Znaleźli potężną lukę na rynku leasingowym. Nie oferują aut i wychodzą na tym najlepiej

mat. pras.
Myślisz leasing, mówisz – samochód. Przyjęło się, że jeżeli decydujemy się na tego typu umowę, to po to, by pozyskać dobro o dużej wartości, zazwyczaj na czterech kółkach. Wojciech Kazimierski wraz z Marcinem Grodowskim uznali jednak, że to zbyt wąskie podejście do tematu. Dlaczego założyli fintech LeaseLink i zaoferowali przedsiębiorcom łatwy i szybki dostępu do leasingu drukarek, smartfonów czy choćby...ekspresów do kawy.

Choć początkowo mało kto wierzył w sukces tego przedsięwzięcia, obaj panowie wzięli się do roboty, wczuwają się w położenie przeciętnego właściciela małej lub średniej firmy. Taki pan Kowalski zazwyczaj myśli o swoim przedsiębiorstwie cały czas i wiecznie cierpi na deficyt czasu. LeaseLink przygotował więc aplikację, która bez wychodzenia z domu pozwala mu na zawarcie umowy leasingowej przez 24 godziny na dobę, a cały proces skróciła do 15 minut. Tyle bowiem trwa ustalenie jej warunków i weryfikacja możliwości finansowych przedsiębiorstwa.



- Obszar jest bardzo atrakcyjny. Do tej pory branża nie miała jednak pomysłu jak go zagospodarować. - opowiada nam Wojciech Kazimierski. I dodaje, że pomysł na ten biznes nie był jakimś jednorazowym olśnieniem. – To raczej konsekwencja mojego doświadczenia zawodowego. W dużych korporacjach działałem w tej branży od wielu lat. Zawsze miałem jednak ambicje, by zrobić w niej coś nowego – wspomina.

Przedsiębiorca stwierdził, że leasing kierowany do firmy MŚP stwarza możliwość wykorzystania pewnej niszy. – Przez tradycyjne firmy leasingowe traktowany był po macoszemu – zauważa. I od razu wykłada filozofię, która przyświecała mu przy zakładaniu start-upu.
– Zmieniamy poczucie, że leasingu nie trzeba brać. Staramy się nie kojarzyć z tą całą biurokracją. Dla nas to po prostu metoda płatności – mówi Kazimierski. Taka sama jak zapłacenie gotówką w kasie. Klient podaje tylko dane z dowodu osobistego. Nie musi spowiadać się ze stanu majątku czy przychodów firmy. Aplikacja weryfikuje tożsamość klienta i przez zintegrowane bazy biur informacji kredytowej, uwiarygadnia go. Decyzja przychodzi po kilkunastu minutach wraz z gotową umową.

Aplikacja LeaseLink jest bowiem zintegrowana ze sklepami jako metoda płatności. Najpierw sklep internetowy wysyła link transakcyjny. System sam podpowiada najlepsze warianty, uwzględnia kwestie prawno podatkowe i podaje od razu miesięczną ratę i wartość wykupu. Klient potwierdza umowę i przelewa opłaty początkowe. – Umowę wysyłamy jeszcze tego samego dnia kurierem. W punkcie stacjonarnym sprzęt można jednak odebrać od razu – mówi Kazimierski.

Marża to 10 proc. rocznie. To tyle, ile klient „przepłaca” za to, że nie kupuje, dajmy na to, komputera od razu, ale spłaca go firmie leasingowej przez 18 miesięcy. Wydaje się, że to dużo – umowy dot. samochodów zakładają przecież zazwyczaj 3-proc. "nakładkę", trzeba jednak pamiętać, że w przypadku "czterech kółek" ten skromny procent oznacza dużo wyższe zyski niż w przypadku np. wyposażenia biurowego.

Co klienci biorą najczęściej? – To bardzo szeroki wachlarz. Najczęściej pojawia się jednak elektronika w postaci telefonów, komputerów i oprogramowania. Popularne są też ekspresy do kawy i sprzęt budowlany np. elektronarzędzia. - opowiada Kazimierski. Chwali się również, że dzięki LeaseLink udało się zwrócić uwagę innych firm leasingowych np. na rowery, które jako przedmiot takich umów uchodziły do tej pory za „passe”. A teraz zaczynają być przez nie oferowane na równi z samochodami.

Najdziwniejszym przedmiotem jakie leasingował do tej pory polski start-up było łóżko do tantry. – Żeby było ciekawiej transakcja została zrealizowana o drugiej w nocy – śmieje się Kazimierski.
Średnia zakupu poprzez aplikację to ok. 9 tys, złotych. Górny limit finansowy jest jednak znacznie wyższy – 50 tys. złotych netto. Nie dostaniemy w jego ramach jednak żadnego samochodu, choć tańsze modele, by się do niego kwalifikowały. – Podejmując tę rękawicę od razu założyliśmy że idziemy pod prąd. A nasza branża w 2/3 swoich portfeli finansuje przecież właśnie motoryzację – opowiada właściciel LeaseLink.

Choć firma istnieje de facto od półtora roku w swoim portfolio ma już 2,5 tys. partnerów online i offline'owych. Wśród nich możemy znaleźć m.in. duże sieci handlowe w rodzaju Saturna, Media Markt i RTV AGD, a także banki – Raiffeisen Bank i ING Bak Śląski. Oba przedsiębiorstwa zdecydowały się na skorzystanie z oferty polskiego start-upu pomimo faktu, że w swoich grupach kapitałowych mają własne firmy leasingowe. Poza tymi potentatami LeaseLink współpracuje również z cała grupą mniejszych podmiotów –
wraz z mBaazar oferuje np. leasing sprzętów Apple'a. Firma podaje, że pozyskuje z rynku średnio ok. 150 klientów dziennie, utrzymując przy tym 20-proc. dynamikę wzrostu.

Choć polski rynek leasingowy jest jednym z większych w Europie, Kazimierski już myśli o podboju zagranicy. – W takim modelu, w jakim działamy, nie ma na świecie firmy, która zapewniałaby taką dostępność i serwis. Współpracujemy w Polsce z kilkoma międzynarodowymi brandami. Słyszymy od nich, że w żadnym innym kraju nie mają tak skutecznych usług i chętnie widzieliby nas w innych krajach – opowiada przedsiębiorca.

Ekspansja to jednak plan już na 2018 rok. Pierwszymi kierunkami mają być Niemcy, Czechy i Wielka Brytania. Pomóc może w tym m.in. 10 mln złotych, jakie Kazimierski i Grodowski dostali niedawno od Pragma Faktoring S.A.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...