Wymóg, jaki postawiło NCBiR wzbudził spore kontrowersje. Pomimo ogromnej puli dofinansowania, może brakować chętnych

Pieniądze z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zostaną przeznaczone dla tych start-upów, które chcą rozwijać przełomowe badania polskich naukowców
Pieniądze z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zostaną przeznaczone dla tych start-upów, które chcą rozwijać przełomowe badania polskich naukowców Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
To rekordowe finansowanie, jeśli chodzi o pieniądze dla polskich start-upów. Do wzięcia jest aż 1 mld zł. Problem jednak w tym, że wiąże się to ze sporym ryzykiem. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przygotowało bowiem pewien haczyk.

Pieniądze są przeznaczone dla tych start-upów, dzięki którym powstać ma innowacyjna gospodarka. Chodzi mianowicie o środki dla tych, którzy chcą rozwijać przełomowe badania polskich naukowców, aby następnie je skomercjalizować. Wszystko w ramach konkursu BRIdge Alfa, który jeszcze niedawno był bardzo niepewny.

Szkopuł w tym, że Narodowe Centrum Badań i Rozwoju zastrzegło sobie prawo do pierwszeństwa wykupu co ciekawszych projektów. Inwestorzy w związku z tym nie podchodzą do sprawy entuzjastycznie. Nie podoba im się to, że będą zmuszeni do sprzedaży start-upów po cenie, którą ustali rzeczoznawca. A taki właśnie pomysł ma NCBiR.

Jakie stanowisko wobec takiego zarzutu objęło Narodowe Centrum Badań i Rozwoju? Tłumaczy się tym, że wspomniany rzeczoznawca będzie niezależny. Dodaje ponadto, że musi ochronić się przed fikcyjnymi ofertami z rynku, które miałyby na celu zawyżenie ceny. Jak czytamy w „Gazecie Wyborczej”, start-upy są trudne do wyceny. Są warte tyle, ile dana osoba za nie zapłaci, trudno więc się dziwić, że „inwestorzy obawiają się, iż będą zmuszeni rezygnować z intratnych umów i sprzedawać swe perełki za bezcen”.
Artur Kurasiński, prezes start-upów GhostVr i Muse, patrzy optymistycznie na plany Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jest za tym, by spółki skarbu państwa inwestowały już teraz w start-upy tyle, ile mogą. Uzasadnia to tym, że niedługo na rynku w ogóle nie będzie pieniędzy z Unii Europejskiej. Dodaje, że po 2020 r. start-upy będą finansowane z pieniędzy publicznych.


Nie wszyscy patrzą jednak optymistycznie na plany Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Obawiam się, że może się to skończyć podobnie jak w wypadku uczelni, które mają prawo do podobnego rozwiązania. Bardzo często jest tak, że mamy świetne pomysły na uczelniach, ale ze względu na słabo rozwinięte centra wdrażania technologii, są słabo rozwinięte pod kątem biznesowym – mówi w rozmowie z INN:Poland Kamil Adamczyk, który odpowiada za takie start-upy, jak Intelclinic i NeuroOn.

– Lepszym rozwiązaniem wydaje się fundusz – ale nie taki, który jest powoływany tylko po to, by zarządzać publicznymi pieniędzmi. Chodzi mianowicie o fundusz, który inwestuje swoje prywatne pieniądze i dostają dofinansowanie. Wydaje mi się, że jeżeli będą zarządzały tym prywatne firmy, to będziemy mieli do czynienia z większym dochodem z podatków – dodaje.
Trwa ładowanie komentarzy...