczny tor. Odnoszę także wrażenie, że wreszcie rodzi się moda na słowiańskość i emocjonalność, która się z nią wiąże. To egzotyka, która jest intrygująca dla widza międzynarodowego.

Takie podejście wpisuje się w szerszą koncepcję, którą rozwijamy w naszym studiu. Wiąże się ona z pojęciem kulturotechu, czyli konglomeratu różnych zagadnień, w którym mieszczą się kultura, technika, biznes – i to w dużej skali. Chodzi o to, że za każdym produktem, przedmiotem, za wszystkim, co nas otacza, stoi jakiś rodzaj historii. I ona jest czasem ważniejsza, niż sam produkt. Pod tym względem, my Polacy, nie zawsze dobrze wykorzystywaliśmy potencjał, który w niej drzemie. A mamy przecież całą masę wspaniałych twórców, którzy zresztą odnoszą sukcesy na całym świecie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...