To odkrycie na miarę rewolucji kopernikańskiej. Naukowcy znaleźli „brakującą” część materii wszechświata

Naukowcy znaleźli część materii wszechświata, której istnienia nie byli do tej pory w stanie potwierdzić
Naukowcy znaleźli część materii wszechświata, której istnienia nie byli do tej pory w stanie potwierdzić 123rf.com/vchalup/zdjęcie seryjne
Naukowcy znaleźli część materii wszechświata, której istnienia nie byli do tej pory w stanie potwierdzić. Wiedzieliśmy, że część składu Wszechświata stanowi gorący gaz. Teraz dzięki satelicie XMM-Newton, udało się go odnaleźć.

Problem brakującej materii jest znany naukowcom od 1930 roku. Jako pierwszy zauważył go duński astronom Jan Oort. Mężczyzna doszedł do wniosku, że poza tym, co możemy dostrzec przez teleskop, czyli gwiazdami i galaktykami, we wszechświecie musi istnieć jeszcze drugie tyle materii w postaci protonów, elektronów i neutronów. Nie był jednak w stanie ustalić, gdzie znajduje się brakująca masa.

– Brakujące ogniwo między galaktykami właśnie zostało odkryte – ogłosił właśnie New Scientist. Odkrycia dokonali niezależnie od siebie naukowcy z Uniwersytetu w Edynburgu oraz z Instytutu Astrofizyki z Orsay. Zauważyli, że galaktyki połączone są ze sobą gazowymi włóknami złożonymi z barionów (czyli m.in. wspomnianymi protonami i neutronami). Dzięki nim galaktyki nie rozpadają się na kawałki, bo "włókna" pozwalają centralnej sile grawitacyjnej utrzymać gwiazdy w ryzach.

Dlaczego nie udało się odnaleźć zaginionej materii do tej pory? Znaleziony przez naukowców gaz jest zbyt rzadki i zbyt chłodny, by mogły wychwycić go teleskopy pracujące w zakresie promieni rentgenowskich. Oba zespoły wykorzystały zjawisko Siuniajewa-Zeldowicza, które pojawia się, gdy światło pozostałe po Wielkim Wybuchu przechodzi przez gorący gaz. Część z tego światła rozprasza elektrony w gazie, pozostawiając ślad w mikrofalowym promieniowaniu tła.

W 2015 roku satelita Planck wykonał mapę obrazującą ten efekt w widocznym wszechświecie. Gaz jest jednak bardzo rozproszony, więc efektu Siuniajewa-Zeldowicza nie widać bezpośredni na mapie Plancka. Dlatego też oba zespoły wybrały sobie pary galaktyk, które podejrzewano o to, iż pomiędzy nimi istnieje strumień barionów, a następnie nałożyli na siebie zebrane przez Plancka sygnały z tych regionów. W ten sposób udało im się uwidocznić te strumienie.

– Każdy wiedział, że ten gaz musi gdzieś tam być, ale po raz pierwszy ktoś – w tym wypadku dwa różne zespoły – dokonał definitywnego odkrycia – skomentował odkrycie Ralph Kraft z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics.

źródło: New Scientist
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...