Na warszawskiej giełdzie szał. „To, jak daleko ludzka chciwość potrafi zagnać indeksy, jest nie do przewidzenia”

GPW od kilku miesięcy przeżywa hossę, indeks WIG zbliża się do rekordowego poziomu.
GPW od kilku miesięcy przeżywa hossę, indeks WIG zbliża się do rekordowego poziomu. Fot. 123rf.com
„Poranek maklera” – w takim tonie przez ostatnie dwa dni opisywano sytuację na Giełdzie Papierów Wartościowych. Warszawski parkiet dzielą zaledwie 2-3 tysiące punktów od historycznego rekordu i słowo „hossa” jest na ustach wszystkich. Rosnąca z takim impetem wartość akcji nie jest jednak naturalna – przestrzega nas Piotr Kuczyński, główny analityk funduszu Xelion. Wcześniej czy później nastąpi korekta, nawet jeżeli nie ma mowy o jakimś krachu, to będą ofiary.

„Na wysokości 67772,9 przebiega historyczny sufit indeksu szerokiego rynku i wygląda na to, że szczyt sprzed dekady działa motywująco na byki. Po zeszłotygodniowej ich szarży wczoraj nastąpiła dalsza eskalacja siły i demonstracja możliwości, jakie drzemią pośród największych spółek” – tak we wtorek komentował sytuację na warszawskim parkiecie Piotr Neidek z DM mBanku.



Rzeczywiście, trend jest jasny: nawet mimo niewielkich korekt, we wtorek indeks WIG przebił – choć na krótko – pułap 65 tys. punktów. – Na rynkach rozwijających się od początku tego roku trwa nieustająca hossa. Ponieważ ona trwa, a polski rynek był dotychczas do tyłu w stosunku do innych krajów rozwijających się, przyszła pora i na warszawski parkiet – komentuje w rozmowie z INN:Poland Piotr Kuczyński, główny ekonomista funduszu Xelion.
Według niego, można doszukiwać się przyczyn w dobrych wynikach polskiej gospodarki i równie obiecujących prognozach na kolejne miesiące i lata. W końcu wzrost PKB nad Wisłą niemalże dobija 4 proc., co jest ewenementem na tle innych krajów europejskich. – Ale też fatalne wyniki i kiepska sytuacja polityczno-gospodarcza nie przeszkodziły w hossie i biciu rekordów wszech czasów na brazylijskiej giełdzie – zaznacza Kuczyński.

Zainteresowanie podsycają spektakularne wyniki polskich spółek: dokładnie rok temu CD Projekt stał się pierwszym polskim jednorożcem, na giełdzie zadebiutowało w tym roku kilka gigantycznych i perspektywicznych firm, a z kolei akcje LPP kosztują w granicach 8000 złotych za udział – blisko kolejnego historycznego rekordu.

Jakby tego było mało, ostatni tydzień sierpnia to moment prezentowania wyników finansowych za pierwsze półrocze br. A te były niezłe, i to nie tylko w wielkich państwowych przedsiębiorstwach, które zdominowały indeks WIG20. Tylko we wtorek swoje wyniki miały pokazać Wirtualna Polska, Vistula, Redan, Synthos czy niedawny debiutant – sieć marketów Dino Polska. Do tego można dorzucić jeszcze garść naśladowców CD Projekt, m.in. 11 bit studios, z przewidywaną zwyżką notowań. Popyt zresztą nie jest równomierny: handel udziałami dużych spółek kwitnie, ale te mniejsze i średnie raczej notują spadki.
– Wyniki gospodarcze pociągają za sobą lepsze wyniki firm, to oczywiste – komentuje Piotr Kuczyński. – Ale też od dawna obserwujemy niską opłacalność powszechnych dotychczas form oszczędzania, jak lokaty bankowe. Zamożniejsi Polacy kupują mieszkania, niektórzy wręcz zaciągają kredyty na takie inwestycje. Inni jednak widzą te ciągle rosnące indeksy i wchodzą na giełdę: za pomocą funduszy lub na własną rękę – dorzuca.

To nie indywidualni inwestorzy pompują jednak wyniki warszawskiego indeksu. – To proste: tę hossę kontynuują fundusze inwestycyjne zaangażowane na rynkach krajów rozwijających się – mówi Kuczyński. – Dla nich taką naprawdę mocną przynętą jest nie tylko fakt, że rosną ceny akcji, ale też umacniający się złoty. W takiej sytuacji one zyskują dwa razy: jeżeli akcje podrożeją o 4 proc., a złoty umocni się względem dolara o 2 proc., fundusz zarobi w sumie 6 procent. Trudno o lepszą zachętę – dodaje.

Analitycy przebąkują jednak nieśmiało o potencjalnej korekcie kursów giełdowych. – Pewnie taka korekta w końcu nastąpi, ale nie ma możliwości, żeby ją przewidzieć. Trzeba być bardzo odważnym człowiekiem, żeby zapowiadać takie wydarzenia – śmieje się Kuczyński. – To, jak daleko ludzka chciwość potrafi zagnać indeksy, jest nie do przewidzenia – dodaje, poważniejąc.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...