Rząd chce kontrolować nasze posty na Facebooku, ale portal Zuckerberga może go uprzedzić. Wprowadzi własne restrykcje

Minister Cyfryzacji, Anna Streżyńska
Minister Cyfryzacji, Anna Streżyńska Foto: Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Dość rewolucyjny pomysł na funkcjonowanie mediów społecznościowych przedstawiła właśnie minister cyfryzacji, Anna Streżyńska. Chce, by Facebook podlegał polskiemu prawu i nie mógł sam blokować kont i zamieszczanych tam treści. Zapowiada też sądową walkę z fake newsami.

Minister Streżyńska przedstawiła swoje pomysły w rozmowie z "Gazetą Wyborczą". Jej zdaniem Facebook powinien podlegać polskiemu prawu, po planowanej nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Uważa, że można to zrobić w zgodzie z prawem międzynarodowym. Z zapowiedzi Anny Streżyńskiej już ucieszyły się prawicowe media, atakujące Facebooka za blokowanie profili nawołujących do nienawiści.



Chyba przedwcześnie, bo jednocześnie minister cyfryzacji zapowiedziała, że po zmianach prawnych, to sami użytkownicy mieliby zgłaszać hejt i fake newsy w internecie, a sprawy trafiałyby do sądu. Wzorem mają być tu sądy 24-godzinne, szybko rozpatrujące proste sprawy.

Minister Anna Streżyńska podkreśliła, że po ewentualnych zmianach prawnych, Facebook nie mógłby sam blokować pewnych kont i treści, które zamieszczają ich właściciele.

– To nie będzie nic dziwnego, bo jako właściciele profili i zarazem użytkownicy globalnych serwisów w dużej skali wykorzystujemy media społecznościowe do kontaktów z innymi ludźmi. Wycięcie nas, poprzez zawieszenie konta, to godzenie w coś, co jest związane z naszym funkcjonowanie w społeczeństwie – powiedziała Streżyńska.

Dodała, że ma już poparcie Ministerstwa Sprawiedliwości, jeśli chodzi o wprowadzenie szybkiej ścieżki w sądach. Na razie nie wiadomo, kiedy zmiany mogłyby wejść w życie – to dopiero faza pomysłu i konsultacji.

Słowa minister Streżyńskiej zbiegły się w czasie z ogłoszeniem nowej polityki Facebooka dotyczącej publikowania reklam. Gigant społecznościowy planuje poprawić transparentność reklam, między innymi politycznych. Globalne zmiany wejdą w życie latem 2018 roku, czyli przed wyborami samorządowymi w Polsce.

W przypadku każdej reklamy związanej z wyborami, Facebook będzie podawał szczegółowe informacje na temat całkowitych wydatków, liczbę wyświetleń oraz informacje o danych demograficznych odbiorców, do których dotarła reklama (np. wiek, lokalizacja, płeć).

Co więcej – jak twierdzą przedstawiciele agencji Social Media Now – będzie wymagana też dokładniejsza dokumentacja od reklamodawców, którzy zechcą wyświetlać reklamy wyborcze. Będą musieli udowodnić, że prowadzą kampanię wyborczą oraz, że weryfikują jej odbiorców i lokalizację.

Po zweryfikowaniu, będą oni musieli umieścić w materiałach reklamowych przycisk „Opłacone przez”. Po kliknięciu w niego, będziemy mogli przeczytać o szczegółach dotyczących samego reklamodawcy i dowiedzieć się dlaczego zobaczyliśmy konkretną reklamę.

Dla reklamodawców politycznych, którzy się nie ujawnią tworzone jest już narzędzie, które pomoże ich odnaleźć i zweryfikować ich tożsamość.

Rygorystyczna polityka Facebooka została zaproponowana w związku z przesłuchaniami w amerykańskim Senacie. To pokłosie afery z rosyjskimi trollami, którzy opłacali wyborcze kampanie reklamowe. Według danych serwisu społecznościowego posty wyborcze w latach 2015-2017 r., dotarły bezpośrednio do 29 mln użytkowników, a pośrednio zobaczyło je 126 mln osób.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...