W kraju narasta kryzys polityczny, a przedsiębiorcy milczą. Odwagą wykazała się tylko jedna grupa biznesowa

Sąd Najwyższy nie ineteresuje przedsiębiorców? Tylko nieliczne organizacje decydują się na publikowanie apeli w jego obronie
Sąd Najwyższy nie ineteresuje przedsiębiorców? Tylko nieliczne organizacje decydują się na publikowanie apeli w jego obronie Foto: Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Nieśmiało zaprotestowała Polska Rada Biznesu, Konfederacja Lewiatan wskazała, że tryb procedowania ustawy jest zły. Reszta organizacji przedsiębiorców milczy na temat przeprowadzanych w ekspresowym tempie zmian dotyczących Sądu Najwyższego. Co ciekawe, nie drgnęły też wskaźniki globalnych agencji ratingowych.

Polski i zagraniczny sektor finansowy jakby nie zauważał kryzysu politycznego wokół Sądu Najwyższego. Organizacje i analitycy raczej milczą, jedynie niektórzy podejmują nieśmiałe próby oceny tej sytuacji z gospodarczego punktu widzenia. Jedną z organizacji, która zdecydowała się otwarcie zaapelować o uspokojenie sytuacji, przeprowadzenie szerokich konsultacji społecznych jest Polska Rada Biznesu. Poprosiła też prezydenta Dudę o niepodpisywanie ustawy, jeśli (a wszystko na to wskazuje) uchwali ją parlament.


"Zarząd Polskiej Rady Biznesu wyraża stanowczy sprzeciw wobec sposobu przeprowadzania zmian w ustroju polskiego sądownictwa oraz wyraża poważne obawy w kwestii praktycznych skutków proponowanych rozwiązań, które mogą umożliwiać naruszanie podstawowych wartości wspólnych dla państw demokratycznych" – czytamy w oświadczeniu, którego przedstawiciele Polskiej Rady Biznesu zdecydowali się szerzej nie komentować, uznając, że to stanowisko wyczerpuje temat.

Trzeba pamiętać o tym, że dziąłanosć Sądu Najwyższego ma olbrzymie znaczenie dla przedsiębiorców. Regulował już m.in. kwestie zatrudnienia pracowników "outsorceowanych" na samozatrudnienie, decydował o zakresie działalności firm windykacyjnych. Orzekł m.in., że fiskus nie może ściągać należności podatkowych od członków rodziny przedsiębiorcy zalegającego z należnościami wobec państwa.

Stanowisko Polskiej Rady Biznesu zabrzmiało dość mocno, bo zyskało spory medialny wydźwięk. Takiego wydźwięku nie miało stanowisko Lewiatana. Jest ono zresztą dość zachowawcze.

"Poselski projekt nowej ustawy o Sądzie Najwyższym jest kolejnym aktem prawnym, kluczowym dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Jako projekt poselski jest procedowany bez jakichkolwiek konsultacji społecznych. Narusza praktykę dialogu społecznego" – czytamy w stanowisku Konfederacji Lewiatan.

Polska Rada Biznesu jest bardziej zdecydowana. "Domagamy się przeprowadzenia szerokiej dyskusji wolnej od akcentów politycznej histerii i prób realizowania interesów partyjnych. Oczekujemy zbudowania konsensusu społecznego wokół usprawnienia funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości, a następnie podjęcia zdecydowanych działań legislacyjnych" – pisze jej zarząd.

W kolejnych zdaniach apeluje o rozsądek. "Apelujemy do Prezydenta RP o umożliwienie wspólnej naprawy polskiego sądownictwa i zawetowanie ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz niektórych innych ustaw. Apelujemy do posłów i senatorów o głosowanie przeciw projektowi ustawy o Sądzie Najwyższym w przedłożonym kształcie" – dodają przedstawiciele przedsiębiorców.

Tymczasem biznesmeni w USA nie mają problemów z przesadną dyplomacją. Elon Musk ze sporym medialnym rozgłosem opuścił radę przedsiębiorców doradzających Donaldowi Trumpowi po tym, jak prezydent wycofał się z tzw. porozumień paryskich dotyczących ochrony środowiska. Wcześniej zrobił to Travis Kalanick (wtedy jeszcze szef Ubera), który w ten sposób zaprotestował przeciwko prezydenckiemu dekretowi zabraniającemu wjazdu do Stanów obywatelom kilku państw muzułmańskich.

Takich spektakularnych ruchów ciągle brakuje w Polsce, zbyt mało jest nawet poważnych deklaracji przedsiębiorców przeciwko (delikatnie mówiąc) kontrowersyjnym decyzjom władz.


"Rozwój wypadków w sferze polityki i bezpieczeństwa podkopał wyniki gospodarki i niezależność instytucji (…) Trwa reforma konstytucyjna, która (…) umocni system z ograniczonym systemem równowagi władzy" – tak Fitch w styczniu tego roku ocenił dyktatorskie zapędy Recepa Erdogana, niepodzielnie władającego Turcją. Było to jednocześnie uzasadnienie decyzji o degradacji tego kraju w ratingach i przyznaniu mu ocen wręcz śmieciowych.

Ocena została drastycznie obniżona nie tylko z powodu coraz gorszych wyników ekonomicznych Turcji, ale i w obliczu zmian politycznych, czyniących z Turcji początkującą dyktaturę. Tymczasem Fitch, Moody’s czy S&P nie podejmują podobnych decyzji w sprawie Polski. I to pomimo faktu, że w 2016 roku, po demontażu Trybunału Konstytucyjnego i osłabieniu jego niezależności, wszystkie agencje oceniły ten krok negatywnie i zdecydowały się na wystosowanie ostrzeżeń i obniżenie ratingów.

– Panuje perspektywa krótkowzroczna, analitycy nie biorą pod uwagę zjawisk, które z ich perspektywy dzieją się gdzieś wysoko ponad rynkiem. Nie bierze się pod uwagę tego, co się stanie, gdy Sąd Najwyższy zostanie zdemolowany. (…) To, co się dzieje w Sądzie Najwyższym, może wpłynąć na wiarygodność kredytową Polski. Bo państwo, które nie jest praworządne, z natury rzeczy nie jest wiarygodne – mówi w rozmowie z gazetą Wyborczą Andrzej S. Nartowski, emerytowany szef Polskiego Instytutu Dyrektorów, propagator przestrzegania dobrych praktyk na rynku kapitałowym.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...