To już ostania taka okazja na wielkie kontrakty. Samorządy rzucą na rynek dziesiątki milionów złotych

Spotkanie z mieszkańcami w sprawie budowy obwodnicy w Radkowicach i Brzezinach.
Spotkanie z mieszkańcami w sprawie budowy obwodnicy w Radkowicach i Brzezinach. Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta
Kluczowym motorem gospodarki jest dziś konsumpcja prywatna: Polacy gremialnie ruszyli na zakupy. Gorzej z inwestycjami firm. Ekonomiści prześcigają się w wytłumaczeniach, co stoi za tym, że przedsiębiorcy wolą gromadzić środki niż je inwestować w swoje firmy. Nie zmienia to jednak faktu, że biznes najwyraźniej czeka na dalszy rozwój wydarzeń. Gospodarce pozostało jedyne koło ratunkowe: zamówienia publiczne. A te właśnie nabierają gigantycznego impetu. I trudno się dziwić – już za rok wybory samorządowe. Lokalni włodarze muszą pokazać krajanom, że „małe ojczyzny” pod ich rządami kwitną.

„Dzięki bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, i jeszcze dzięki efektom programu Rodzina 500+, konsumpcja rośnie najszybciej od IV kwartału 2008 roku” – donosi „Dziennik Gazeta Prawna”. To dziś realna siła napędowa gospodarki. Niestety, wystarczy spojrzeć na biznes, żeby dobry nastrój prysnął. – „Inwestycje odbijają się wyjątkowo niemrawo. Zamiast 2-3 proc. wzrostu, mamy 0,8 proc. A po sezonowym wyrównaniu wzrostu inwestycji nie było wcale” – kwituje „DGP”.

Zdaniem gazety wstrzymywanie się z wydatkami jest widoczne w każdym segmencie rynku: od firm najmniejszych po koncerny. – Żaden z ekspertów nie mówi tego wprost, ale niepewność u przedsiębiorców może być też skutkiem ubocznym zapowiadanej przez fiskusa walki o poprawę ściągalności podatków. Aparat skarbowy stosuje w niej różne metody, m.in. odwrócony VAT, który w części branż powoduje zaburzenie płynności. Inną przyczyną inwestycyjnej niechęci może być obniżenie wieku emerytalnego” – pisze gazeta.

Jednocześnie jednak, jak z kopyta mają ruszyć inwestycje publiczne: w zeszłym roku samorządy wydały na nie 26 miliardów złotych. W tym roku chcą podwoić te wydatki, do ponad 50 miliardów złotych. „Władze lokalne zrealizują plany inwestycyjne na poziomie 80-90 proc. To da impuls ożywieniu gospodarczemu” – kwituje „Rzeczpospolita”.

Ta rozrzutność nie jest przypadkowa. Po pierwsze, odblokowane zostały fundusze unijne, co pozwala ogłaszać przetargi i podpisywać kontrakty. Sprawa o tyle ważna, że to już ostatnia unijna perspektywa budżetowa, w której można „zaszaleć” – następna będzie zapewne znacznie skromniejsza. Ale po drugie – i być może istotniejsze – w wielu samorządach w gruncie rzeczy zaczyna się już operacja „Wybory 2018”: wybory samorządowe w Polsce odbędą się najprawdopodobniej jesienią przyszłego roku. Kto chce przeciąć wstęgę jeszcze zanim jego sąsiedzi pójdą do urn wyborczych, ten musi rozpisywać przetarg dzisiaj.

Tym razem rozmach lokalnych włodarzy będzie zapewne nieco skromniejszy. Ma to dobre i złe strony: złe są takie, że samorządowcy będą musieli głębiej sięgnąć do kieszeni – ceny i stawki, zwłaszcza w budowlance, ostro poszły w górę, co było konsekwencją oskładkowania umów cywilnych oraz wzrostów płac. Ale ma to i dobre strony – konieczność powściągnięcia inwestycyjnych pasji być może doprowadzi do rozsądniejszego gospodarowania środkami.

W poprzednich latach bywało bowiem, że samorządowcy potrafili przeszarżować z wydatkami. Owocami kampanii wyborczych są lokalne lotniska, na których nogę postawili nieliczni turyści. Jeszcze prostszą metodą jest budowanie dróg: przed poprzednimi wyborami samorządowymi w 2014 r., ni stąd ni zowąd, polskie miasta zaczęły wysupływać ze swoich budżetów setki dodatkowych milionów na nowe ciągi komunikacyjne: w Warszawie było to 200 mln ekstra, w mniejszych miastach też były to kilkudziesięcioprocentowe wzrosty.

– Jest rzeczą oczywistą, że to kiełbasa wyborcza. Inwestycje drogowe nie przynoszą zwrotu. Samorządy nastawiają się na spektakularność, która zaimponuje wyborcom – mówił wówczas Eryk Kłossowski, ekspert ds. transportu. Cóż, tym razem nie tylko o drogi czy lotniska tu chodzi. Zanim przedsiębiorcy podejmą ryzyko sięgnięcia oszczędności może jeszcze upłynąć wiele miesięcy. W tym czasie, chwała Bogu za wybory lokalne, gospodarczą lokomotywą będą samorządowcy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...