Bazary czeka drugie życie. Zmartwychwstaną dzięki zakazowi handlu w niedziele i milionom z Unii

W Polsce wciąż działa ponad 2 tys. targowisk.
W Polsce wciąż działa ponad 2 tys. targowisk. Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
20 miliardów złotych – jak doliczyła się „Rzeczpospolita”, takiego pułapu mogą sięgać obroty na polskich bazarach. Targowiska stały się ostatnio oczkiem w głowie lokalnych władz: co i rusz któreś z miast wykłada na rewitalizację targowisk kwoty sięgające od jednego do kilku milionów złotych. Dodatkowo, jeżeli w życie weszłaby jakaś forma zakazu handlu w niedzielę, polskie bazary może czekać epoka nowej świetności.

W skali całej Europy Polska i tak jest bazarowym rajem: przez targowiska przepływa około 2 procent pieniędzy, jakie Polacy wydają w handlu detalicznym. W oczywisty sposób są to dane uśrednione, w niektórych kategoriach produktów – jak choćby FMCG, czy dóbr szybkozbywalnych – ten udział może rosnąć do 5-7 proc.

Jak donosi dziennik „Rzeczpospolita” tylko w województwie kujawsko-pomorskim ruszy w najbliższych miesiącach, finansowana ze środków Programy Rozwoju Obszarów Wiejskich, budowa i modernizacja 15 lokalnych targowisk. Chodzi o bazary w mniejszych miejscowościach, do 200 tysięcy mieszkańców, więc na jedno targowisko wypadnie statystycznie nieco poniżej miliona złotych.

W dużych miastach koszty tych inwestycji idą w miliony. W Jaśle i Skierniewicach na przebudowę miejskich targowisk przeznaczono swego czasu 1,5 miliona złotych, w Żarach było to już dwukrotnie więcej. Wszystkich przebił Rzeszów – w ubiegłym roku stolica Podkarpacia ogłosiła przetarg na budowę „od zera” miejskiego targowiska, które miałoby zająć aż 2 hektary gruntów. Wybrano najtańszą ofertę – za, bagatela, 8,5 mln złotych.
Nowe bazary mają mieć niewiele wspólnego z tym, co zapamiętaliśmy sprzed dwóch dekad, kiedy klienci musieli nierzadko ślizgać się w błotnistych przejściach między straganami, „szczękami” czy łóżkami, na których kupcy prezentowali swoją ofertę. Bazar XXI wieku stoi na utwardzonych powierzchniach, ma oświetlenie i podłączenie do prądu, kanalizacji i wodociągu. Towarzyszą mu parkingi i sanitariaty, a większość obiektów jest – lepiej czy gorzej, ale coraz częściej lepiej – zadaszona.

Z perspektywy samorządowców taki bazar to doskonałe połączenie, na którym wszyscy zyskują. – Dzięki temu rolnicy z regionu mogą w przyzwoitych warunkach sprzedawać swoje produkty, a konsumenci w sposób bezpieczny je nabywać. To bardzo ważne, by zbliżając partnerów, producenta i konsumenta, zachować standardy sanitarne – dowodził przewodniczący sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego, Ryszard Bober.

Bazary po liftingu niewiele mają więc wspólnego z miejscami, które pamiętamy z najgorętszego okresu transformacji ustrojowej. To może też tłumaczyć tendencje, które pojawiają się w statystykach – np. spadek liczby targowisk z 2222 w 2015 roku do 2199 rok później. Jak łatwo zauważyć chodzi o zaledwie 1 proc. całej liczby tego typu miejsc handlu. W latach 2014-2016 zniknęło z bazarów 10 300 małych (jak się można domyślać) firm, co mogło być konsekwencją zniknięcia – lub remontu – części tego typu obiektów.
Jednocześnie jednak w Polsce nadal działa ponad 100 tysięcy firm, które mają w rejestrze przedsiębiorców wpis „handel na targowiskach”. W latach 2014-2016 pojawiło się w nim 5,7 tys. nowych przedsiębiorstw tego typu. – Liczbę aktywnych firm prowadzących tam handel można dziś szacować na blisko 86 tysięcy – oceniał Tomasz Starzyk z firmy konsultingowej Bisnode Polska. – 43 tys. zajmuje się sprzedażą wyrobów tekstylnych, odzieży i obuwia, a około 27 tysięcy to firmy oferujące żywność, napoje i wyroby tytoniowe – dorzucał. Ba, ledwie co 50. firma z tej rzeszy spółek miała jakieś długi – co oznacza, że firmy bazarowe radzą sobie znacznie lepiej niż przeciętne polskie przedsiębiorstwo.

Co ciekawe, Polacy mają niezłą opinię o bazarach: 85 proc. ankietowanych powtarza, że targowiska są potrzebne. W cytowanych przez Portal Spożywczy badaniach przeprowadzonych przez Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach większość respondentów pozytywnie oceniała obsługę klienta, różnorodność oferty czy ceny. Odstręczała z kolei konieczność płacenia gotówką czy wreszcie godziny otwarcia, zwykle pokrywające się z godzinami pracy. O ironio, eksperci zajmujący się handlem dostrzegają też trend, polegający na tym, że supermarkety próbują się stylizować na kryte bazary – przynajmniej w tych częściach sklepu, gdzie sprzedawane są świeże produkty, np. warzywa i owoce.

Jeżeli modernizacja bazarów wcześniej czy później zacznie obejmować również płatności, to w odniesieniu do godzin otwarcia z odsieczą bieżą politycy. Do projektów przepisów dotyczących zakazu handlu w niedzielę regularnie trafia długa lista wyłączeń – są na niej również bazary. Zakaz nie będzie obowiązywał właścicieli bazarów i kupców, którzy będą mogli sprzedawać, o ile ich stragany będą funkcjonować na podstawie uchwały rady gminy (a można z olbrzymią dozą pewności założyć, że takie uchwały posypią się wkrótce po wprowadzeniu zakazu). Jeżeli nawet już zdążyliśmy zapomnieć o „osiedlowych bazarkach”, wkrótce sobie o nich przypomnimy.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...