Najciemniej pod latarnią. Banalną czynność zamienili w usługę, która utrzymuje sporą firmę i kusi klientów z całej Unii

Patryk Kabaj i Konrad Kwiatkowski podczas ABSL Startup Challenge.
Patryk Kabaj i Konrad Kwiatkowski podczas ABSL Startup Challenge. Fot. YouTube
Przewrotnie można by powiedzieć, że ta firma przepakowała nawet własną nazwę. Start-up zapakuj.to po roku działalności zamienił swój brand na bardziej międzynarodowy – Packhelp.com – i rusza z ekspansją międzynarodową. Twórcom firmy udało się zamienić pozornie banalną czynność, pakowanie, w biznes mający kilkuset klientów miesięcznie, z czego ponad dwie trzecie to zleceniodawcy zza granicy.

– Pakowanie, wydawałoby się: trywialna rzecz. Nam też się tak wydawało. Okazało się, że to proces niebywale karkołomny – opowiada w rozmowie z INN:Poland Konrad Kwiatkowski, jeden z współzałożycieli zapakuj.to, czy dziś już Packhelp.com. Ponad dwa lata temu Kwiatkowski – wraz z Wojciechem Sadowskim, Maciejem Zającem i Maciejem Woźniczko – prowadzili agencję interaktywną. Dla jednego z klientów mieli przygotować opakowania okolicznościowe, ale krótkiej serii, raptem kilkadziesiąt sztuk.

Zlecenie okazało się zaskakująco trudne: maile do kilkudziesięciu drukarni pozostały bez odpowiedzi, w kilku innych przypadkach wróciły z szeregiem technicznych pytań i końcową odmową: kilkadziesiąt potrzebnych pudełek to za mało. Można robić od wolumenu 500-1000 sztuk. – Zderzyliśmy się ze ścianą w momencie, kiedy okazało się, że przy tak małej ilości nikt się nie podejmie takiego zlecenia. A jeżeli już, to po astronomicznej cenie – mówi Kwiatkowski.

Stówka za pudełko
– Uznaliśmy, że w dobie Ubera, kiedy wszystko jest upraszczane, można zrobić to samo – bo osób szukających takich krótkich serii opakowań na pewno jest wiele – zamykając pomysł w kreator do projektowania i gotowy produkt – podkreśla współtwórca Packhelp.com. Potencjalnych klientów, jak można było sądzić z własnych doświadczeń, nie brakowało: od agencji interaktywnych, przez agencje PR, reklamowe, sklepy, e-commerce.
Było pewne, że nie będzie to firma skalowana wyłącznie na rynek krajowy. – Od początku wiedzieliśmy, że to produkt który ma ogromny potencjał za granicą. Polska specyfika rynku jest taka, że chętnie korzystamy z produktów substytucyjnych dla pudełek – foliopaków i kopert bąbelkowych. Dlatego też w naszych działaniach staramy się edukować i pokazywać, jak ważną rolę marketingową pełnią opakowania, czym jest unboxing experience i jakie możliwości daje upcycling – dowodzi nasz rozmówca. – Jednocześnie nie zamykamy się na nasze lokalne potrzeby, w 2018 roku udostępnimy nowe formy opakowań do samodzielnego projektowania: taśmy, torby oraz popularne nad Wisłą foliopaki i koperty – dodaje.


Umówmy się, nawet jeżeli projekty powstające w kreatorze Packhelp.com są tańsze niż cenniki dużych drukarni – to przeciętna cena oscylująca w okolicach stu złotych za opakowanie może przeciętnego Polaka odstraszyć. Było zatem jasne, że trzeba będzie się rozejrzeć za rynkami na Zachodzie, gdzie w luksusową formę i ciekawe pomysły wizerunkowe wkłada się więcej pieniędzy niż nad Wisłą. Tyle że twórcy firmy – wraz z dwoma wspólnikami, którzy dołączyli do nich wkrótce po debiucie, Patrykiem Kabajem i Arkadiuszem Wasilonkiem – wystartowali za własne pieniądze, a do dalszej ekspansji potrzebowali inwestora z zewnątrz.

Na szczęście są Polacy
Ten pojawił się wiosną 2017 roku: twórcy Packhelp.com zebrali 350 tysięcy euro w pierwszej rundzie finansowania, głównie od funduszy Movens Ventures i Kogito Ventures. „Nie myślisz o tym, aż nagle jest za późno. (…) Firma i produkty są gotowe, a ty uświadamiasz sobie, że nie masz ani jednego pudełka. Twój biznes jest zrujnowany” – zachwalał Polaków „TechCrunch”. – „Na szczęście jest Packhelp.com” – dorzucał portal.

Firma była już wtedy całkiem dobrze znana: Debiut Roku na Ekomersach 2016, główna nagroda w kategorii Robotics & Process Automation podczas ABSL Poland Startup Challenge 2016, główna nagroda w kategorii eRising Star podczas PayU Lab Award 2016. Triumfów więc nie brakowało. Ale znowuż: przecież gra nie toczyła się o polski rynek.
– Polski rynek pomógł nam zweryfikować model biznesowy – przyznaje Kwiatkowski. – Wiedzieliśmy jednak, że sprzedaż zagranicą pozwoli nam jeszcze szybciej się skalować. W marcu uruchomiliśmy stronę: początkowo w języku angielskim i niemieckim, które to wersje językowe miały nam umożliwić wyjście na Europę. Do tego potrzebowaliśmy tego dodatkowego finansowania – mówi. W grudniu ruszyły kolejne wersje językowe: hiszpańska, francuska, włoska i czeska, co wiele mówi o kolejnych potencjalnych rynkach, na których chce się rozwijać warszawska firma.

Opłaciło się. – Mamy bardzo dużą powtarzalność klientów: kto do nas przyjdzie, zwykle zostaje. Z jednej strony widzimy, że produkt spełnia ich oczekiwania – nie szukają drukarni czy grafika, nie zatrudniają; wchodzą i projektują w kreatorze. Dwa tygodnie i jest pudełko – mówi nam Kwiatkowski. I ta prostota odpowiada w szczególności zamawiającym z Zachodu. – Dziś znakomita większość sprzedaży jest kreowana przez kraje Unii – nawet ok. 70 proc. klientów przychodzi do nas zza granicy – dodaje.

I to chyba dobry trop, bo w internecie zaroiło się w ostatnich dwóch latach od peanów na część unboxingu. „Jak wesprzeć sprzedaż twojej firmy poprzez unboxing?”, „jak zrobić wrażenie na twoich kontrahentach?”, „jak zaimponować konsumentom?” – to wszystko porady, którymi dzielą się specjaliści od marketingu. Trudno o lepsze perspektywy dla warszawiaków. – Dlatego też obecnie poza rozwojem kreatora i oferty, skupiamy się na głębszej penetracji kluczowych dla nas rynków, tak aby osiągnąć na nich pozycję top-of-mind jeśli chodzi o personalizowane opakowania – zapowiada współtwórca firmy.
Trwa ładowanie komentarzy...