Chcą zamknąć jedyną tak innowacyjną szkołę w Polsce, bo weszła w paradę Solidarności. Co zrobi minister Zalewska?

Monika Kończyk chce zamknięcia szkoły
Monika Kończyk chce zamknięcia szkoły Fot. azaliowa.pozytywneinicjatywy.pl | Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
W Polsce istnieje – jeszcze – szkoła, która wychodzi poza utarte schematy. Nazywa się Pozytywna Szkoła Podstawowa im. Arkadiusza „Arama” Rybickiego i znajduje się w Gdańsku (dzielnica Kokoszki). Jej uczniowie, poznając programowanie czy robotykę, są przygotowywani do sprostania wymaganiom rynku pracy. Publiczną szkołę prowadzi fundacja, co od samego początku nie podobało się Solidarności, która postawiła sobie za cel jej zamknięcie.

Czy powodem jest to, że NSZZ Solidarność nie ma kontroli nad placówką i nie pobiera składek od swoich działaczy? Sprawą szkoły, na wniosek Solidarności, zainteresowała się pomorska kurator oświaty Monika Kończyk, która była zastępcą przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Nauki i Oświaty tegoż związku. Wydała decyzję, w której „stwierdza nieważność wcześniejszej decyzji prezydenta miasta Gdańska z 26 sierpnia 2014 roku w sprawie zezwolenia na założenie szkoły publicznej”. Szkoła odwołuje się do minister edukacji narodowej Anny Zalewskiej, która musi podjąć decyzję o jej dalszych losach do 15 czerwca.



Powstaje pytanie, dlaczego związkowi i Monice Kończyk, tak bardzo zależy na likwidacji placówki. – Nasza szkoła to miejsce, gdzie związek zawodowy nie ma wpływów, przedstawicieli ani kasy nauczyciela, przez co nie pobiera składek od swoich działaczy – mówi INN:Poland dyrektor Pozytywnej Szkoły Podstawowej, Piotr Szeląg.
Sytuacja jest tym bardziej kuriozalna, że szkoła wyróżnia się na tle innych placówek wysokim poziomem nauczania. Już pierwszoklasiści uczą się dwóch języków obcych, jest też większa liczba godzin matematyki. Nie ma tego w innych publicznych szkołach podstawowych, które dają mniejsze szanse na podjęcie owocnej kariery zawodowej. We współpracy z Polską Akcją Humanitarną stworzono także zajęcia, które uwrażliwiają dzieci na losy drugiego człowieka, bo pokazują takie problemy współczesnego świata, jak głód czy brak dostępu do wody.

Zwiększenie liczby standardowych, jak i dodatkowych lekcji wynika z tego, że nauczyciele są zatrudnieni na podstawie umowy o pracę, a nie w oparciu o Kartę Nauczyciela. W wypadku Karty Nauczyciela w praktyce nauczyciel ma do zrealizowania 18 godzin zajęć tygodniowo. Umowa obliguje go zaś do 40 godzin, przez co może poświęcić więcej czasu uczniom.

W klasach 1-3, zamiast jednego nauczyciela, tak jak w innych podstawówkach, są wyspecjalizowani pedagodzy od każdego przedmiotu. Dzieci mają zapewnioną jedną godzinę tygodniowo na basenie pod okiem wuefisty. Szkoła, mimo że istnieje dopiero od trzech lat, ma na swoim koncie liczne sukcesy pływackie. Uczennice Pozytywnej Szkoły Podstawowej zdobyły medale na Międzynarodowych Mistrzostwach Miasta Gdańska w pływaniu czy Międzynarodowych Zawodach Pływackich w Bremie. Inne rzeczy warte wzmianki to m.in. wygrane podczas międzynarodowych zawodów o Puchar Polski FISAF w Aerobiku Sportowym i Europejskich Dni Tańca w Malborku.
Rodzice są zachwyceni szkołą. – Starsza córka jest już po studiach, mam więc porównanie do tradycyjnych szkół, które są dobre, ale Pozytywna Szkoła jest po prostu dużo lepsza. W tej chwili uczęszcza do niej moja córka, która ma dziewięć lat. Proszę sobie wyobrazić, że dzieci tak uwielbiają szkołę, że spędzają zazwyczaj w niej więcej czasu niż jest to konieczne – przekonuje w rozmowie z INN:Poland Małgorzata Panków, przewodnicząca Rady Rodziców.

