Tak nie prześwietla kandydatów do pracy nikt inny. Rekruterka ujawnia, jakie metody stosują celebryci

Agnieszka Kaczorowska.
Agnieszka Kaczorowska. Fot. Facebook
Są biznesy, których założyciele uchodzą za osoby bardzo znane, a nazwisko szefa jest w nich brandem i najważniejszym kapitałem. Za takich mogliby uchodzić np. Mateusz Grzesiak czy Agnieszka Kaczorowska. Nie wystarczy być dobrym specjalistą, żeby móc pracować dla takich firm – w procesie rekrutacji sprawdzane jest wszystko, od postów w portalach społecznościowych po nieuchwytną „chemię”, jaka powinna być w kontaktach pracodawcy ze swoimi współpracownikami.

– Biznesmeni cieszący się sławą na miarę celebrytów, też są ludźmi, jak każdy pracodawca – opowiada nam o kulisach takich procesów rekrutacyjnych Natalia Bogdan, założycielka i szefowa agencji rekrutacyjnej Jobhouse. Jej firma pracuje m.in. dla popularnego psychologa i przedsiębiorcy, Mateusza Grzesiaka, znanej z telewizyjnych seriali oraz występów tanecznych Agnieszki Kaczorowskiej czy Moniki Krauze, córki jednego z najbogatszych Polaków.



Co to oznacza? W największym skrócie to, że poza sławą medialną – kierują oni de facto firmami opatrzonymi swoim nazwiskiem. Jednak takie firmy budzą ciekawość nie tylko jako przedsięwzięcia biznesowe, ale również przyciągają uwagę jako inicjatywy firmowane znanym nazwiskiem. Co oznacza, że pracowników takich firm trzeba dobierać ze zdwojoną ostrożnością.

Czyste konto w mediach społecznościowych
- Mateusz Grzesiak oprócz tego, że jest brandem samym w sobie, zarządza także prężnie rozwijającym się przedsiębiorstwem: Instytutem Starway. To firma doradczo-szkoleniowa, która organizuje szkolenia na całym świecie. Mateusz poza pisaniem książek i udostępnianiu wartościowych treści w swoich mediach społecznościowych, organizuje szkolenia zamknięte i consulting dla biznesu, nawet w miejscach tak egzotycznych, jak Brazylia, Chiny czy Meksyk – mówi Natalia Bogdan.
Instytut Starway jest więc całkiem sporym pracodawcą: w sumie współpracuje z nim kilkadziesiąt osób. Tylko w tej chwili trwają aż trzy rekrutacje do firmy znanego psychologa: na stanowisko business account managera, grafika i web developera. Wśród nich zwłaszcza ten pierwszy proces prowadzony jest ze szczególnym pietyzmem. Handlowiec w Instytucie Starway to bardzo odpowiedzialna rola. To ta osoba jako pierwsza ma kontakt z klientami Mateusza - bada ich potrzeby, doradza, przygotowuje oferty.

- Żeby dostać tę pracę, trzeba mieć swobodę w kontaktach z klientem premium. Osoby korzystające z usług Mateusza to często znani sportowcy bądź biznesmeni, osoby zamożne. Pracownik nie może być onieśmielony w kontakcie z takim klientem. Musi umieć zachować dyskrecję, a także mieć wyjątkowo wysoki poziom kultury osobistej – opisuje właścicielka Jobhouse. - Mateusz jest doktorem ekonomii i psychologiem, więc wszelkie aspekty związane z inteligencją emocjonalną i dojrzałością w komunikacji takiej osoby są dla niego fundamentalne. Podobnie, jak to, czy kandydat potrafi przyjmować konstruktywną krytykę – dodaje.

