Bombowy biznes bydgoskiej firmy. Do swoich produktów przekonali najpotężniejszą armię świata

Należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej bydgoska spółka Nitro-Chem, od kilkunastu lat zbiera zamówienia od najpoważniejszych graczy na rynku
Należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej bydgoska spółka Nitro-Chem, od kilkunastu lat zbiera zamówienia od najpoważniejszych graczy na rynku Sebastian Adamus/Agencja Gazeta
Jest w przemyśle zbrojeniowym jedna dziedzina, w której zazdrościć nam może cała Europa. Ba, nawet cały świat. To produkcja materiałów wybuchowych. Należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej bydgoska spółka Nitro-Chem, od kilkunastu lat zbiera zamówienia od najpoważniejszych graczy na rynku.

Polski przemysł zbrojeniowy nie cieszy się najlepsza sławą, ale nie ma w tym grama przypadku. Nasi rodzimi producenci praktycznie nie są w stanie wygrywać z zagraniczną konkurencją, więcej uzbrojenia od nas eksportują nawet takie kraje jak Białoruś czy Bułgaria. Ba, lepiej radzą sobie nawet kilkukrotnie mniejsze od nas Czechy. W 2016 roku całkowita wartość polskiego eksportu sięgnęła zaledwie 389 mln euro (ok. 1,65 mld zł). Dla porównania, wspomnieni Białorusini zarobili na swoim uzbrojeniu okrągły miliard dolarów (ok. 3,6 mld złotych).



Jeżeli chcielibyśmy więc opisać kondycję branży jednym zdaniem, moglibyśmy powiedzieć, że jest ona...dokładną odwrotnością Nitro-Chemu. Bydgoska spółka, która od kilku lat jest częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, postawiła na zagranicę i teraz kieruje tam 85 proc. swojej produkcji. W 2015 roku obroty firmy przekroczyły 150 mln zł, a jej zakład jest w stanie wyprodukować 10 tys. ton trotylu rocznie.

Gdzie on później trafia? Cóż, moglibyśmy bez cienia przesady stwierdzić, że dosłownie wszędzie. Kilka lat temu "Gazeta Pomorska" donosiła nawet, że służy do wysadzania kry lodowej na Antarktydzie. Takie nietypowe zamówienia to jednak rzecz jasna margines. Polska spółka w swoim portfolio ma bowiem największe wojskowe potęgi Starego Kontynentu jak Niemcy, Francuzi i nieco mniejsze np. Szwedzi, Hiszpanie i Austriacy. Jej materiały wybuchowe trafiają również m.in. do górniczych koncernów z RPA, Algierii i Kanady, a także do izraelskiej spółki zbrojeniowej Rafael Advanced Defense System.
– Zbudowaliśmy pozycję firmy w niecałą dekadę. By wejść do elity wybuchowego biznesu, wystarczyło produkować wysokoenergetyczne materiały (także heksogen i oktogen) najwyższej jakości, miarkować ceny i całą firmę organizacyjnie przestawić na eksport – wyjaśniał „Rzeczpospolitej” Tomasz Ptaszyński, ówczesny prezes Nitro-Chemu.

Niedawno Polacy poinformowali o zdobyciu kolejnego zamówienia. Departament Obrony Stanów Zjednoczonych i firma American Ordnance LLC pod­pi­sały kon­trakt na dostawy tro­tylu prze­zna­czo­nego do ela­bo­ra­cji poci­sków arty­le­ryj­skich M795. Dostawcą materiału wybuchowego będzie właśnie Nitro-Chem. Zlecenie ma zostać zrealizowane do końca 2019 roku.

To właśnie we współpracy z Amerykanami, której początki sięgają 2013 roku, przedstawiciele Nitro-Chemu upatrują przyczyn swojego dzisiejszego sukcesu. Wszystko zaczęło się bowiem od zamówienia offsetowego z Lockheed Martin. W zamian za kupno samolotu wielozadaniowego F-16, Amerykanie wpompowali w polską gospodarkę ponad 6 mld dolarów. Zamówienia trafiły do 20 przedsiębiorstw, a jednym z nich był właśnie Nitro-Chem.

– Wszystko tak naprawdę zaczęło się od tzw. offsetu. To wtedy pojawiły się pierwsze zamówienia rządowe ze strony USA. Amerykanie byli zachwyceni jakością materiałów i terminowością. Postanowili więc kontynuować zamówienia nawet po wygaśnięciu umowy – opowiada nam Tomasz Zieliński z działu PR Nitro-Chemu.
Polska spółka tak się rozpędziła, że nie przeszkodziła jej nawet niedawna afera „na szczycie”. Na początku 2017 roku wieloletniego prezesa Tomasza Ptaszyńskiego (był obecny w firmie przez 23 lata) zastąpił Krzysztof Kozłowski. Media nie miały wówczas litości dla nowego szefa bydgoskiej spółki, wskazując, że do tej pory zajmował się zakładaniem i konserwacją akwariów oraz sprzedażą ryb.

Anonimowi pracownicy firmy podkreślali jednak, że nowy prezes nie wprowadził żadnych zmian organizacyjnych ani kadrowych, pozwalając swoim podwładnym, by "robili swoje". Jak widać, na razie się to sprawdza.

Od pewnego czasu bydgoszczanie rezygnują zresztą z ograniczania się wyłącznie do trotylu, heksogenu i oktogenu. Dzięki unijnemu wsparciu uruchomili np. produkcję folii do pakowania żywności (Triniflex), a w lipcu poinformowała o tym, że chcą dostarczać ręczne granatniki z rodziny RPG-75 na potrzeby Wojsk Obrony Terytorialnej oraz Wojsk Specjalnych. Ale plany sięgają wyżej.

– Kontynuujemy prace rozwojowe związane z produkcją amunicji dla Wojska Polskiego do haubicy KRAB oraz moździerza RAK. Jednocześnie zbliżamy się do końca pertraktacji w sprawie produkcji bomb lotniczych rodziny Mk 80, które przeznaczone byłyby dla polskich myśliwców F-16. Przypomnę, że w maju podpisaliśmy stosowny list intencyjny z firmą RWM Italia z grupy Rheinmetall Defence – opowiada prezes Krzysztof Kozłowski.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...