O tym liceum szepcze pół Warszawy. Wykształcenie jednego dziecka kosztuje tam pół miliona złotych

Zajęcia w Akademeia High School.
Zajęcia w Akademeia High School. Fot. Facebook
Ta szkoła się nie reklamuje, bo właściwie nie musi: wystarczy marketing szeptany. Dotychczas trudno byłoby nawet skojarzyć obiekty, z których korzystała – budynek przy Ledóchowskiej i kamienicę przy placu Trzech Krzyży. Dopiero teraz przeprowadza się do nowoczesnego budynku na warszawskim Wilanowie. Ale Akademeia High School – „szkoła dla uzdolnionych i utalentowanych” – robi to wyłącznie dla wygody. I tak jest już legendą.

– Nasze liceum jest jedyną szkołą w Polsce, która realizuje program matury brytyjskiej A-levels – tłumaczy INN:Poland Marta Szewczyk z Akademeia High School. – Daje ona uczniom możliwość wyboru przedmiotów maturalnych: nie ma odgórnie narzuconego zakresu dziedzin. Uczniowie wybierają 3-4 przedmioty spośród około dwudziestu. Zakres dostępnych przedmiotów jest szeroki i zróżnicowany, począwszy od matematyki na kilku poziomach zróżnicowania, fizyki, biologii, chemii, przez socjologię, psychologię, politykę, literaturę, języki obce, po sztukę, design czy teatrologię – wylicza.
Filozofię szkoły w skrócie przedstawił niedawno na łamach „Gazety Wyborczej” jej twórca, Andrzej Dethloff. – Jaki jest największy problem uczniów, którzy wyjeżdżają na stypendia do Anglii? Na sześć egzaminów na angielskiej maturze z fizyki, chemii albo biologii, dwa są zawsze praktyczne i Polacy zawsze na tym siadają – przekonywał. – Nic dziwnego, przez dwanaście lat edukacji mogą trzymać w dłoni probówkę dwa lub trzy razy – mówił. Akademeia ma to zmienić, ale ta zmiana kosztuje.



Tyle kosztuje edukacja
„Nieporozumieniem, pewnie wynikającym z patrzenia tylko przez pryzmat jednej liczby – wysokości czesnego”, nazywa zainteresowanie szkołą Dethloff. Rzeczywiście, wysokość czesnego i wszystkich dodatkowych opłat może wbić przeciętnego Polaka w podłogę. Na wstępie chętni do nauki w prestiżowej szkole muszą przejść wyceniony na 2 tysiące złotych dwudniowy egzamin, mający odkryć ich mocne i słabe strony.

Wpisowe do szkoły to koszt 10 tysięcy złotych. Ale to zaledwie przedsmak kosztów całego procesu nauczania, np. uczniowie spoza Warszawy będą ponosić jeszcze dodatkowo płacić za „stancję”: 2250 zł za trymestr (w szkole, na wzór szkół brytyjskich, rok szkolny podzielony jest na trymestry, a nie semestry). Wreszcie koszty nauki. – Przykładowo, koszt czesnego za pierwszy rok nauki to 97 tys. złotych za rok, co daje nam 9700 złotych miesięcznie. Czesne uwzględnia koszt książek, warsztatów oraz wycieczek szkolnych wchodzących w skład programu zajęć wzbogacających, zajęcia fakultatywne, materiały na zajęcia z bloku Art & Design & Architecture – podkreśla Marta Szewczyk.
97 tysięcy to jednak dobry początek: co roku czesne nieco wzrasta – ostatni rok nauki to już koszt rzędu 120 tysięcy złotych. Wraz z likwidacją gimnazjów liceum przestawi się na czteroletni tryb nauki, co będzie oznaczać dla rodziców 105 tys. dodatkowego czesnego. Gdyby to wszystko zsumować, to bezpośredni koszt nauki w szkole sięga obecnie 332 tys. złotych (w czteroletnim systemie – 437 tys. zł) plus 12 tys. za wstępne testy i wpisowe oraz ponad 20 tys. złotych za akomodację (27 tys. zł w formule czteroletniej). Docelowo więc, od 2019 roku, koszty edukacji w Akademeia High School sięgną w sumie – w wersji maksymalnej – około 476 tysięcy złotych od ucznia.

– Tyle kosztuje edukacja na najwyższym poziomie – kwitował Dethloff w wywiadzie. Ale zarazem dodawał, że to nie ma być „szkoła dla bogatych”. – Jeden z ojców zapytał mnie zupełnie wprost, co zrobię, żeby jego córka nie trafiła do szkoły dla bogatych dzieciaków, w której jej ambicjami staną się torebki i buty – dowodził. – Zamożni ludzie w zdecydowanej większości doszli do wysokiego statusu swoją pracą i boją się, że ich dzieci, zamiast skorzystać z możliwości rozwoju, wpadną w najprostszy, materialny snobizm i intelektualny marazm – kwitował.

