Słynny "laptop z Biedronki" potrafi naprawdę zaskoczyć. Sprawdziliśmy, czy jest wart swojej ceny

Laptop Kiano można nabyć w Biedronce. Kilka jego funkcji nas zaskoczyło.
Laptop Kiano można nabyć w Biedronce. Kilka jego funkcji nas zaskoczyło. Fot. Marcin Stępień/Agencja Gazeta
– Na Trygława i Swaroga, chyba dali mi wadliwy sprzęt – rzekłem, gdym wypakował tego notebooka z pudełka. Mój podejrzenia nie były bezzasadne, bo waga tego, co trzymałem w rękach nie przekraczała wagi kartonika i kawałka styropianu, który został w środku. Ale ku mojemu zdziwieniu okazało się, że to działa. A nawet działa całkiem przyzwoicie, przynajmniej jak na sprzęt zwany „laptopem z Biedronki”.

Zresztą nazwa nie wzięła się znikąd, bo poprzednik Kiano SlimNote 14.2+ (czyli 14.1) był znany przede wszystkim jako produkt z gazetki tej popularnej sieci. Trudno powiedzieć ile sprzedało się egzemplarzy, ale zainteresowanie było spore. Ale uwaga - modelu 14.2+ (oraz 14.2) nie znajdziemy w Biedronce, jest dystrybuowana przez sieci handlowe Media Markt, RTV Euro AGD i X KOM. Jest to ciekawy komputer, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę relację jakości do ceny.



Hm, w zasadzie cena jest najważniejsza – ten komputerek kosztuje 899 złotych w detalu. Uboższą wersję bez plusika w nazwie można kupić przynajmniej o 100 złotych taniej, ale chyba nie warto oszczędzać. Dziewięć stów to przecież cena niezbyt wypasionego markowego smartfona.
Rzućmy więc okiem na 14.2+. Te cyferki to przekątna ekranu w calach (dokładnie 14,1 cala). Rozmiar popularny i bardzo fajny. Można na nim spokojnie pracować a i w torbie podróżnej nie zajmie sporo miejsca. Zdecydowanie warto jednak kupić do niego jakieś w miarę sztywne etui, bo Kiano jest… miękkie.

Nie znajdziemy tu metalowych elementów obudowy, wszystko jest z plastiku, na dodatek mało sztywnego. Ten komputer warto traktować z ostrożnością, bo gwoździ nim nie da się wbijać. Można go wręcz zginać w rękach, co nie jest specjalnie fajne.

Wiele osób myśli, że w środku pracują jakieś tandetne podzespoły. Nie do końca. SlimNote ma 4 GB RAM-u, czterordzeniowy procesor Intel Atom o częstotliwości taktowania 1,44 GHz. W razie potrzeby może się rozpędzić do 1,92 GHz. Nie jest źle!

Gorzej jest z pamięcią – laptop ma dysk o pojemności 32 GB, drugie tyle można uzyskać wsadzając mu kartę MicroSD. Slot na karty mieści się z boku laptopa i nie obsługuje kart większych, niż 32 GB. Zyskujemy więc stosunkowo niewiele. Całość waży zaledwie 1400 gramów, laptop jest naprawdę leciutki. Kompletnie nie czuć go w torbie na plecach.
Jak się na tym pracuje?
Nieźle. Oczywiście nie jest to topowy sprzęt, ale daje radę. Miewa chwile zastanowienia, daleko mu do doskonałości. Wymaga też chwili przyzwyczajenia: na przykład w prawym górnym rogu klawiatury zamiast przycisku „Delete” znajduje się wyłącznik. Kilka razy zamiast skasowania zbędnej literki, wyłączałem komputer.

Nie ma też klawiszy do ustawiania jasności ekranu, można to zrobić wyłącznie przez wejście w ustawienia. Niby drobiazg, ale uciążliwy. Mimo wszystko Kiano daje radę, nie wiesza się, działa w miarę płynnie i bez większych problemów.

Ma za to kilka rzeczy bardzo ułatwiających użytkowanie. Należą do nich np. 4 całkiem spore gumki na spodzie urządzenia. Niby drobiazg, ale laptop stoi stabilnie nawet na pochyłej powierzchni i nie ma tendencji do zsuwania się. Sporym zaskoczeniem jest ładowarka – w zestawie nie na tradycyjnego zasilacza, zastępuje go mała ładowarka, niewiele większa od tej do telefonu.

Łatwo ją przewozić, ale ładowanie komputera trwa strasznie długo – kilka godzin. W tej chwili, kiedy piszę tekst, bateria jest naładowana w niespełna połowie a do pełnego naładowania brakuje jej prawie 5 godzin. Ładowarka służy raczej do dostarczania prądu potrzebnego mu do pracy, podtrzymywania zasilania. Szybciej naładujemy Kiano, kiedy jest wyłączone.
Fajnie, że ma wejście mini HDMI i USB trzeciej generacji. O głośnikach stereo wystarczy powiedzieć, że są. Podobnie jak o kamerce z rozdzielczością 0,3 Mpx. Nie jest to wiele, ale do podstaw, czyli wideorozmów wystarczy. O ile nie spodziewamy się obrazu ostrego, jak żyleta. Całość działa pod kontrolą systemu Windows 10 Home.

Dla kogo ten sprzęt?
Jest idealny dla niewymagających użytkowników. Jeśli komputer w domu ma służyć do przeglądania Internetu, a nie obrabiania grafiki, to sprzęt za 899 złotych będzie do tego idealny. Można go kupić dziecku do nauki albo zabawy. Osobiście miałbym problem z tym, żeby w małe rączki oddać coś droższego. Może i wytrzyma nieco więcej, ale i ewentualna strata byłaby większa.
Spokojnie można go kupić seniorom, którzy nie potrzebują wypasionego sprzętu. A i do pracy się nada, jego wydajności nie można wiele zarzucić. Problemem może być miękka obudowa, nie jest też znana żywotność podzespołów. To mogą być słabsze strony Kiano. Mnie brakowało też dotykowego ekranu, do którego się przyzwyczaiłem, ale za tę cenę raczej trudno go wymagać.

Tańsza wersja bez plusa w nazwie ma o połowę mniej pamięci operacyjnej i powiedzmy sobie uczciwie – 2 GB to bardzo mało, by udźwignąć system i większość funkcji. Wersja z plusikiem radzi sobie co najmniej przyzwoicie, naprawdę trudno się do czegoś przyczepić, szczególnie biorąc pod uwagę cenę urządzenia. Przynajmniej jeśli mówimy o nowym sprzęcie, bo nasza recenzja dotyczy jedynie kilku tygodni używania.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...