Jeśli nie Mateusz Morawiecki, to kto pokieruje superresortem? PiS ma krótką ławkę ekspertów

Mateusz Morawiecki (w środku).
Mateusz Morawiecki (w środku). Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Mateusz Morawiecki jest w PiS autsajderem – politykiem spoza partyjnego centrum. Technokratą, który przełożył partyjną wizję na konkretne działania i przeforsował zarówno szereg programów socjalnych, jak reformy instytucjonalne. I okazał się osobą nie do zastąpienia: polityka gospodarcza PiS przetrwa, o ile Morawiecki będzie sprawował nad nią nadzór, niewiele odbiegający od roli, jaką sprawuje obecnie. Natomiast instytucje, jakie za sobą pozostawi, zapewne rozpadną się w ciągu kilku tygodni.

Co do tego, że w PiS nie ma polityków, którzy byliby w stanie kontynuować „dzieło Morawieckiego” żaden z pytanych przez nas ekspertów i politologów nie ma większych wątpliwości. – Ani Gliński, ani Ziobro, ani żaden z pozostałych ministrów tego gabinetu nie ma takich kompetencji – wylicza prof. Jadwiga Staniszkis. – Jeżeli chcielibyśmy znaleźć kogoś, kto znałby się na gospodarce, trzeba by szukać w drugim szeregu, ewentualnie wśród urzędników w ministerstwach – dodaje.



– Z tak zwanego zaplecza politycznego partii ambicje do kierowania gospodarką przejawiał wcześniej minister Henryk Kowalczyk – wskazuje z kolei Mirosław Gronicki, były minister finansów. Rzeczywiście, Kowalczyk przed wyborami w 2015 roku był nawet przymierzany do fotela ministra finansów – ostatecznie musiał obejść się smakiem i zadowolić stanowiskiem ministra i przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów.
20 potencjalnych następców
Kowalczyk nie cieszy się jednak ani sympatią Mateusza Morawieckiego, ani też wyjątkowo silną pozycją w partii. A można poza tym zakładać, że Jarosław Kaczyński pozostawi dobór kluczowych współpracowników w obszarze gospodarki i finansów w rękach Morawieckiego. Co to oznacza? Najprawdopodobniej pojawienie się takich osób i nazwisk, których przeciętni Polacy nie kojarzą. Z tym będzie się też wiązać rozpad superresortu, jaki Morawiecki stworzył na potrzeby koordynowania swoich wysiłków na rzecz przekształcenia gospodarki.

Zintegrowane – lepiej czy gorzej, tu zdania są podzielone – ministerstwa rozwoju i finansów (które z kolei wchłonęło wcześniej ministerstwo skarbu) prawdopodobnie na powrót staną się odrębnymi bytami, choć część naszych rozmówców zakłada, że dla odmiany ministerstwo rozwoju zostanie połączone z ministerstwem infrastruktury. – W przypadku ministerstwa rozwoju kandydat wydaje się być naturalny: to wiceminister Jerzy Kwieciński, bliski współpracownik Morawieckiego – mówi nam Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów i ekonomista Business Centre Club. – To ekspert, który przez wiele lat zajmował się absorpcją środków unijnych przez Polskę i dziś również się tym zajmuje. Podobnie byłby dobrym wyborem w sytuacji połączenia z resortem infrastruktury, bo większość takich przedsięwzięć jest finansowana środkami unijnymi – dodaje.

Trzeba osobowości
W ministerstwie finansów z kolei potencjalnym sukcesorem Morawieckiego byłby któryś z jego zastępców. – W całym superresorcie pewnie jest ze dwudziestu specjalistów, z których można by wybrać. Nie są to osoby pojawiające się w mediach, więc trudno też dokładnie ocenić, kto mógłby pokierować finansami – podsumowuje Gronicki. – Ale w sytuacji, kiedy to Morawiecki pokierowałby rządem, niezależny minister finansów czy rozwoju nie jest mu potrzebny. Szefowi rządu pewnie nawet by odpowiadało podzielenie ministerstwa, byłoby mu wygodniej: sam kierowałby polityką, jak dotychzcas, za to mógłby wzywać do siebie poszczególnych ministrów, żeby omawiać konkretne sprawy. Właściwie tak samo, jak teraz. Jestem niemal pewien, że na specyficzne spotkania Morawiecki wysyła swoich wicków, a nie chodzi sam – kwituje.
Gronicki wspomina jednak, że nawet ministrowie, którzy wydawali się być gospodarczymi asami kolejnych rządów, starali się powściągliwie działań poza macierzystymi resortami. Balcerowicz jako minister finansów nie mieszał się zanadto w sprawy i kompetencje ministerstwa gospodarki. Podobnie czynił Jerzy Hausner w kolejnej dekadzie. – I tak wszyscy spotykają się w komitecie ekonomicznym Rady Ministrów. Jak trafiłem do rządu, to spotkałem tam Hausnera. Z czasem udało mi się nieco wyzwolić spod jego wpływu, była to bardziej współpraca – wspomina. – Wszystko zależy zatem od osobowości polityka i tego, czy czuje się na siłach, by poprowadzić więcej niż jeden resort.

– W obecnym rządzie takich ludzi nie ma – podsumowuje Staniszkis. – Kompetentni są może w drugim rzędzie, ale żaden nie ma wizji. Nawet kompetentnemu trudno byłoby też przestawić ten rząd na trudną, wymagającą wyrzeczeń, politykę – dorzuca. To może jednak zostawić superwicepremiera na stanowisku? – O, nie. Taka roszada byłaby dla Kaczyńskeigo wygodna. To byłby sygnał, że wszystko już uporządkowaliśmy: podporządkowując sądy, instytucje i prawo. A teraz czas na to, by zacząć na tym fundamencie budować – kwituje. Cóż, w obecnej sytuacji są zatem plusy dodatnie i plusy ujemne, jak ujmował to klasyk.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...