Czy zatem dzieci z rodzin, których nie stać na taki wydatek też mają szansę wylądować w nowoczesnym budynku na Wilanowie? Oczywiście, słyszymy. – Stypendia są bardzo istotną częścią misji naszej szkoły. Uwzględniają całościowe bądź częściowe zwolnienie z opłat w naszej szkole. Planujemy mieć około 20-25 proc. stypendystów – zastrzega Marta Szewczyk. – Co ważne, stypendia nie są przyznawane jedynie w oparciu o wyniki w nauce, czy stopnie na świadectwie. Np. w przypadku stypendiów artystycznych ważnym elementem podania jest portfolio wraz z tzw. artistic statement, czyli opisem prac w języku angielskim – opowiada. Jeżeli szkolna Komisja Stypendialna da zielone światło, stypendysta może wziąć udział w weekendzie diagnostycznym, jak każdy inny chętny – tyle że na indywidualnych warunkach, odbiegających od toku „standardowej” rekrutacji.
Ucieczka z feudalizmu
Tak czy inaczej, gra jest warta świeczki – przekonują menedżerowie szkoły. Brytyjska matura to otwieranie drzwi do najlepszych uniwersytetów na Wyspach, z Oxfordem i Cambridge na czele. Pod tym kątem Dethloff – sam stypendysta United World Colleges, pracownik naukowy Brytyjskiego Instytutu Prawa Międzynarodowego i Porównawczego w Londynie – dobierał sobie współpracowników. W ten sposób dyrektorem szkoły został Mark Moore, absolwent Cambridge; a jego zastępcami – dr Karolina Watras oraz Marcin Szala, absolwenci odpowiednio Cambridge i Oxfordu.

– Każdego roku wielu absolwentów szkół średnich z naszego kraju chce podjąć naukę na zagranicznych uczelniach. Nasze zadanie polega na tym, by odkryć ich potencjał – na etapie diagnostyki – i następnie pomóc im go wykorzystać i ukierunkować tak, by mogli spełnić swoje marzenie i podjąć studia na najlepszych uczelniach na świecie – zapewnia Szewczyk. I są tacy, którym się udaje: na Oxfordzie znajdziemy obecnie 222 studentów z Polski, na Cambridge – 225, na Harvardzie – 52. Rodzicom Akademeia obiecuje, że ta liczba się zwiększy: przecież właśnie tu uczniowie będą mieli szansę popracować z tą przysłowiową probówką, nierzadko w indywidualnym trybie nauki.

– Porównajmy polską politechnikę z wydziałem inżynierii w Cambridge – przekonuje Dethloff. Według niego, różnice nie sprowadzają się wyłącznie do budżetu i wyposażenia. – Inne jest też podejście do studentów. Bardzo szybko zaczyna się ich traktować jako partnerów do pracy akademickiej, podczas gdy polskie szkoły wyższe nadal są bardzo feudalne. Moi rodzice, którzy uczelnie opuszczali w środku habilitacji, zawsze powtarzali mi, że nie ma bardziej feudalnej instytucji w Polsce niż uniwersytety – dorzuca.
I wygląda na to, że opinię tę podzielają również rodzice. Wraz z przeprowadzką do Wilanowa szkoła chce rozwinąć skrzydła: docelowo ma się w niej uczyć 300 uczniów, wliczając w to stypendystów. Ministerstwo Edukacji Narodowej sprawiło też warszawskiemu liceum dodatkowy prezent pod postacią dodatkowego roku nauki, chociaż w obszarze programu nauczania nie zmieni to wiele. – Realizujemy program matury brytyjskiej, reforma nie będzie więc miała znaczącego wpływu na program nauczania. Przygotowanie do egzaminów maturalnych A-levels trwa dwa lata i to się nie zmieni – podkreśla Marta Szewczyk. Do dwóch lat wydłuży się za to roczny dziś okres przygotowywania się do wyboru przedmiotów.

Dla Dethloffa każdy scenariusz jest dobry. Absolwenci światowych uczelni (w każdym bądź razie tych najlepszych, w które celuje Akademeia), wracając do Polski, przywiozą know how i wiedzę, o które trudno w Polsce. Ci, którzy zostaną na Wyspach, będą ambasadorami Polski. Najważniejsze jednak jest to, co mogą zrobić. – Często słyszę narzekania, że Polska wciąż nie ma swojego Steve'a Jobsa albo Elona Muska. Polscy uczniowie mają taki potencjał, tylko trzeba im dać warunki, żeby mogli go w pełni ujawnić – kwituje.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...