„Trwa nagonka na moją firmę”, twierdzi twórca słynnego antywirusa. Firma Kaspersky Lab desperacko walczy o przetrwanie

Jewgienij Kasperski, twórca Kaspersky Lab.
Jewgienij Kasperski, twórca Kaspersky Lab. Fot. YouTube
Najpierw Kasperskiemu zaczął palić się grunt pod nogami za Atlantykiem. Teraz programy znanej rosyjskiej firmy znalazły się na cenzurowanym w Wielkiej Brytanii. Jewgienij Kasperski, twórca Kaspersky Lab i słynnego oprogramowania antywirusowego, odpiera te ataki w najprostszy możliwy sposób. – To kampania oszczerstw – przekonuje. Będzie musiał jednak wymyślić lepsze argumenty na swoją obronę, bo z każdą godziną może ubywać mu klientów.

Na Wyspach biją na alarm. – Zakładamy, że Rosjanie organizują cyberataki przeciw Wielkiej Brytanii na potrzeby państwa, więc wierzymy, że część z brytyjskich rządowych i innych krytycznych systemów jest narażona na rosnące ryzyko – komentował szef National Cyber Security Centre, Ian Levy, we wskazówkach, jakie dostały w ostatnich godzinach rządowe instytucje w Królestwie. Jego centrum wydało ostrzeżenie, ale to nie ostatnie słowo – za nim ma pójść wkrótce polecenie, by wszystkie departamenty rządu zrezygnowały z oprogramowania Kaspersky Lab.



Londyn najwyraźniej idzie śladami Waszyngtonu. Firma Kasperskiego od przeszło pół roku ma za Atlantykiem fatalną passę: najpierw, w lipcu, rządowa General Services Administration usunęła antywirusa z listy dostawców mogących robić interesy z rządem. Za tym poszły informacje w mediach, że antywirus Kasperskiego to furtka dla rosyjskich hakerów, pozwalająca penetrować komputery użytkowników. Na fali krytyki Kaspersky zaczął tracić klientów również z sektora prywatnego – spektakularnym przykładem była sieć handlowa Best Buy, która spektakularnie ogłosiła swoją decyzję o odinstalowaniu programów rosyjskiej firmy.

Ba, na początku października „The New York Times” dotarł do informacji, że izraelscy eksperci już od dobrych kilku lat ostrzegali Amerykanów przed produkowanym przez Kaspersky Lab software'm. Jednocześnie „The Wall Street Journal” ujawnił, że pracujący dla Kremla hakerzy mieli dobrać się do komputera jednego z pracowników National Security Agency, który zwykł był „brać robotę do domu”.

Kasperski najpierw uderzył się w piersi i przyznał, że tak właśnie się stało: luki w antywirusie pozwoliły hakerom z Rosji działać. Teraz jednak zmienia ton. – Ten atak medialny i rządowy ze Stanów Zjednoczonych został wcześniej zaplanowany i był dyrygowany – mówił na temat nagonki na swoją firmę podczas wystąpienia w Londynie w tym tygodniu. – W tym samym czasie nastąpił atak instytucji rządowych, atak FBI, atak mediów. To bardzo kosztowna taktyka: mam na myśli użycie wszelkich środków – politycznych wpływów, pieniędzy, lobbystów, mediów – uzasadniał podejrzenie o rzekomą nagonkę na swoją firmę.

– Oni nigdy nie zwracali się do mnie w sprawie szpiegowania ludzi. Nigdy – powtórzył twardo, dopytywany o związki z rosyjskimi służbami. – Gdyby rosyjski rząd przyszedł do mnie i prosił o cokolwiek niewłaściwego, wyniósłbym się z moją firmą z Rosji. Nigdy nie pomagaliśmy agencjom szpiegowskim: ani rosyjskim, ani jakimkolwiek innym – powtarzał twardo.

Kaspersky musi teraz walczyć o przetrwanie swojego imperium w dotychczasowym kształcie: Amerykanie i Brytyjczycy mogli sobie pozwolić na medialne oświadczenia i ostrzeżenia, ale szereg dotychczasowych klientów najprawdopodobniej zrezygnuje z antywirusa firmy po cichu. Dlatego zresztą, mniej więcej miesiąc temu, Kasperski postanowił uruchomić Global Transparency Initiative, czyli otworzyć swoją firmę i produkty na zewnętrzne audyty, które upewniałyby klientów, że w firmowym software nie ma już luk. – Zaufanie ma zasadnicze znaczenie w cyberbezpieczeństwie i dlatego zaufanie powinno być fundamentem wszelkiej współpracy – dowodzi twórca firmy. Nic dodać, nic ująć – szkoda tylko, że to o wiele za późno.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...