– Szkoła wybija się na tle innych publicznych placówek na terenie Trójmiasta. Jest zarządzana przez prywatny podmiot zewnętrzny, dzięki czemu dzieci tylko zyskują. Różnica programowa i zajęcia dodatkowe sprawiają, że poziom nauczania jest znacznie wyższy niż w wypadku innych szkół – wypowiada się dla nas Przemysław Baranowski, ojciec dziewięcioletniej Niny.

NSZZ Solidarności zadowolenie dzieci, jak i wyższy poziom nauczania zdają się w ogóle nie obchodzić, tłumaczą się tylko kwestiami formalno-prawnymi, nie chcą natomiast rozmawiać o tym, jak szkoła wybija się na tle innych. – Nową szkołę, wybudowaną ze środków publicznych, przekazano instytucji niepublicznej. Sąd to unieważnił, a miasto udaje Szweda i nie chce wykonać wyroku sądu. Wszystko opiera się na sądzie, który stwierdza, że samorząd nie może przekazywać nowo wybudowanych obiektów instytucjom niepublicznym czy prywatnym – kwituje Ryszard Proksa, przewodniczący Sekcji Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ Solidarność, z którym udało nam się porozmawiać.

Dyrektor odpiera tego rodzaju zarzuty. – Decyzja o nieważności szkoły, którą podjęła kurator oświaty, zrodziła się w ramach postępowania oświatowego. Druga sprawa dotyczyła prawa do nieruchomości. Był to spór między prezydentem Gdańska, a Solidarnością o to, w jakim trybie wynajęto budynek, w którym później powstała szkoła. Sąd wydał wyrok, stwierdzający, że został on niewłaściwie wynajęty, ale nie unieważnił umowy na jego najem. Przedstawiciele Solidarności manipulują, mieszając te dwie różne sprawy – twierdzi.

– We wszystkich wypowiedziach NSZZ Solidarność podkreśla, że organem prowadzącym szkołę jest spółka, którą powołała fundacja. Mówią, że jest to próba robienia pieniędzy na edukacji. Nie zdradzają jednak, że organ, który prowadzi szkołę, ma charakter non-profit i posiada wyraźny zapis w regulaminie, z którego wynika, że nie może wypłacać dywidendy. Wszystkie zyski, które ewentualnie wypracuje, są przeznaczane na cele statutowe, czyli na działalność edukacyjną i opiekuńczą – dodaje.

– Nie możemy cofnąć zezwolenia na prowadzenie szkoły. Organ prowadzący w momencie składania wniosku przedstawił komplet właściwych dokumentów – powiedział mediom wiceprezydent Gdańska Piotr Kowalczuk.

W całej sprawie wydaje się, że pomorskiej kurator oświaty najmniej obchodzi dobro uczniów. Nikt bowiem dotychczas nie wykazał, że szkoła uczy w nieprawidłowy sposób. – Dziecko zadaje mi pytanie: „Tatuś, czy moja szkoła będzie zamknięta? Czy ty coś wiesz na ten temat?” Boli mnie to, że ten problem zaczyna bezpośrednio dotykać naszych dzieci, ponieważ nie da się dłużej przejść nad tym do porządku dziennego. Szkoda mi tych dzieciaków – opowiada rodzic, Przemysław Baranowski.

– Dzieci przywykły już do zajęć i pewnego standardu ich prowadzenia. Boimy się tego, że wszelkie zmiany mogą zakłócać ich poczucie bezpieczeństwa – tłumaczy przewodnicząca Rady Rodziców, Małgorzata Panków.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...