Rozbój w majestacie prawa. Pan Andrzej stracił w pożarze dorobek życia, a ubezpieczyciel wypłacił mu żenujące pieniądze

Zamiast pięknego 120-metrowego domu z jednej z posesji w Wiktorowie koło Nasielska wyziera dzisiaj wielka dziura
Zamiast pięknego 120-metrowego domu z jednej z posesji w Wiktorowie koło Nasielska wyziera dzisiaj wielka dziura fot. Andrzej Krakowski
Zamiast pięknego 120-metrowego domu z jednej z posesji w Wiktorowie koło Nasielska wyziera dzisiaj wielka dziura. To efekt decyzji inspektora budowlanego, który uznał, że to co zostało po wybuchu gazu nie nadaje się do zamieszkania. Na całe szczęście właściciel był ubezpieczony. A właściwie, tylko mu się wydawało, że to szczęście.

Gospodarstwo rolne to nie tylko pola czy sady. To także dom, magazyny, stajnie, obory i wiele innych budynków. Zgodnie z prawem musisz je ubezpieczyć (budynki to obiekty, które są trwale związane z gruntem, wydzielone z przestrzeni za pomocą przegród budowlanych oraz posiadają fundament i dach) – podkreśla na swojej stronie internetowej PZU S.A. Jak prawo, to prawo – pomyślał Andrzej Krakowski i zgłosił swój dom do ubezpieczenia. Teraz żałuje.



Jak zbudować dom za 30 tys.?
Tylko 32 tys. złotych? - gdy mężczyzna usłyszał ile ubezpieczyciel chce wypłacić za totalnie zniszczony dom nie mógł uwierzyć własnym uszom. W trakcie pożaru spowodowanego wybuchem gazu jego dom został najpierw dosłownie zalany przez strażaków, a w ruinie, która wyłoniła się po interwencji, nie był w stanie już mieszkać.
– Strop się oberwał, rozerwała się betonowa opaska wiążąca budynek, a następnie przewróciła się cała ściana. Po kilku sekundach ogień buchnął na dwa metry wysokości. Nie mieliśmy żadnych szans – opowiada nam Krakowski. Chwilę później na miejscy pojawiła się straż pożarna. – Nie licząc kuchni i łazienki większość udało się ocalić. Po paru godzinach przyjechał jednak nadzór budowlany, a teren został ogrodzony. Zapadła decyzja o całkowitej rozbiórce. Po kilku dniach z z naszego budynku została dziura w ziemi – wspomina mężczyzna.

Jak to możliwe, że pomimo takich strat 62-letni mężczyzna został niemal z niczym? – Ubezpieczalnia uznała, że nie odpowiada za wybuch, tylko za straty spowodowane pożarem – opowiada Krakowski. W ten sposób on i jego rodzina ze 150 tys. złotych na jaki był ubezpieczony dom, otrzymali tylko 1/5 tej kwoty. Wraz ze skromnymi oszczędnościami nie wystarczyło to praktycznie na nic.

Licząc z pomieszczeniem gospodarczym to 120-metrowy dom, miał pełną infrastrukturę, która pozwalała na całoroczny pobyt. Cały czas w niego inwestowaliśmy, jeszcze w lipcu wymieniliśmy wszystkie meble w kuchni. Piekarnika żona nawet nie zdążyła jeszcze użyć – załamuje ręce Krakowski.

Choć do tragedii doszło w drugiej połowie sierpnia, decyzja o przyznaniu 32 tys. złotych odszkodowania zapadła ledwie dwa tygodnie temu. Dlatego na platformie pomagam.pl, Krakowski założył zbiórkę, licząc na to, że pewnego dnia uda mu się odbudować leżący w Wiktorowie (koło Nasielska – małego miasteczka na północ od Warszawy) dom, który stanowi większość jego dobytku.
Środki przeznaczone na odbudowę spływają jednak bardzo powoli. Choć akcja ruszyła pod koniec sierpnia do 13. listopada udało się uzbierać tylko 15 z zakładanych 100 tys. złotych.
– Ja to się tułam po świecie, pracuje od kilku lat w Niemczech. Żona zamieszkała w tym czasie w domu kuzyna. Jakoś funkcjonujemy. Gdyby nie te 62-lata na karku być może było by łatwiej.

Kiedyś człowiek miał więcej sił i zapału – opowiada. O komentarz całej sytuacji poprosiliśmy PZU, czyli ubezpieczyciela pana Andrzeja. Do momentu publikacji nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Warto walczyć
Historia wpisuje się w niezbyt chlubną passę ubezpieczycieli. Sporo podobnych historii pojawiło się np. po niedawnych nawałnicach. Maciej Samcik, dziennikarz Gazety Wyborczej, opisywał przypadek pani Bernadetty ze wsi Huta koło Wąwelna. Przez dom kobiety przeszedł huragan, który zniszczył górną część budynku, sprawiając, że ten stał się nie do powtórnego zamieszkania. I choć wysokość odszkodowania sięgała 212 tys. złotych, PZU postanowiło jej przyznać...10,5 tys.

Po nagłośnieniu sprawy, ubezpieczyciel, w nieco pokrętny sposób, przyznał się jednak do błędu.
– Z przykrością przyznajemy, że wskutek błędu rzeczoznawcy ze współpracującej z nami firmy zewnętrznej doszło do pomyłki – odpowiedziała firma.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...