Trzeba być zatem gotowym na wszystko. Rekruter sprawdza wszelkie niespójności między tym, co zostało umieszczone w CV, a tym, co wychodzi na jaw podczas rozmowy kwalifikacyjnej. To przy takich okazjach okazuje się, jak nagabnięty kandydat reaguje na pytania i uwagi rekrutera. Niektóre nasze zachowania mogą wydawać się przypadkowe – mówi o swojej pracy Bogdan. - Ale proszę mi wierzyć, wcale takie nie są. Obserwujemy przebieg rozmów telefonicznych i osobistych, jak wygląda CV, mail, w którym kandydat aplikuje o pracę, mowę ciała podczas spotkania i co może być zaskoczeniem: wizerunek osób zainteresowanych danym stanowiskiem w Internecie – kwituje.

Cóż, można zgrzytać zębami z powodu powszechnej inwigilacji, ale w procesach rekrutacyjnych jest ona niezaprzeczalnym faktem. Ponad 90 proc. rekruterów przyznaje, że przygląda się profilom osób, z którymi mają do czynienia – od Facebooka po LinkedIn. Nie jest też tajemnicą, że zawartość profilu potrafi przesądzić o losie rekrutowanego. - Były takie sytuacje, gdy chętni na stanowisko menedżera ds. public relations, a więc osoby odpowiedzialnej za wizerunek, miały na Instagramie wyzywające selfie, umieszczały kontrowersyjne posty lub w inny sposób dalece odbiegały od wizerunku, jaki starały się oficjalnie podtrzymywać – kwituje. - Tymczasem, kto chce pracować dla znanych osób, musi mieć nieskazitelny image. Wszystko, co budzi kontrowersje, jest wykluczone. Dla osób, które są w świetle fleszy i mają niejednokrotnie negatywne doświadczenia z mediami, bo nieustannie polują na nich tabloidy i hejterzy, pracownik z takim profilem na FB to zaproszenie do kolejnego sensacyjnego wpisu – dodaje.
Trzeba czuć niuanse
Know-how z zakresu współtworzenia i zarządzania firmami działającymi na skalę międzynarodową może być też magnesem w przypadku firmy Moniki Krauze, córki należącego niegdyś do czołówki najbogatszych Polaków Ryszarda Krauze. W tej chwili szuka ona współpracowników do Monilo - międzynarodowego start-up'u produkującego luksusowe obuwie dla dzieci. Młoda businesswoman poszukuje business development managera i asystenta. Firma ma siedzibę w Londynie, ale większość jej przyszłych pracowników będzie pracować w biurze w Trójmieście.

- Pracownicy Moniki będą mieli możliwość współtworzenia międzynarodowej firmy z branży dóbr luksusowych od podstaw. Szukamy prawdziwych pasjonatów mody i designu, ludzi z pozytywną energią, którzy nie boją się kontaktu z kupcami chociażby z londyńskiego Harrodsa – podkreśla Natalia Bogdan. Firma, którą buduje córka miliardera z wybrzeża działa w skali całego świata, więc niezbędna jest znajomość języków obcych – współpracownicy Krauze mają być w kontakcie z rozsianymi głównie po Starym Kontynencie kontrahentami (w tym we Włoszech, skąd pochodzi używana w produkcji skóra) czy z centrum dystrybucyjnym w Wielkiej Brytanii; niemniej jednak zdarzało się również prowadzić rozmowy z tak odległymi miejscami jak Chiny czy Stany Zjednoczone.

- W grę wchodzi kilka krajów: odmiennych pod względem języków, akcentów, różnic kulturowych, stylu pracy i komunikacji – mówi Natalia Bogdan. - Kandydaci muszą zatem potrafić wyczuć te niuanse. A na dodatek, nawet jeśli nie mają doświadczenia stricte w branży modowej, powinni mieć poczucie stylu i interesować się modą lub trendami na rynku fashion, dóbr luksusowych lub produktów dziecięcych. Firma produkuje obuwie wspierające zdrowy rozwój stopy dziecka, ale jej produkty mają przede wszystkim charakter designerski – tłumaczy. Przy tej okazji poświęcone modzie konto na Instagramie czy ślady takich zainteresowań na Facebooku lub blogu na pewno nie zaszkodzą.
Tak samo jak inny podstawowy wymóg dla wszystkich pracujących dla osób z pierwszych stron gazet: dyskrecja i lojalność. - To bardzo ważne elementy. Można je testować na rozmaite sposoby, np. zatrudniając osoby, które już współpracowały z osobami „ze świecznika”, sprawdzając ich referencje od takich pracodawców. Szukamy też takich elementów, które mogłyby wzbudzić wątpliwości klienta – opisuje szefowa Jobhouse. - Sprawdzamy pojawiające się w sieci informacje, np. że menedżer jakiegoś celebryty okazał się nieuczciwy - dorzuca.

