O jedną imprezę za dużo. Polscy celebryci promują biznes, przed którym ostrzega zarówno KNF, jak i pasjonaci kryptowalut

Krzysztof Ibisz.
Krzysztof Ibisz. Fot. Kornelia Głowacka-Wolff / AG
Dorota Gardias, Agnieszka Hyży, Krzysztof Ibisz, Rafał Maserak czy Karolina Szostak – to grupa osób znanych z telewizyjnych ekranów oraz wielkich, masowych imprez. Ta grupa celebrytów znalazła się wśród organizatorów seminarium Crypto Mission, wraz z firmą Netleaders, odpowiedzialną za wprowadzenie na rynek kryptowaluty o nazwie DasCoin.

Tropem udziału znanych Polaków ruszył portal wnp.pl, który postanowił sprawdzić, skąd pomysł na udział „znanych i lubianych” w Crypto Mission. – To globalny format wydarzenia promującego wiedzę na temat kryptowalut i ich zastosowania. Stałym elementem takich spotkań jest udział osób znanych i lubianych. Czy taka formuła sprawdzi się również w polskich realiach, przekonamy się już niedługo. Z pewnością zaangażowanie konferansjerów z grona najbardziej rozpoznawalnych osób w kraju będzie dla gości atrakcją – odpowiadał na pytania portalu Paweł Skrzypczak, „Global Team VIP Member w DasCoin”.



Jest jeden kłopot. Crypto Mission to impreza, mająca w olbrzymiej mierze służyć promocji DasCoin – nowo powstałej kryptowaluty, której kampania nabiera rozmachu.

I tu pojawiają się dwie zasadnicze wątpliwości, które powinny były – przynajmniej według wnp.pl – nasunąć się polskim celebrytom. Po pierwsze, kryptowaluty nie cieszą się poparciem polskich instytucji finansowych. Nie tak dawno Narodowy Bank Polski i Komisja Nadzoru Finansowego dobitnie podkreślały, że kryptowaluty „nie są emitowane, ani gwarantowane przez bank centralny państwa, nie są pieniądzem, tj. prawnym środkiem płatniczym, nie są walutą, nie mogą być wykorzystane do spłaty zobowiązań podatkowych oraz nie spełniają kryterium powszechnej akceptowalności w punktach hanndlowo-usługowych”.

No cóż, w świecie tradycyjnych finansów trudno zaakceptować tę nowinkę – przykładowo w USA osoby angażujące się w promocję kryptowalut lub tzw. ICO (initial coin offering), czyli czegoś na kształt pozagiełdowych sprzedaży tokenów – jednostek w uproszczeniu odpowiadających akcjom przedsięwzięcia – mogą być ścigane przez SEC, amerykański odpowiednik KNF. Tam dotyczy to Jamiego Foxxa, Paris Hilton czy Floyda Mayweathera.

Z DasCoinem jest dodatkowy problem: środowisko związane z kryptowalutami wyjątkowo zgodnie widzi w tym przedsięwzięciu swoistą piramidę finansową. Zarzuty, jakie KNF czy SEC mają wobec kryptowalut w ogóle, miłośnicy nowego instrumentu kierują do tej konkretnej waluty. DasCoin nazywany jest DasNic albo „shitcoinem” (czyli „gównowalutą” w wolnym przekładzie).

Skąd ta niechęć? Kryptowaluciarze lubią patrzeć na bitcoina i inne uznawane przez siebie kryptowaluty, jak na złoto – coś, co może jeszcze nie ma bezpośredniego zastosowania w handlu, nie jest regulowane przez określoną światową instytucję, ale jest nośnikiem jakiejś wartości. W przypadku DasCoina kursu waluty nie regulują podaż i popyt – jego wycena znajduje się wyłącznie w rękach twórców. Jak wytykają DasCoinowi krytycy „miał wejść na rynek w styczniu 2017 r., lecz już w październiku pojawiał się w przedsprzedaży”. Debiut kryptowaluty został przeciągnięty niemalże do jesieni. O ostatniej imprezie użytkownicy portalu Wykop.pl pisali: „zaczyna się łowienie frajerów na porównanie z bitcoinem”; „ludzie idą na spotkanie, na którym słyszą, że to krypto i kupują jak barany”.

Jednocześnie jednak we wzmiankowanym spotkaniu miało wziąć udział około 700 osób, które miały się przynajmniej interesować – jeżeli nie zachwycać – DasCoinem. W weekendowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” można przeczytać, że naganiacze zajmujący się namawianiem do zakupu DasCoina zarabiają od 10 do 30 proc. kwoty, jaką przeznaczy na ten instrument kupujący. „W przypadku poprzednich podobnych systemów szacuje się, że wpływ do kasy twórców piramid wynosi nie mniej niż 10 mln złotych” – dorzucają reporterzy „DGP”.

To oznacza, że jest z czego wynajmować zarówno celebrytów znanych z TV, jak i gwiazdy internetu. – Zarobiłem na swojej działalności miliony złotych! – przekonuje Damian Żukiewicz, youtuber zajmujący się inwestycjami, od kilku miesięcy bardzo zaangażowany w promocję DasCoina. Na YouTube i w podobnych portalach może być już około 8 tysięcy video, namawiających do inwestycji w DasCoina. Problem w tym, że jeżeli kiedyś sprawdzą się obawy krytyków, na widelcu rozgoryczonego tłumu oszukanych pozostaną celebryci. A ci mogą nawet nie rozumieć, co dokładnie pomogli promować.

źródło: wnp.pl; forsal.pl; wolnyfinansowo.pl
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...