Trzech chłopaków z Suwałk ośmieszyło Trumpa i nakarmiło Londyn. Warszawiacy rzucają korpo, by móc dla nich pracować

Firma Code&Pepper działa na polskim biegunie zimna. Jej twórcy sami śmieją się, że stworzyli przedsiębiorstwo o międzynarodowej renomie w miejscu pozbawionym cywilizacji
Firma Code&Pepper działa na polskim biegunie zimna. Jej twórcy sami śmieją się, że stworzyli przedsiębiorstwo o międzynarodowej renomie w miejscu pozbawionym cywilizacji mat. pras.
Firma Code&Pepper działa na polskim biegunie zimna. Jej twórcy sami śmieją się, że stworzyli przedsiębiorstwo o międzynarodowej renomie w miejscu pozbawionym cywilizacji. Mimo to, do położonej pośrodku niczego (dosłownie) siedziby pielgrzymują dzisiaj przedstawiciele największych korporacji w Europie.

– Przedsiębiorcy miewają problemy z dotarciem do nas. Dookoła jeziora i lasy – śmieje się Adam Pogorzelski, który wraz z Łukaszem Korolem i Adrianem Pietraszkiewiczem stworzył firmę zajmującą się projektowaniem aplikacji. Nic dziwnego, Suwałki nie mają przecież własnego lotniska, ba nie ma go nawet oddalony o 130 km Białystok. Na szczęście posiada je oddalone o 1,5h drogi Kowno. Biznesmeni lądują więc na Litwie, wypożyczają samochód i prują prosto na ulicę Innowacyjną 1.



– Dla klienta z zagranicy Warszawa i Suwałki znaczą tyle samo. Kiedy to sobie uświadomiliśmy i pozbyliśmy się kompleksów, nasz biznes ruszył z kopyta – opowiada Pogorzelski.

Jak firma z Suwałk ośmieszyła Trumpa
Wysiłek związany z podróżą nie idzie jednak na marne. Korporacje wiedzą, że to właśnie w Suwałkach powstają dzisiaj najbardziej zaawansowane na świecie aplikacje. Najbardziej medialne rozwiązanie stworzone przez suwalskich programistów wiązało się z postacią Donalda Trumpa. Przed szczytem G20 zespół naukowców z Global Trade Alert opublikował raport, który zdemaskował populistyczne hasła amerykańskiego prezydenta, dotyczące handlu zagranicznego. Jaka w tym rola polskiej firmy? Code&Pepper we współpracy z Uniwersytetem St. Gallen stworzył silnik, pozwalający na przewidywanie zmian na globalnym rynku eksportu.

– Ma najbardziej kompleksowy zakres wszystkich rodzajów środków dyskryminujących i liberalizujących w handlu – zachwycali się rozwiązaniem Polaków przedstawiciele MFW.
To jednak nie koniec. Polacy pracowali również na rzecz firmy ubezpieczeniowej Helvetia („szwajcarskiego odpowiednika PZU”) słynnego projektanta Christiana Louboutin, dla którego stworzyli aplikację do obróbki zdjęć poprzez nakładanie na nie filtrów. Więcej nazw ujawnić nie mogą. Dodają jednak, że stworzyli również system do zamawiania jedzenia dla pracowników londyńskiego City. Kolejki jakie tworzą się tam w trakcie przerw powodują, że cały lunch można spędzić, stojąc w ogonku przed restauracją, a dzięki aplikacji Code&Pepper mogą kupić jedzenie z biura i odebrać je w specjalnym okienku.

Poza tym Polacy chwalą się też projektem do zarządzania globalnym budżetem marki dla jednego z największych producentów żywności w USA i aplikacją, określaną przez nich jako „endomondo dla pływaków”, która będzie instalowana na telefonach jednego z największych producentów smartfonów na świecie. Co ciekawe, na rodzimym rynku Code&Pepper jest prawie nieobecny. – Mamy nad Wisłą tylko dwóch klientów. Polacy są trochę „Januszami technologicznymi” – śmieje się Pogorzelski.

Przymierze obieżyświatów
Co skłoniło trzech biznesmenów do wylądowania w Suwałkach? Zacznijmy od tego, że najpierw wszyscy (choć oddzielnie) przemierzyli świat w poszukiwaniu życiowych doświadczeń. Adrian Pietraszkiewicz wylądował w Norwegii, potem przez 16 lat prowadził w Warszawie agencję reklamową. Adam Pogorzelski 2 lata spędził w Australii, Łukasza Korola wywiało natomiast do Gdańska. W pewnym momencie zatęsknili jednak za rodzinną Suwalszczyzną. W 2006 roku założyli więc firmę IT, która od 2013 roku działa oficjalnie pod brandem Code&Pepper.

– Tak jak większość Suwalczan czujemy bardzo silny związek z ziemią. Tu odczuwamy spokój, czujemy, że możemy złapać balans między pracą, a życiem osobistym. Praca jest ważna, ale nie może wypełniać całego życia. To co jest poza nią, jest o wiele istotniejsze – podkreśla Pogorzelski.
– W godzinach szczytu do pracy jadę 5 minut – dorzuca do tego Pietraszkiewicz.
Szybko pojawił się jednak problem z pracownikami. 70-tys. Suwałki nie są przecież rezerwuarem utalentowanych programistów. – Szukamy ludzi, którzy szukają życia alternatywnego wobec tego, czego doświadczają w korporacji. U nas kończysz pracę, a o 16 jesteś już nad jeziorem. I masz połowę dnia dla siebie, zamiast przebijać się przez zakorkowane miasto. Tego się nie da kupić za żadne pieniądze – opowiada Pogorzelski.

Przyjemne otoczenie i możliwość pracy nad najbardziej zaawansowanymi projektami na świecie skłania jednak do pracy w Suwałkach (lub zdalnie) ludzi z całej Polski. – Udaje nam się nakłonić do pracy w naszej firmie nawet ludzi z Warszawy czy Białegostoku – zauważają przedsiębiorcy.

To ważne, bo Suwalczanie chcą w ciągu najbliższego roku podwoić zatrudnienie (z 20 do 40 osób). Jednocześnie walczą o zatrzymanie dotychczasowych pracowników – prawie wszyscy dostali w ciągu ostatnich 6 miesięcy podwyżkę. Wszystko po to by utrzymać dotychczasową 70-proc. dynamikę wzrostu przychodu.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...