Gospodarka sobie, Morawiecki sobie. Wicepremier nie ukrywa żalu w związku z prezydenckim wetem, a powinien się cieszyć

Wicepremier Mateusz Morawiecki (z prawej) jest "rozczarowany" prezydenckim wetem.
Wicepremier Mateusz Morawiecki (z prawej) jest "rozczarowany" prezydenckim wetem. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Komentarz wicepremiera Mateusza Morawieckiego do decyzji prezydenta Andrzeja Dudy o zawetowaniu reformy sądownictwa w proponowanym przez parlament kształcie był zwięzły i powściągliwy. – Jestem zaskoczony, jestem rozczarowany – stwierdził Morawiecki na antenie TVN24. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że to wyłącznie deklaracja politycznej lojalności wobec partii, bo dla gospodarki – a zatem i dla bilansu osiągnięć wicepremiera – decyzja prezydenta będzie korzystna.

W ostatnich dniach, kiedy spór o reformę sądownictwa przeniósł się z parlamentu na ulice, złotówka słabła: inwestorzy wyraźnie zaczęli się odwracać od polskiej waluty. Krótkoterminowo, nie byłby to zły scenariusz dla gospodarki, a w szczególności dla eksporterów – tańsza złotówka, to atrakcyjniejsze dla zagranicznych odbiorców ceny. Z kolei w pierwszych godzinach po ogłoszeniu decyzji Pałacu Prezydenckiego złotówka wzmocniła się o kilka groszy. Teoretycznie mogłoby to być przyczyną niezadowolenia wicepremiera i ministra rozwoju.



Z drugiej jednak strony, zarówno słabnięcie, jak i wzmacnianie się polskiej waluty w niczym nie różniło się od okresowych wahań kursu polskiej waluty. Potencjalne korzyści z niewielkiego osłabienia się złotówki byłyby niewielkie w porównaniu do strat.
A skąd straty? Choćby z tego względu, że Polska znalazła się w ciągu ostatniego tygodnia na czołówkach najbardziej opiniotwórczych mediów biznesowych całego świata, zwłaszcza kluczowych dla naszej gospodarki państw zachodnich. Tytuły takie, jak ten z magazynu Tech Crunch – który ogłosił „koniec polskiego marzenia o byciu europejskim rajem start-upów i innowacji” – bez żadnej wątpliwości działały na potencjalnych inwestorów odstraszająco.

Przyjęcie zaproponowanych przez resort sprawiedliwości i sejmową większość zmian w przepisach miałoby dokładnie ten sam efekt: podporządkowywanie wymiaru sprawiedliwości politykom w żadnym kraju na świecie nie buduje zaufania biznesu do takiego rynku. Trzeba wielkich potencjalnych korzyści, by inwestorzy decydowali się na ryzyko zaangażowania na rynku regulowanym przez sędziów w olbrzymiej mierze wyłanianych i podlegających władzom politycznym. Trudno więc oprzeć się wrażeniu, że rozczarowanie premiera jest udawane.

Wreszcie, jest jeszcze jeden powód do zadowolenia. Prezydenckie weto jest powszechnie interpretowane jako porażka ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry. A nie jest tajemnicą, że w kręgach rządowych szef resortu sprawiedliwości jest tą osobą, która zbudowała jedną z najsilniejszych biznesowych frakcji w PiS, konkurencyjną wobec grupy osób związanych z wicepremierem Morawieckim. Porażka rywala, nawet jeśli tylko wizerunkowa, oznacza wzmocnienie pozycji wicepremiera. Innymi słowy, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...