Znajdują zbrodniarzy na podstawie śladów wielkości drobinek kurzu. O tym krakowskim laboratorium powinni nakręcić serial

mat. prasowe
Sprawami, które rozwiązali, żyła cała Polska. Lidia Puchacz, kierująca Krakowskim Laboratorium Kryminalistycznym nie obraża się na porównania z serialowym CSI. Twierdzi, że robią to samo, co w filmach, ale trochę dłużej. – U nas na cuda trzeba jednak trochę poczekać – mówi żartem.

Jedną z najgłośniejszych spraw ostatnich lat, jaką pomogli rozwiązać krakowscy eksperci była kradzież tablicy z napisem „Arbeit macht frei” z bramy byłego obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu.



– Policja szybko ujęła sprawców, ale trzeba było im jeszcze udowodnić kradzież. Udało się to m.in. dzięki naszej pracy. Sprawców było trzech. Udowodniliśmy, że to na pewno oni dokonali tego czynu, odnajdując mikroskopijne drobiny rdzy z tablicy „Arbeit macht frei” na ich odzieży i w ich samochodzie. Proszę sobie wyobrazić, jak wygląda sypiąca się rdza – to cząstki wielkości kurzu. Odnaleźliśmy je. A po drugie bez najmniejszych wątpliwości zidentyfikowaliśmy narzędzia, którymi pocięli oni napis. Udowodniliśmy nawet który ze sprawców trzymał które narzędzie – mówi Lidia Puchacz w rozmowie z INN:Poland.
Biegli, których pracą kieruje pomogli w skazaniu sprawców serii zabójstw tzw. „Kantorowców”, napadów rabunkowych na sklepy jubilerskie oraz banki, doprowadzili do finału sprawy szantaży: „Gumisia” i „Bombera”. Na co dzień współpracują z policją i technikami kryminalistycznymi.

Co ciekawe, biegli pracują podobnie jak w serialu CSI. Nie tylko w laboratorium, ale i w terenie.

– W tej chwili w Laboratorium pracuje 79 osób, 54 to biegli – eksperci z poszczególnych dziedzin nauki. Ale to nie są specjaliści, którzy siedzą cały czas za biurkiem. Czasami policyjny technik kryminalistyczny na miejscu zdarzenia nie ma tak rozległej czy specjalistycznej wiedzy, by prawidłowo zabezpieczyć ślad. Wzywa więc na miejsce zdarzenia biegłego, który wie co i jak należy zrobić, by nie utracić śladu i by można było później nad nim pracować – mówi nam szefowa Laboratorium.

Firma obchodzi w tym roku 60-lecie swojego istnienia. Historia powstania laboratorium sięga lat 50., kiedy zatrudniono łącznie czterech ekspertów. Z biegiem lat powstawały nowe pracownie, poszerzające możliwości badawcze. Dziś jest to najlepiej wyposażone laboratorium w Polsce, którego opinie pozwoliły na rozwikłanie spraw nie tylko „popularnych” i szeroko komentowanych w mediach, ale i tych o mniejszym zasięgu, a mających znaczący wpływ na życie i losy wielu osób dotkniętych przestępstwem.

Rocznie w Laboratorium Kryminalistycznym Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie wykonuje się około 13 tysięcy ekspertyz.
– Mówiąc o nowoczesności, myślimy przede wszystkim o sprzęcie. W zeszłym roku rozbudowaliśmy naszą pracownię wizualizacji śladów daktyloskopijnych, do której zakupiliśmy najnowocześniejsze i najlepsze na rynku urządzenia. Pod tym względem jesteśmy z pewnością najnowocześniejszym laboratorium w Polsce. Do tej pory takiego sprzętu nie ma żadne inne laboratorium kryminalistyczne w naszym kraju. A jeśli chodzi o pozostałe urządzenia, to są one pewnie porównywalne z tym, czym dysponują pozostałe placówki – twierdzi Lidia Puchacz.

Dodaje, że sprzęt to nie wszystko, trzeba cały czas być na bieżąco.

