Mimo wszystko im zależy. Dwójka studentów chce sfinansować staż w specjalistycznej klinice przez crowdfunding

Alekksandra Drzewiecka i Rafał Radochoński.
Alekksandra Drzewiecka i Rafał Radochoński. Fot. mat. własne
Z sondaży wynika, że o chorobach autoimmunologicznych jeszcze kilka lat temu słyszeli nieliczni, jeszcze mniej rozumiało ten termin. To tym bardziej zadziwia, że odsetek osób dotkniętych takimi przypadłościami – w skrócie sprowadzającymi się do ataku układu odpornościowego na własny organizm – może wynosić w społeczeństwie od 2 do 8 procent. Dwójka studentów z Bydgoszczy chce rozwijać nowoczesne, bardziej wyrafinowane terapie stosowane już w najlepszych światowych klinikach. Ale żeby się z nimi zapoznać, trzeba wyjechać na praktyki. A żeby wyjechać na praktyki, trzeba mieć za co. Oto błędne koło świata polskich lekarzy, z którego Ola i Rafał postanowili się wyrwać w rzadko spotykany sposób.

W crowdfundingu można było do tej pory prosić o wiele: sfinansowanie prac nad hipsterskim gadżetem, składkę na płytę nieznanego lub niezależnego artysty czy zorganizowanie imprezy na lokalnym osiedlu. Aleksandra Drzewiecka i Rafał Radochoński postanowili wykorzystać fenomen sieci dla własnego celu. – Stwierdziliśmy, że warto zaryzykować. Może znajdą się osoby, które wesprą nasz rozwój – deklarują zgodnie.

Padło na portal zrzutka.pl. „Naszą przyszłość wiążemy z leczeniem chorób autoimmunologicznych, reumatycznych oraz przewlekłych infekcji” – piszą „Ola i Rafał” na stronie swojej kampanii. „Otrzymaliśmy szansę zdobycia doświadczenia u boku najwybitniejszego specjalisty w zakresie immunologii, reumatologii i alergologii – Profesora Yehudy Shoenfelda. Oznacza to dla nas wyzwanie, jakim jest wyjazd do Izraela na kilkutygodniowe praktyki w jednym z największych ośrodków zajmujących się leczeniem chorób autoimmunologicznych – Centrum Zabludowicz w największym szpitalu w Izraelu (Sheba Medical Center)” – dorzucają. Do świąt udało im się zebrać nieco ponad sześćset złotych, ledwie kilka procent z potrzebnej na zrealizowanie pomysłu kwoty 10 tysięcy.

Nadchodząca epidemia
W przypadku Aleksandry i Rafała klamka już zapadła: oboje będą specjalizować się w chorobach autoimmunologicznych. Termin przeciętnemu Polakowi nie mówi wiele – najbardziej spektakularną, z chorób tego rodzaju jest stwardnienie rozsiane – choroba znana z tego, jak demoluje organizm swojej ofiary. O innych chorobach tego typu słyszy się rzadziej. Dopiero w ostatnich latach pacjenci z tymi chorobami zaczynają organizować się w stowarzyszenia, próbować nagłaśniać swoje przypadki i problemy.
– Przypadków tych chorób jest coraz więcej i zapadają na nie coraz młodsi ludzie – mówi nam Rafał Radochoński. – Co gorsza, jeżeli ktoś zapadnie na taką chorobę, będzie już chory przez całe życie – podkreśla. Polska służba zdrowia dotychczas odpowiadała na to zagrożenie w jeden sposób: poprzez leki. Dla kontrastu rozmaite schorzenia autoimmunologiczne są przypisane do odmiennych specjalizacji – reumatolog będzie leczyć chorych z reumatoidalnym zapaleniem stawów, neurolog stwardnieniem rozsianym. Komunikacja między rozmaitymi specjalistami jest, mówiąc dyplomatycznie, niezbyt intensywna. Mało tego, jeden lekarz powie, że choroby autoimmunologiczne mogą być napędzane przez niektóre infekcje, drugi natomiast odpowie „to niemożliwe”.

