Takiego ZUS jeszcze nie płaciliśmy! "Dramatyczna sytuacja będzie się pogarszać"

Fatalny trend demograficzny i katastrofalna sytuacja ZUS: to główne, nieusuwalne, przyczyny wysokich składek.
Fatalny trend demograficzny i katastrofalna sytuacja ZUS: to główne, nieusuwalne, przyczyny wysokich składek. Fot. Mikołaj Kuraś / Agencja Gazeta
Od 348,75 złotego w styczniu 1999 roku do 1172,56 złotych w 2017 roku – tak rosło obciążenie wynagrodzeń pracowniczych przez ostatnie kilkanaście lat. I jeśli wierzyć szacunkom, w przyszłym roku podskoczy o kolejne kilkadziesiąt złotych, do ponad 1200 zł. Oczywiście, kwota jest określona ustawowo, nie można zrzucać odpowiedzialności za ten stan rzeczy na ten czy inny rząd. Tyle że żaden z gabinetów nie próbował się też zmierzyć z całym systemem ubezpieczeń. A ten jest wadliwy – twierdzi w rozmowie z INN:Poland Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. – I z każdym kolejnym rokiem będzie nas wpędzał w coraz większe kłopoty – mówi.

Składki na ubezpieczenia miały – przynajmniej dla wybranej grupy przedsiębiorców – spaść. I wygląda na to, że nic z tego.



Rzeczywiście, tak to wygląda. To jednak kwestia regulowana ustawą, trzeba byłoby ją zmienić, co nie ma nic wspólnego z tym, czy innym, rządem. Ustawowy mechanizm jest bardzo wadliwy i sprowadza się do określania wysokości składek na podstawie średniej płacy z wybranych, uprzywilejowanych sektorów gospodarki. Składka to określony odsetek średniej płacy w tych wybranych sektorach – i takie jej wyliczanie to idiotyzm.

Ale taki system jest tak korzystny dla ZUS, że ani poprzedni, ani ten rząd, nie chcą się z niego wycofać.

Jak to – „nie chce”? „Z punktu widzenia łącznych danych będą lepsze zasady” – mówił w marcu wicepremier Morawiecki...

...tak, dla małej działalności gospodarczej.

No i co? To chyba dla tych najmniejszych przedsiębiorców ma krytyczne znaczenie?
To prawda, ma. Ale w tej chwili nic się z tym nie dzieje. Miały być jakieś prace, ale zostały wstrzymane – a co będzie dalej, zobaczymy. To się pewnie rozstrzygnie jesienią, ale wygląda na to, że rząd się rakiem z tych obietnic wycofuje. Aczkolwiek minister Henryk Kowalczyk ostatnio zapowiadał, że prace będą kontynuowane, tylko „w trochę inny sposób”.

Co jest barierą, nie pozwalającą obniżyć składek „tak po prostu”?

Sytuacja demograficzna i katastrofalna sytuacja ZUS. To główny problem.

Hm, zlikwidujmy ZUS. Jak inaczej z tego wybrnąć?

Przestać oszukiwać Polaków i wreszcie powiedzieć im, że emerytury będą bardzo niskie. Najlepiej od razu wprowadzić emeryturę obywatelską, bo w gruncie rzeczy takie emerytury i tak za chwilę będą. Politycy wszystkich opcji skrzętnie ukrywają fakt, że przy zmianie systemu emerytalnego do ZUS wciśnięto dwa mechanizmy, mające decydujący wpływ na wysokość emerytury.

Pierwszy jest taki, że wpływ ma ilość środków, jakie wpłacamy: na zasadzie „im więcej wpłacisz, tym wyższa”. O tym mówi się bardzo chętnie. Znacznie mniej chętnie jednak wspomina się drugi – że liczy się łączny napływ środków do systemu. A ten będzie malał i za jakieś dziesięć lat doprowadzi do sytuacji, kiedy 90-95 proc. emerytur to będą emerytury najniższe. I ten drugi fakt skrzętnie się ukrywa. Wszyscy to ukrywają. A dramatyczna sytuacja ZUS będzie się tylko pogarszała, więc nie należy się spodziewać niczego dobrego.

No i mści się reforma emerytalna.
To akurat ma drugorzędne znaczenie. To ruchy pozorne. Platforma Obywatelska przekonywała: jak chcecie mieć wyższe emerytury to musicie popracować dłużej, jeśli ktoś się godzi na niższą, to może przejść na wcześniejszą emeryturę. Teraz PiS mówi: możecie iść na emeryturę, ale jak chcielibyście, żeby była wyższa, to będziecie musieli dłużej popracować. Taka propaganda. Mężczyźni idący na emeryturę w 65. roku życia i kobiety po 60. będą wszyscy mieli najniższa emeryturę. I to niezależnie od tego, jakiej wysokości składki w życiu płacili.

Czyli wprowadzić reformę czy ją odwołać – wszystko będzie wyłącznie zabiegiem retorycznym?

Propagandą. Zabiegiem kosmetycznym.

Ale te składki jednocześnie biją w przedsiębiorców.

I to bardzo. Według GUS, z powodu składek w szarej strefie jest dziś 700 tysięcy Polaków.

No dobrze, a firmy, które pozostają w systemie i odprowadzają składki? Cierpią?

Przede wszystkim te małe: np. drobne usługi świadczone na wsiach, jacyś elektrycy czy hydraulicy.

Tym większym chyba też lekko nie jest. Czasem słyszę, że jakiś przedsiębiorca trafił za kratki, bo nie odprowadzał składek za swoich pracowników...

O, to już bez przesady. Takie przypadki to raczej efekt kombinatorstwa, czy wręcz przestępstwo z premedytacją. Bez większego znaczenia. Co nie znaczy, że średniakom jest lekko.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...