Zdobył mistrzostwo i wpadł na genialny pomysł na biznes. Teraz zarabia więcej niż podczas sportowej kariery

Arkadiusz Perin.
Arkadiusz Perin. Fot. Facebook
80 wyspecjalizowanych tras dla polskich miłośników dwóch kółek, o łącznej długości 220 kilometrów – to pozasportowy dorobek Arkadiusza Perina, mistrza Polski w enduro i trenera Mai Włoszczowskiej. To jeden z nielicznych przedsiębiorców, którzy mówią: nie szukam nowych rynków, jestem urobiony po łokcie. W sumie trudno się dziwić: kariera sportowa kiedyś się kończy, ale wiedza i doświadczenie zdobyte przez długie lata pozostają – i szkoda byłoby je zmarnować.

– Jak zaczynałem jeździć na rowerze, jakieś czternaście lat temu, tras rowerowych w Polsce praktycznie nie było: kto chciał na czymś takim jeździć, musiał sobie sam zbudować – mówi INN:Poland Arek Perin. I tak się zaczęło: zawodnik, który najpierw był obiecujący, a potem znalazł się w czołówce polskich mistrzów kolarstwa zjazdowego, downhill i enduro, zaczął budować trasy na mistrzostwa kraju, potem przejął stery ośrodka narciarskiego, który w sezonie letnim adaptował swoją infrastrukturę na potrzeby rowerzystów. – Wreszcie zacząłem współpracować z Mają, ona również zażyczyła sobie trasę – śmieje się właściciel Arek Bike Center.



W sumie uzbierało się 80 rozmaitych tras, 220 kilometrów infrastruktury. Perin może tu liczyć na splot szczęśliwych okoliczności, bo jest zawodnikiem doskonale znanym w branży, z tytułem mistrzowskim. – To może odgrywać jakąś rolę. Jestem zawodnikiem, który jakieś wyniki ma, a przy okazji najdłużej w Polsce zajmuję się budową obiektów takiego typu – przyznaje.
Da się żyć
Trasa rowerowa to nie jest może autostrada, nie wchodzą w rachubę miliardy z Unii. Ale Perin nie ma na co narzekać. – Tworząc kosztorys, trzeba liczyć około 90 złotych za metr trasy bieżącej, więc jeżeli trasa ma, powiedzmy, 3 kilometry, robi się z tego już większa kwota – szacuje pobieżnie nasz rozmówca. Ba, najświeższe dzieło firmy – Bike Park Kasina – to już około 17 kilometrów, na które składa się 9 rozmaitych tras. Dodatkowo wyciąg pozwalający użytkownikowi w kilka minut dostać się na szczyt wzgórza (Bike Park Kasina powstał w Kasinie Wielkiej, w Beskidzie Wyspowym).

Łatwo zatem policzyć, że w grę wchodziło półtora miliona złotych. Dlatego Perin może powiedzieć, że to „biznes, z którego da się żyć”. – W takich przypadkach płaci się przede wszystkim za doświadczenie w tworzeniu tego typu obiektów. To nie jest proste przygotowanie nawierzchni czy gruntu. Sztuka polega na odpowiednim wyprofilowaniu trasy, zakrętów, trajektorii. Tak, żeby dawała przyjemność, była optymalna i nie zużywała się tak szybko – podkreśla.

Co więcej, rynkowe tendencje Perinowi sprzyjają: Polacy wsiadają na rowery. W ubiegłym roku padł rekord sprzedanych nad Wisłą jednośladów – nabywców znalazło 1,2 mln sztuk. I to widać też w Arek Bike Center. – Przykładowo, dziesięć lat temu wykonywaliśmy jedną trasę za 2 tysiące złotych – mówi szef firmy. – W tym momencie zamawiający potrafią wydać na jedną trasę nawet 250 tysięcy złotych. I takich zamówień zdarza się w roku nawet kilka – dorzuca.
Przyjemne przeciążenia
Najważniejsze zaś – z biznesowego punktu widzenia – jest to, że nie są to trasy dla wyrafinowanych zawodowców lecz, w większości, obiekty na poziomie średnio zaawansowanym. Firma Perina wciąż buduje trasy na puchary Polski, ale potrafi też przygotować trasę rehabilitacyjną czy w ośrodku wypoczynkowym.

– Tu trzeba sporo kalkulować – mówi mistrz Polski. – Jaką prędkość rowerzysta osiągnie na danym nachyleniu; trzeba założyć, z jaką prędkością będzie jechać, żeby odpowiednio wyprofilować zakręt; nachylenie skoczni musi być takie, żeby można było dolecieć do lądowania. Stopień trudności można porównać do toru saneczkowego, w którym wszystkie te detale trzeba skrupulatnie wyliczyć, żeby można było jechać szybko, ale i bezpiecznie. Chodzi o przeciążenia takie, żeby jazda sprawiała przyjemność – dodaje.

Dotyczy to również tras dla osób, które chcą tego sportu dopiero spróbować. Dla Perina trasy dla początkujących to zapewne najważniejsza część tego biznesu. – To oczywiście trasy górskie, ale zrobione z gładką powierzchnią: wyrównaną i ubitą. Wyjeżdżają na nie nawet ludzie z dziećmi, z koszykami – mówi. – I proszę się nie dziwić, bo średnie nachylenie na takiej trasie to 3 procent, a więc bardzo, bardzo mało – dodaje.
Interes się kręci
Interes kręci się – nomen omen – całkiem sprawnie. – Nawet nie szukam innych zleceń, bo takie zlecenie na jeden ośrodek zajmuje przynajmniej pół roku – mówi Arek Perin. A to jeszcze nie koniec: firma mistrza enduro najczęściej zajmuje się później administrowaniem takim obiektem. – Nie sztuka wybudować coś, co zarośnie. My się również takim parkiem zajmujemy, od administracji po reklamę, dochodzi jakiś procent od sprzedanych karnetów. W zależności od tego, ilu ludzi jeździ, tyle trzeba pracy włożyć – kwituje.

Zwykle jednak przedsiębiorcy myślą o ekspansji, zwłaszcza zagranicznej. No cóż, w tej kwestii założyciel Arek Bike Center jest bardzo powściągliwy: w Szczyrku zetknął się już ze słowackimi inwestorami, którzy wykupili tam obiekty. Jak przyznaje, jego trasami interesują się też Czesi. Rozmowy trwają, aczkolwiek „do podpisania konkretnej umowy jeszcze długa droga”, jak zastrzega. – Mówimy o euro, a więc stawki byłyby zapewne wyższe. Z drugiej strony: tak samo koszty. Owszem, mamy swoje prywatne koparki, ale transport tego sprzętu to byłyby kolejne koszty, więc nie jest to tak bardzo opłacalne, zwłaszcza gdy niemalże pod domem mamy tyle pracy – dodaje.

Zwłaszcza w Kasinie Wielkiej, gdzie Arek Bike Center wykonał największy park tego typu w Polsce. – Długo jeszcze nie będzie nad Wisłą czegoś o takim rozmachu – podkreśla szef firmy. – To nam na razie w zupełności wystarcza – ucina. A my dodajmy: na razie.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...