Pieczywo, przy produkcji którego „stosuje się ludzkie włosy”, straszy nad Wisłą. Odpowiedź ministra zwala z nóg

Część głęboko mrożonego pieczywa na polskich półkach może pochodzić z Państwa Środka.
Część głęboko mrożonego pieczywa na polskich półkach może pochodzić z Państwa Środka. Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
O mrożonym cieście, w którym może znajdować się składnik powstający na bazie ludzkich włosów, zachodnie media pisywały już od kilku lat. Teraz sprawą zainteresował się poseł PiS Jerzy Paul, który skierował do ministra rolnictwa interpelację z prośbą o wyjaśnienia, czy polski rynek żywności jest przed takimi produktami chroniony. Odpowiedź resortu sprawiła, że posłowi opadły ręce.

– Jednym z podstawowych składników mrożonego ciasta jest chemiczny polepszacz o nazwie L-cysteina (E-920). W krajach Unii Europejskiej obowiązuje zakaz produkowania tej substancji z ludzkich włosów. Dlatego E-920 wytwarzana jest np. ze świńskiej szczeciny czy ptasich piór. W Chinach, skąd mrożone ciasto trafia również do Polski, taki zakaz nie obowiązuje i do wytwarzania L-cysteiny nagminnie stosuje się ludzkie włosy – pisze poseł Paul w swojej interpelacji.



Co do zakazu – pełna zgoda. Co do produkcji w Chinach jasności jednak nie ma: brytyjskie tabloidy („The Sun”, „Daily Mail”) chętnie pisały o tym, że L-cysteina powstaje na bazie włosów, jakie zbierane są np. w zakładach fryzjerskich. Do ich spekulacji jednak nie ustosunkowała się żadna z unijnych instytucji. Na specjalistycznych portalach dla branży spożywczej można znaleźć z kolei spekulacje odnośnie tego, że historie o takim składniku pieczywa należą do „miejskich legend” – opowiadanych zarówno o pieczywie, jak i plackach do pizzy czy sosie sojowym, jakie są produkowane za Wielkim Murem. Kilka lat temu władze chińskiej prowincji Szenzen miały podjąć w tej sprawie śledztwo – jego wyniki najwyraźniej jednak pozostają nieznane.

W Polsce, jak podkreśla Paul, należy jedynie zamieścić informację, że wypiek powstał z ciasta głęboko mrożonego. „Czy istnieją instrumenty, które skutecznie zabezpieczają polski rynek przed importem ciasta mrożonego produkowanego na bazie ludzkich włosów?” – dopytuje poseł w interpelacji.
Cóż, resort rolnictwa odpowiedział długą opowieścią o tym, że konsumenci mają indywidualne upodobania, kierują się przy zakupach ceną, smakiem, datą ważności czy wyglądem. W dalszej kolejności poseł może się dowiedzieć ze szczegółami, jak wygląda technologia odroczonego wypieku i że zabezpiecza ona przed rozmaitymi bakteriami, zachowując jednocześnie walory odżywcze pieczywa. Ministerstwo potwierdza, że Polacy lubią wypieki z ciast głęboko mrożonych, w naszym kraju kupuje je około 15 proc. konsumentów, a za Odrą – co drugi Niemiec.

„Odnośnie L-cysteiny dodawanej do mąki w charakterze środka do przetwarzania mąki (polepszacza), musi ona spełniać wymagania rozporządzenia Komisji Europejskiej” – przechodzi wreszcie do meritum ministerstwo. – „Zgodnie z zapisami ww. rozporządzenia, ludzkie włosy nie mogą być wykorzystywane jako materiał wyjściowy dla tej substancji” – dorzuca resort.

Jakieś „instrumenty”? „Bezpośredni nadzór nad działalnością przedsiębiorców branży spożywczej, takich jak piekarnie w zakresie bezpieczeństwa żywności sprawują organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej, które w ramach bieżącego nadzoru kontrolują m.in. stosowanie substancji dodatkowych, w tym m.in. znakowanie, identyfikowalność, warunki stosowania, dokumentację potwierdzającą, że dany produkt spełnia wymagania w zakresie bezpieczeństwa żywności. Kontrola dokumentacji dla substancji dodatkowych, takich jak L-cysteina dotyczy przede wszystkim kryteriów czystości, które określone są w przepisach prawa” – kwituje ministerstwo.

Z tej wymiany pism między posłem a resortem rolnictwa niezbicie wynika jedno: nikt nie ma pojęcia, czy historia o polepszaczu z ludzkich włosów ma jakiekolwiek potwierdzenie w faktach. Nikt nie wie, czy i jakie ilości produkowanego w Chinach ciasta trafia nad Wisłę. I jeżeli nawet ktoś kontroluje dokumenty, z jakimi taki towar trafia do Polski, to zapewne nikt już potem nie konfrontuje, na ile są one zgodne z rzeczywistością – a już zwłaszcza nie sprawdza, w jaki sposób powstawały komponenty, z jakich zrobiono produkt finalny. Włosy Chińczyków w bułkach będą mogły zatem z powodzeniem dołączyć do legend o kotach smażonych dla klientów w azjatyckich barach czy mięsie na kebab, zalegającym pod warszawskim Dworcem Centralnym.

źródło: Wiadomości Handlowe
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...