– Wiadomo z kolei, że w leczeniu chorób tego typu niebagatelną rolę odgrywają probiotykoterapia czy odpowiednio dobrana dieta, czy suplementacja witaminami A lub D, mającymi pozytywny wpływ na układ odpornościowy. Dobranie takich dodatkowych, mniej obciążających metod wspierania pacjenta pozwala czasem znacząco zmniejszyć dawkę leku oraz szybciej pomaga osiągnąć remisję, czyli wyciszenie objawów choroby – podkreśla Radochoński. Jednak ustalenie, co i jak, w gąszczu niekompleksowych terapii i badań graniczy z niemożliwym.

- Szukając odpowiedzi na swoje pytania i sposobu na połączenie wszystkich informacji w kompleksową terapię, Aleksandra i Rafał natrafili na prace prof. Yehudy Shoenfelda z Centrum Leczenia Chorób Autoimmunologicznych w szpitalu Sheba Medical Center, działającym w ramach Uniwersytetu Telawiwskiego. Shoenfeld jest kimś, kogo ta dziedzina medycyny bardzo potrzebuje. – Specjalizuje się zarówno w chorobach autoimmunologicznych, jak i reumatologii czy infekcjach – podkreśla Aleksandra Drzewiecka. I potrafi tę wiedzę połączyć, prowadząc pionerskie badania w swojej telawiwskiej klinice.
Wiedza idzie łańcuszkiem
Amerykański naukowiec Stephen Hoffman celowo dawał się pokłóć komarom roznoszącym malarię, australijski lekarz Barry Marshall testował na sobie działanie bakterii Helicobacter pylori. Tak też działa Shoenfeld. – Do eksperymentów używał m.in. włosogłówki świńskiej czy tęgoryjca dwunastnicy – przypomina Rafał Radochoński. – To pasożyty, które nie czynią nam szkód w organizmie, a jednocześnie są w stanie skierować uwagę naszego układu immunologicznego na realne, zewnętrzne zagrożenia – dodaje.

– Najpierw natrafiliśmy w sieci na jego książkę, potem znaleźliśmy klinikę, w której pracuje. Napisaliśmy maila, od słowa do słowa w końcu odpisał, że chętnie przyjmie nas na staż, kiedy tylko zechcemy – wspomina Aleksandra. Padło na wrzesień przyszłego roku. Plan minimum to dwa tygodnie praktyk, maksimum – prawdopodobnie około miesiąca. Jak zastrzegają bydgoscy adepci medycyny: „żadnych wycieczek objazdowych”, tylko ciężka praca. O ile uda się zebrać wymaganą kwotę, bo choć oboje przyszłych specjalistów dorabia sobie udzielając korepetycji lub pilnując jednej z miejscowych galerii, to potrzebna kwota jest poza ich zasięgiem.

– Robimy to dla swojego przyszłego rozwoju zawodowego, ale jednocześnie dla dobra wszystkich pacjentów, którzy w przyszłości do nas trafią – tłumaczy, nie dla wszystkich oczywiste, sprawy Aleksandra Drzewiecka. Ciekawe praktyki, płynące z nich wnioski i rodząca się sieć kontaktów to dobry punkt wyjścia dla przyszłych habilitacji i profesur. – Mamy nadzieję, że znajdą się też w Polsce lekarze zainteresowani wiedzą, jaką uda nam się pozyskać, i że będą chcieli z nami współpracować – dodaje.

– Wiedza się rozprzestrzenia – kwituje Rafał Radochoński. – To idzie takim łańcuszkiem: jeden zadowolony z terapii pacjent przekazuje to dalej, przychodzi następny. Dzięki temu rozwijają się i badania i sami lekarze – dodaje. Koniec wieńczy dzieło.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...