Polsce wciąż grozi pogrążenie się w ciemnościach. Rząd apeluje, byśmy prąd produkowali sobie sami

Warszawa pogrążona w ciemnościach po awarii prądu
Warszawa pogrążona w ciemnościach po awarii prądu Igor Morye/Agencja Gazeta
Od kilku lat w każde wakacje media informują, że polski system energetyczny jest na skraju wytrzymałości. Pół żartem, pół serio słychać nawet głosy, że wystarczy otworzyć lodówkę, by doprowadzić do blackoutu (czyli awarii zasilania). Pomysłów jak temu zapobiec jest bez liku, a większość z nich wraca na tapet niczym bumerang. Najnowszy kierunek zmian polega na tym, byśmy prąd produkowali sobie...na własną rękę.

O co chodzi? Energetyka prosumencka opiera się na idei, by prąd produkowany był przez odbiorców, tj. zwykłych obywateli na przykład za pomocą paneli fotowoltaicznych lub wiatraków prądotwórczych. Eksperci wskazują, że dzięki takim zabiegom, gospodarstwa domowe stają się częściowo niezależne od zewnętrznego dostawcy.



Ministerstwo Energii zapowiada, że zamierza wesprzeć energetykę rozproszoną poprzez ułatwienia organizacyjne i wsparcie finansowe. – Przyłączenia mikroinstalacji przebiegają coraz sprawniej. Na koniec 2016 roku w Polsce funkcjonowało 16 tys. instalacji prosumenckich o łącznej mocy ok. 100 MW, a na koniec pierwszego półrocza 2017 roku było ich już 21 tys., o mocy 139 MW – podała Agnieszka Przesmycka z Departamentu Energii Odnawialnej.

W sukurs przedstawicielce ministerstwa przyszedł Maciej Zajkowski z Politechniki Białostockiej, przedstawiciel Podlaskiej Inicjatywy Energetycznej. – Osobiście mam bardzo dobre doświadczenia ze ścieżki prosumenckiej. Przyłączenie do sieci instalacji fotowoltaicznej nie było żadną drogą przez mękę, odbyło się w ciągu dwóch tygodni praktycznie bez mojego udziału – podkreślił. I zauważył, że podstawę stanowi dzisiaj oszczędzanie prądu. - Jeśli nauczymy się rozsądnego gospodarowania energią, może się okazać, że OZE nie będą nam potrzebne – zauważył.

źródło: WNP
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...