Apple jest mistrzem we wciskaniu bezużytecznych gadżetów za grube pieniądze. Ale podstawka pod rysik to już za wiele

Podstawka pod rysik za 110 zł od Apple przyprawia o zawroty głowy
Podstawka pod rysik za 110 zł od Apple przyprawia o zawroty głowy Fot. 123RF; Fot. apple.com
Producenci zalewają rynek gadżetami, których cena ma się nijak do możliwości, które oferują. Przykład? Apple, które jest krytykowane za podstawkę pod rysik wyprodukowaną przez Belkin. Kosztuje ona 110 zł, a najzabawniejsze jest to, że brak w niej jakiejkolwiek dodatkowej funkcji – za jej pomocą nie naładujemy nawet urządzenia Apple. Nie jest to jednak odosobniony przypadek naciągactwa słynnych marek, któremu ulegają zwłaszcza osoby samotne.

Gigant z Cupertino oferuje także skórzane etui na rysik w cenie 149 zł. Ma ono teoretycznie chronić Apple Pencil, ale w rzeczywistości jest to kolejna ozdoba, która nie służy niczemu praktycznemu. Posiadacze iPada Pro mogę z kolei kupić skórzaną nakładkę na swoje urządzenie. Gdy ją otwieramy, iPad się włącza, kiedy zaś zamykamy, wyłącza. Taka wygoda kosztuje... 349 zł.
To wszystko jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Co powiecie bowiem na bransoletę panelową do Apple Watcha za... 2 249 zł? Cena przewyższa koszt samego zegarka, który można mieć już za około 1300 zł. Taniej kupimy z kolei bezprzewodowe słuchawki douszne AirPods. Dostaniemy je za 799 zł. Producent określa je jako „bezprzewodowe”, „błyskawiczne” i... „bajeczne”. Kiedy wyjmujemy je z etui, samoczynnie się włączają i łączą z iPhonem, Apple Watchem, iPadem lub komputerem Mac.



Apple jest na pierwszym miejscu, jeśli chodzi o ceny niewspółmierne do produktów. Nie jest to jednak jedyna firma, która stara się wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy od klientów w oparciu o przywiązanie do marki i owczy pęd. LG oferuje na przykład słuchawki bezprzewodowe za 499 zł, które charakteryzują się nietypowym wyglądem i oferują rzekomo wyższą jakość rozmów telefonicznych. Samsung natomiast proponuje etui do telefonu Galaxy S8 za 229 zł. Producent ma także w ofercie stację dokującą do Galaxy S8 i S8+ za 599 zł, która pozwala na zarządzanie smartfonem z poziomu monitora.
Wymienione przedmioty łączy zaskakująca cena i ich wątpliwa praktyczność. Powstały dla wygody najbardziej leniwych użytkowników, którzy zwykle kierują się przywiązaniem do marki, a nie zdrowym rozsądkiem. Problem ich kupowania okazuje się zarazem znacznie głębszy. – Jest to szybka forma dostarczenia sobie przyjemności i rozładowania napięcia. Człowiek, który kupuje bezrefleksyjnie gadżety, ma ograniczone pole świadomości. Wychodzimy z założenia, że jest to prosty sposób na znalezienie szczęścia. Kiedy trudno czerpać nam satysfakcję z relacji społecznych, wybieramy często drogę na skróty poprzez kupowanie gadżetów – mówi w rozmowie z INN:Poland psycholog i psychoterapeuta Ewa Tuszer.

– Mamy do czynienia ze sposobem na poprawienie nastroju. Częściej w ten sposób poprawiają sobie humor osoby, które – z wyboru lub konieczności – są samotne. Ludzie, którzy okazują się bardziej otwarci na kontakty społeczne, rzadziej ulegają presji kupowania różnych rzeczy. Wiąże się to z mniejszą wewnętrzną pustką. Każda próba poprawienia sobie humoru poprzez kupno gadżetu nie da długotrwałego efektu, przez co dana osoba jest zmuszona do ciągłego kupowania nowych przedmiotów – twierdzi z kolei podczas rozmowy z nami Anna Franzl, która jest psychologiem i psychoterapeutą.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...