Ruszyła lawina pozwów za kredyty frankowe. Klienci poczuli, jak wiele mogą ugrać

Tomasz Sadlik, organizator milczącego protestu zadłużonych we frankach klientów banków.
Tomasz Sadlik, organizator milczącego protestu zadłużonych we frankach klientów banków. Mateusz Skwarczek/Agencja Gazeta
Frankowicze wzięli sprawy w swoje ręce. Nie przejmują się biernością polityków i samodzielnie dochodzą roszczeń od banków. Tym razem na liście pozwanych znalazł się bank BZ WBK, przeciwko któremu kredytobiorcy złożyli w piątek zbiorowy pozew.

Jesienią jedna z kancelarii ogłosiła nabór wśród zainteresowanych grupowym procesem z BZ WBK. W ciągu kilku miesięcy zgłosiło się 598 osób. Kredyty zaciągali w Kredyt Banku, który został przejęty przez Bank Zachodni w 2012 roku. Frankowicze są wspierani przez warszawskiego Rzecznika Konsumentów.



Frankowicze są zdania, że z tytułu stosowania klauzul zakazanych (np. jednostronnego ustalania przez bank wysokości rat) bank powinien oddać im pieniądze. Suma roszczeń to 32,3 mln zł.

To już kolejna tego typu sytuacja. Kilka miesięcy temu Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stanął po stronie frankowiczów, którzy zawierali umowy kredytowe z Bankiem BPH, stwierdzając, że kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich zawierały niedozolone klauzule. Konsumenci domagają się w tej sprawie zwrotu nadpłat waloryzacyjnych i stwierdzenia nieważności umów.

UOKiK uznał wtedy, że wskazane przez powodów klauzule są niedozwolone, gdyż bank może jednostronnie ustalać wysokość rat kredytów. Urząd zwrócił też uwagę na fakt, że BPH doliczał własną marżę, jednak nie podawał jej wartości ani sposobu w jaki jest obliczana.

W sierpniu 2016 roku zapadł z kolei precedensowy wyrok ws. nadpłat w ratach kredytu frankowego i odsetek. W wyniku decyzji Sądu Okręgowego w Warszawie Bank Millenium musiał oddać klientowi 100 tys. zł.

źródło: "Puls Biznesu"

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...