– Do sprzętu kupionego np. 5 lat temu dokupujemy cały czas najnowsze oprogramowanie czy odczynniki, wykorzystywane do różnego rodzaju badań. Dzięki takim zakupom nasza praca staje się łatwiejsza, szybsza i doskonalsza. W tym zakresie moi pracownicy są tak bardzo na bieżąco, że sama za nimi nie nadążam. Przecież właśnie coś kupiliśmy – mówię. Tak, ale są już nowsze materiały – odpowiadają – uśmiecha się szefowa LK KWP.

Dumą Laboratorium jest wspomniana wcześniej pracownia wizualizacji śladów daktyloskopijnych. Dzięki oświetlaczowi kryminalistycznemu Polilight istnieje możliwość ujawnienia śladów linii papilarnych na wszelkiego rodzaju podłożach. Jest także komora cyjanoakrylowa, która pozwala na jednoczesne przeprowadzanie trzech procesów ujawniania śladów w trzech niezależnych komorach. Jest też wielofunkcyjne i nowoczesne – a jedyne w Polsce - dygestorium, które zapewnia bezpieczną pracę z odczynnikami chemicznymi.

Jak to działa?
– Każdy – zostawia ślady daktyloskopijne. Są to odbitki opuszek palców, ale też dłoni, policzków, warg, stóp. Na miejscu zdarzenia policyjny technik kryminalistyki ma swoje środki do zabezpieczania śladów daktyloskopijnych, robi to według swojej wiedzy i doświadczenia. To jest wstępny, najbardziej podstawowy etap – tłumaczy Lidia Puchacz.

– Ale są przedmioty o chropowatych powierzchniach, z wgłębieniami, na których przy użyciu „starej” metody, nie da się ujawnić śladów daktyloskopijnych, ale mamy podejrzenie, że ślady mogą tam być. Może być to kolba broni, często ozdobna. Taki przedmiot wkładamy do komory wizualizacyjnej, gdzie w atmosferze klejów i oparów chemicznych dopasowanych do rodzaju powierzchni, te ślady się ukazują. To wygląda zupełnie jak na filmie. Po chwili dosłownie znikąd zaczynają się wyłaniać odciski w trój wymiarze – dodaje.

Polskie innowacje
Co ciekawe i istotne, również w Polsce powstają bardzo innowacyjne rozwiązania usprawniające pracę działów kryminalnych.

– W pracowni chemii wykorzystujemy odczynniki firmy Tusnovics. Nazwa brzmi obco, ale to polska firma, zresztą – tak, jak my – z Krakowa. Polska firma Cybid dostarcza nam programy do śledzenia drogi zabezpieczonego na miejscu zdarzenia dowodu rzeczowego. Dzięki temu wiemy, co się z nim dzieje, gdzie jest przekazywany. Jest też Motorola Solutions – w Krakowie działa jej polski oddział, który zapewnia nam choćby bezpieczną łączność. Nasi technicy są wyposażeni w bardzo odporne i niezawodne radiostacje nasobne – mówi nam Lidia Puchacz.
– Polskie rozwiązania wspierają śledztwa niemal na każdym etapie. Od momentu zbierania i archiwizowania materiału dowodowego: w czym specjalizuje się krakowski oddział Motorola Solutions, jak i duplikowania danych z komputerów podejrzanych, czyli tzw. Media Imager, który opatentowała inna polska firma – dodaje Agata Krzesak z laboratorium.

A to coraz poważniejsze zadanie, bo – jak szacuje Lidia Puchacz – już ok. 30 procent przestępstw jest popełnianych przy użyciu komputera lub telefonu. Poziom cyberprzestępczości ciągle rośnie.

Przestępcy najczęściej wpadają na swojej nieuwadze.
– Dowody są niepodważalne. Ślad na miejscu zdarzenia jest bezstronny, zawsze mówi prawdę i nie zmieni swojego zeznania. Nie ma zbrodni doskonałej – mówi poważnie szefowa Laboratorium.

– Nawet jeśli nie odkryjemy jej dziś, to zrobimy to za kilka lat. Stąd na przykład biorą się sukcesy krakowskiego tzw. archiwum X, które po latach sięga po sprawy i znajduje sprawców, również dzięki naszemu laboratorium. Pozwala na to choćby komora cyjanoakrylowa, odkrywająca odciski palców, których nie udało się zobaczyć 10 lat temu za pomocą proszków daktyloskopijnych. Dziś możemy je znaleźć nawet np. na torebce wykonanej z tkaniny – twierdzi.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...