W jeden weekend potrafią zarobić nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Niestety, robią to naszym kosztem

Coraz popularniejsze stały się oszustwa, w których klienci naciągani są na znikające sklepy
Coraz popularniejsze stały się oszustwa, w których klienci naciągani są na znikające sklepy Fot. Michał Bedner / Agencja Gazeta
To coraz większy problem w Polsce. Metoda wydaje się banalnie prosta, a ryzyko wpadki – niewielkie. Chodzi o sklepy internetowe, gdzie kupimy towary w wyjątkowo atrakcyjnych cenach, lecz ich nie otrzymamy. Nie ma także, rzecz jasna, mowy o odzyskaniu pieniędzy.

Takie witryny rejestrowane są na tzw. słupy – podstawione osoby, które za określone wcześniej wynagrodzenie stają się oficjalnymi właścicielami danej firmy. Nieoficjalnie już przedsiębiorstwem kieruje oszust, który zgarnia wszystkie pieniądze ze sprzedaży.



Schemat jest prosty. W ciągu tygodnia przestępcy kupują pozytywne komentarze, w czwartek uruchamiają sprzedaż, a w niedzielę znikają z internetu. Regulamin zobowiązuje ich do dostawy w ciągu 14 dni. Opóźnia to nie tylko falę negatywnych komentarzy, ale i wydłuża czas zgłoszenia sprawy na policję. Czasem takie sklepy działają jednak dłużej, nawet parę miesięcy. Przykładem jest opisywany przez nas sklep CrazyDeals.pl, który został definitywnie zamknięty po naszej publikacji.

Złodzieje po zamknięciu jednego sklepu otwierają następny, już pod inną nazwą. – Czasami nie chce im się nawet zmieniać wyglądu strony. Naprawdę niewiele wystarczy, by oszukiwać – twierdzi w rozmowie z money.pl policjant, który odpowiada za walkę z przestępczością gospodarczą.

Ile na tym wszystkim zarabiają oszuści? Z jednej fikcyjnej witryny e-commerce złodzieje ściągają od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zł. Pamiętają, by wypłacać pieniądz na bieżąco, ponieważ istnieje ryzyko, że w każdej chwili bank może zablokować konto na wniosek policji.

Policja przekonuje, że naciągacze wyspecjalizowali się w tego typu wyłudzeniach. Dodaje, że mają oni tendencję do łączenia kilku biznesów jednocześnie. Tworzą fikcyjne sklepy i dodatkowo naciągają ludzi na portalach aukcyjnych.

– Niektórzy wbili sobie do głowy, że w sieci nie ma anonimowości. Jest. Są ludzie, którzy doskonale wiedzą, jak się schować w internecie. I znalezienie takich osób wcale nie jest łatwe. To często praca na długie miesiące, to często żmudny monitoring. Aż w końcu ktoś popełni błąd – mówi jeden z policjantów.

Złapanie naciągaczy utrudnia to, że działalność gospodarcza czy konto bankowe jest zarejestrowane na kogoś innego.

źródło: money.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...