Klasa wyższa kpi sobie ze średniej, która błędnie liczy na duże pieniądze

Klasa średnia ma aspiracje, które według dr. hab. Macieja Gdula nie mają szans realizacji
Klasa średnia ma aspiracje, które według dr. hab. Macieja Gdula nie mają szans realizacji Fot. Tomasz Pietrzyk / Agencja Gazeta
Zdaniem dr. hab. Macieja Gdula, polskiego socjologa i publicysty, klasa średnia myli się, zakładając, że różnice między nią a klasą wyższą są niewielkie. Liczenie na to, że dzięki studiom będziemy więcej zarabiać, jest według niego błędne.

– Półtora miliona. Tylu Polaków ma majątek na tyle duży, że mogą nie myśleć o problemach charakterystycznych dla klasy średniej – nie muszą brać kredytów, nie denerwują się, czy znajdą pracę, nie przejmują się kiepskim systemem edukacji czy opieki zdrowotnej. Z badań NBP można wywnioskować, że to 3 proc. gospodarstw domowych w Polsce. Przy założeniu, że wszystkich gospodarstw jest 14 mln, a na jedno przypadają średnio po trzy osoby, wychodzi półtora miliona ludzi. W tej grupie 1 proc. ma majątek ok. 1,5 mln zł, kolejny procent – 2 mln, a najbogatszy – co najmniej 3 mln zł. To majątek netto, czyli na czysto, bez kredytu – przekonuje w rozmowie z „Wyborczą”.

– NBP zmierzyło, jaką częścią tego majątku jest nieruchomość, w której się mieszka. To połowa. Oznacza to, że najbogatszy 1 proc. – 140 tys. gospodarstw domowych – ma, poza domem wartym 1,5 mln zł, „luźne” co najmniej kolejne 1,5 mln zł. Na kontach, w innych nieruchomościach, w majątkach firm, w akcjach i autach. Oczywiście, można argumentować, że 1,5 mln zł nie powala. Oprócz tego, że na pewno dane te są zaniżone, bo to norma przy badaniach dochodów na podstawie deklaracji, to spójrzmy na to z perspektywy członka klasy średniej, który przyjeżdża do dużego miasta, pracuje całe dnie i musi jeszcze wynająć mieszkanie – dodaje.

Doktor podaje przykład szkoły Akademeia, która przygotowuje dzieci bogatych rodziców do studiów na Oksfordzie i w Cambridge. Pytał w miarę zamożne osoby, ile ich zdaniem kosztuje taka szkoła. Odpowiadali, że 3 tys. za miesiąc. W rzeczywistości jest to 11 tys. – To takie kwoty, że ludzi zatyka, bo wydaje im się, że różnice ekonomiczne są dużo mniejsze. I że wszyscy żyjemy w ten sam sposób. Coraz bardziej klasa wyższa staje się grupą oderwaną od lokalności. Jej życie nie przebiega w ramach tych samych systemów, a majątek pozwala myśleć innymi kategoriami – wyjaśnia.

Ponadto, zdaniem doktora, klasa wyższa podszywa się pod średnią, lecz robi to nieco nieudolnie. Jej przedstawiciele snują bowiem opowieści o „modelu CV”, szukaniu możliwości zarobku, robieniu kariery i wcześniejszej edukacji, podczas gdy od razu tworzą firmę albo ją dziedziczą. Nigdy nie szukają pracy, gdyż to ona sama ich znajduje.

źródło: Wyborcza

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...