Stąd drobiazgowa weryfikacja kandydatów: wnikliwe wywiady, spotkania osobiste, szczegółowa ocena poziomu kultury osobistej, schludności wyglądu, zwracanie uwagi na błędy ortograficzne czy stylistyczne w korespondencji. Rzecz jasna, niepokój może budzić sytuacja, gdy poprzedniego pracodawcę spotkała jakaś przykra historia w okresie, gdy pracował dla niego kandydat. Jobhouse na wszelki wypadek w pierwszym etapie rekrutacji nie informuje chętnych, dla kogo rekrutuje. Ogłoszenia mają możliwie neutralne brzmienie: „w imieniu naszego klienta z branży X poszukujemy kandydatów na stanowisko Y”. - Chcemy wyeliminować osoby, które szukają sensacji, chciałyby się tylko ogrzewać w blasku sławy swoich pracodawców – ucina Bogdan.

Liczy się chemia
Czy jednak zdarza się, że osoba, która w końcu dowiaduje się, dla kogo będzie pracować – rezygnuje? W końcu plotkarskie pisma prześcigają się w opisywaniu chimeryczności bohaterów swoich tekstów. - Jeszcze się coś takiego nie zdarzyło – ripostuje szefowa Jobhouse. - Większość osób jest pozytywnie zaskoczona. Czasami kandydaci w pierwszym kontakcie ze znanym, przyszłym przełożonym są nieco onieśmielone, ale szybko okazuje się, że jest on normalnym, sympatycznym człowiekiem. Na przykład Monika Krauze jest niezwykle ciepłą osobą, która nie szczędzi pochwał swoim współpracownikom. Utarło się tymczasem, że szef tylko wymaga i krytykuje – mówi.

We wszystkich rekrutacjach, niezależnie czy dotyczą korporacji czy celebrytów, przewija się jeden element: chemia z przełożonym. Zanim jednak dojdzie do osobistego spotkania ze znaną osobą, musi ona zdecydować, z którym rekomendowanym przez firmę rekrutacyjną kandydatem się spotkać. Mateusz Grzesiak ze względu na liczne podróże zagraniczne często decyduje się na videorozmowy z kandydatami na współpracowników. Osobiście decyduje, z kim będzie chciał się spotkać w finalnej fazie procesu rekrutacyjnego. Video oczekuje też Agnieszka Kaczorowska – aktorka i tancerka, mistrzyni świata w tańcach latynoamerykańskich w kategorii młodzieży, zwyciężczyni Tańca z Gwiazdami, a także znana od dziecka jako „Bożenka” z „Klanu” – która zakłada w Warszawie szkołę tańca. Ostatecznie to właśnie na bazie osobistych spotkań zapadną ostateczne decyzje.
To szczególnie ważne w przypadku Kaczorowskiej. To jeden z tych nielicznych przypadków, kiedy od początku w ogłoszeniach ujawniano, o kogo i co chodzi – szkół tańca jest w Warszawie wiele i nie wszystkie mają dobrą renomę. Zatem nazwisko założycielki ma być w tym przypadku atutem dla potencjalnych chętnych. - Nie wszędzie pracownicy traktowani są dobrze, a Agnieszce zależy na tym, aby nauczyciele tak samo jak uczniowie czuli wspaniałą atmosferę miejsca, a także mieli możliwości rozwoju dla siebie – tłumaczy właścicielka Jobhouse.

