Jak wygrać i przegrać hackathon? 7 rzeczy, których nie powiedzą ci o hackathonach

Fot. ASZdziennik
Kiedy jechałem na pierwszy hackathon, jako żółtodziób dostałem lekkiego ataku paniki i... wygraliśmy. Kiedy jechałem na drugi, jako zwycięzca pierwszego dostałem lekkiego ataku pychy i... przegraliśmy. Nazywam się Rafał Madajczak, jestem redaktorem naczelnym ASZdziennika, a to moja historia i triki jakich się po drodze nauczyłem.

Hackathony to dwu, czasami trzydniowe zawody, na których niewielkie zespoły wymyślają od zera programistyczne rozwiązania dla biznesu, mediów, bankowości czy dowolnej dziedziny, która przyjdzie wam do głowy. Eventów tego typu jest już tak dużo w kalendarzu, że możliwe staje się już ścieżka kariery pod tytułem “życie z hackathonów”.



Jak więc shackować hackathon?

1. Zawody zaczynają się przed… hackathonem


Hackathon tylko w teorii jest dwudniowym zaprogramowaniem się na śmierć i zmartwychwstaniem, żeby odebrać nagrodę. Organizatorzy na ogół z wyprzedzeniem ogłaszają temat wydarzenia, nikt nie zabrania więc konsultacji z zespołem. Podczas światowego finału Editors Lab w Wiedniu temat poznaliśmy na tydzień przed i mogliśmy spokojnie przegadać naszą “big idea”. Zakazane było tylko projektowanie i programowanie. Designer i programista rzeczywiście muszą przygotować się na 48 godzin harówy.

2. Dobrze wczytaj się w temat


Dlaczego wraz z medialnym startupem Outriders wygraliśmy polskie Editors Lab? Bo najlepiej według jurorów odpowiedzieliśmy na wyzwanie eventu, czyli jak utrzymać w internecie uwagę czytelników na skomplikowanym wydarzeniu, które rozwija się miesiącami i składa się z kilkudziesięciu newsów. Nasz newsletter połączony z timelinem wydarzeń okazał się strzałem w dziesiątkę.

Nie wiem, dlaczego tej genialnej taktyki nie powtórzyliśmy w Wiedniu. Kiedy tematem było upraszczanie skomplikowanych historii, my podpaliliśmy się do big idea, żeby zrobić “Netflix for news” czyli platformę The Binge, która pokazuje newsy jakby były serialem Netfliksa. Pomysł super, ale kiedy kilkanaście teamów wokół pracowało nad upraszczaniem newsów - La Stampa uznała, że ich czytelnicy to przedszkolaki i zrobiła śłitaśną grę o newsach - my zafiksowaliśmy się nad czymś odwrotnym. Sorry, chłopaki z Outriders, że was do tego “zmusiłem”:)

3. Poznaj jurorów


Programowanie programowaniem, ale podczas hackathonu jesteś też sprzedawcą garnków na wycieczce emerytów do Częstochowy. Musisz jurorom swój projekt sprzedać tak, żeby poczuli, że twój bot z wypowiedziami premiera Japonii (autentyk!) zmieni media na zawsze. Czy w jury są Amerykanie poczuwający się do winy za zwycięstwo Trumpa? Czy są Azjaci, którzy kochają boty? W jakich redakcjach pracują? Co sami wymyślili? Na co zwrócili uwagę podczas swoich prezentacji? Znając odpowiedzi na te pytania, będziesz wiedział/a jakich argumentów użyć, żeby trafić do ich cynicznych serc:)

4. Pivot nie istnieje


Jest miejską legendą, że prawdziwi wypaśnicy po pierwszym dniu wyrzucają swoje projekty do kosza i po całej nocy kodowania pokazują światu cudo, które rzuca jurorów na kolana. Problem w tym, że nigdy czegoś takiego nie widziałem. A powinniśmy byli być może tak zrobić z The Binge:) Czasu jest tak mało, że dużego pola manewru tak naprawdę nie ma. Próbowaliście kiedyś powiedzieć programiście, żeby wyrzucił swój kod do kosza? No właśnie:) A na serio: czasu jest naprawdę mało i albo wiesz, co robisz, albo jakby… trochę po tobie.

5. Odpuść sobie networking


Z Wiednia wróciłem z kilkoma fajnymi kontaktami, ale żaden nie pochodzi z imprezy dla uczestników hackathonu. Co ma ci w trakcie zawodów powiedzieć team z Korei? “Hej, popełniacie błąd z tym rozwiązaniem, macie tu od nas kod, który rozwiąże ten problem?”. Jasne. Nie oznacza to, że kontakty z ludźmi są niewskazane. Wręcz przeciwnie. Pogadajcie z kimś na imprezie, zderzcie z nim swój pomysł, to będzie legalny feedback. Jeśli twój team jest twoim jedynym towarzystwem, możesz spędzić wieczór na pompowaniu balonika i utwierdzaniu się w przekonaniu, że wygracie walkowerem po tym, jak tylko wygłosicie swój pitch.

6. Pitch, b*tch!


Ostatnim akordem hackathonu i jego wisienką na torcie są pitche, czyli popisy sprzedawców garnków, którzy muszą opowiedzieć jakim problemem się zajęli, co wymyślili i jak do tego doszli, zaprezentowali działający prototyp i powiedzieli dlaczego jest najlepszy. To wszystko w maksymalnie 5 minut. To będzie najprawdopodobnie najszybsze 5 minut w twojej karierze. Po co sobie to jeszcze komplikować 15 slajdami? Nasza wygrywająca prezentacja miała 8 slajdów z czego jeden z tytułem, a drugi z jednym słowem, żeby zbudować napięcie, a i tak była za długa:) Poza tym nikt nie mówi, że musi być grzeczna. Spokojnie możecie elegancko podszczypywać konkurencję. Wszyscy wokół robią boty na Messengera? Mimochodem wspominasz, że boty są super, ale w złych rękach wygrywają wybory Trumpowi. Ty robisz bota na Messengera? Mimochodem wspominasz, że newsy wideo (przypadkiem wymyśla je wasza konkurencja) są super, ale 70 procent odpada po pierwszych 7 sekundach i tak dalej.

Sama mowa sprzedażowa oczywiście nie starczy, jeśli nie pokażesz ludziom tych kosmicznych garnków, które chcesz im sprzedać, dlatego nie mów za dużo i pozwól przemówić prototypowi. Niech jury zobaczy te wszystkie fajerwerki, które wymyślili programista z designerem, niech sobie poklika i zobaczy, że nie obijaliście się przez te dwa dni, a miejscowe piwo rzeczywiście nie wywołuje bólu głowy.

7. Najważniejsze na koniec


Weź ze sobą przejściówkę lub komputer, który nie strzeli focha w kontakcie z projektorem. Ten moment, kiedy na oczach kilkudziesięciu osób gość z Portugalii na technologicznym hackatonie nie potrafi zmusić swojego maka do współpracy z kablem HDMI - bezcenne.

Inną sprawą jest internet. Przezorny hackathonowiec ma swój internet zawsze ze sobą. Imprezę może organizować Facebook i fundacja medialna obracająca milionami dolarów, ale ogólnie dostępne WiFi to kapryśna dama. Dlatego przed wyjazdem ogarnij roaming danych u swojego operatora. Wszyscy na hackathonie jesteście genialni, ale światłowodu w dwa dni nie położycie.

Co najwyżej swój prototyp:)

Podziękowania dla ASUS Polska, który na czas światowego finału Editors Lab dostarczył mi laptopa ZenBook UX410, który ani razu nie strzelił focha.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...