Niekoniecznie trzeba umieć tańczyć. Założycielka szkoły szuka w tej chwili menedżera – idealnie byłoby, żeby znał „branżę taneczną”, ale wystarczy choćby znajomość realiów zarządzania np. fitness clubem. Bo to pokrewna praca – odpowiada się za grafik kadry, trzeba zadbać o operacyjną stronę takiego przedsięwzięcia, obiekt i ludzi. Z drugiej strony, szkoła szuka też kilkudziesięciu instruktorów tańca – od klasycznego tańca towarzyskiego czy baletu dla dzieci po tak wyrafinowane formy, jak taniec japoński czy hawajski. I tutaj chemia znowu ma kluczowe znaczenie. - Agnieszka szuka ludzi z pasją, którzy oprócz tego, że kochają taniec, lubią także pracę z dziećmi i umieją motywować swoich podopiecznych do rozwoju osobistego – podkreśla Natalia Bogdan.

Polscy celebryci się profesjonalizują
Do września, kiedy szkoła rozpocznie działalność, jeszcze sporo czasu. Ale to akurat nie powinno dziwić – osoby, które osiągnęły sukces planują z wyprzedzeniem swoje działania. Zwykle są także bardzo zabieganymi ludźmi, muszą więc znaleźć czas na spotkania z kandydatami. Mateusz Grzesiak czasami pracuje nawet po kilkanaście godzin dziennie, często również w weekendy, co oznacza konieczność znalezienia ludzi dyspozycyjnych.

Czy to oznacza, że osoby mające rodziny czy w średnim wieku są wykluczone? Szefowa Jobhouse kategorycznie zaprzecza. – Daniel, współpracownik Mateusza o najdłuższym stażu w jego firmie jest tatą trzylatki i nigdy nie usłyszałam od niego, żeby to była jakaś przeszkoda. Monika Krauze sama jest mamą trzyletniego Adama i jest wręcz otwarta na współpracę z młodymi rodzicami – mówi.
W firmach skoncentrowanych wokół znanych osób panuje spory ruch kadrowy. Choćby dlatego, że w momencie, kiedy z właścicielem brandu-nazwiska współpracę podejmie sprawny menedżer, zaczyna ona szybko nabierać impetu, co oznacza konieczność zatrudniania kolejnych osób, które dopilnują, by „interes się kręcił”. Oczywiście, działa to również w drugą stronę.

- Czasami zdarza się, że znane osoby rekrutują same. Ale to zazwyczaj strata czasu i energii - bez narzędzi, którymi dysponują firmy rekrutacyjne, nie można dotrzeć do najlepszych kandydatów na rynku. Zwykle kończy się więc za zatrudnieniu osoby z polecenia, ale to, że osoba była dobra u koleżanki, niekoniecznie oznacza, że odnajdzie się w pracy także u nas. Kluczowe jest zbadanie oczekiwań obu stron i jak najlepsze dopasowanie do siebie pracownika i pracodawcy – twierdzi prezeska Jobhouse. Takim ludziom bardzo zależy na zaufanych osobach, stąd w tej branży wielu członków rodzin czy przyjaciół, to w końcu te osoby, którym można ufać, nawet jeśli nie są najlepszymi specjalistami. Zdarza się zresztą, że z takich osób wciąganych do biznesu dzięki znajomości nawiązanej na zupełnie innym polu, rodzą się kariery: Maja Sablewska była przed laty nianią syna Natalii Kukulskiej. Wsparciem Agnieszki Kaczorowskiej w sprawach księgowych wciąż jest jej mama.

- Powoli jednak i to się profesjonalizuje. Znane osoby coraz częściej zdają sobie sprawę, że usługi firm rekrutacyjnych takich jak moja nie są zarezerwowane jedynie dla korporacji, a dobrzy pracownicy mogą odciążyć ich w codziennych obowiązkach i dzięki temu przenieść ich kariery na jeszcze wyższy poziom – kwituje Natalia Bogdan.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...