Firma była prymusem, dziś grozi jej bankructwo. Tnie pensję prezesa i zwalnia grupowo

Stoisko firmy GoPro na prestiżowych targach CES w 2016 roku, wówczas jeszcze oblegane.
Stoisko firmy GoPro na prestiżowych targach CES w 2016 roku, wówczas jeszcze oblegane. Fot. 123rf.com
Do niedawna GoPro mogła uchodzić za wzór sukcesu – firma stała się symbolem pokolenia, a jej kamerki były wszechobecne, dokumentując sportowe dokonania i imprezy towarzyskie. Jednak próba oderwania się od core businessu skończyła się dla firmy bolesną lekcją.

– Dla tysięcy producentów gadżetów technologicznych, którzy zjechali w tym tygodniu na targi CES w Las Vegas, historia GoPro mogłaby być lekcją poglądową – podsumowuje szacowny dziennik „The Wall Street Journal”.

I rzeczywiście, jeszcze kilka miesięcy temu GoPro wymieniano wśród przykładów największych sukcesów branżowych: amerykański producent pokonał w rynkowej rywalizacji inne firmy, zajmujące się produkcją kamer – nierzadko bardziej wyrafinowanych technologicznie, zdarzało się też, że dużo tańszych. Mimo to udany marketing i przychylność klientów sprawiły, że w 2014 roku firma sprzedała 6,5 mln swoich kamer – i to mimo faktu, że na rynku nie brakowało urządzeń o analogicznych możliwościach.



GoPro stało się jedną ze sztandarowych firm „pokolenia Instagram”. Spółka nie tylko zachłysnęła się swoim ówczesnym sukcesem, ale też uznała, że najwyższa pora zdywersyfikować portfel – w ofercie pojawiły się drony, a także wodoodporne smartfony, również wyposażone w funkcję kamery i aparatu, co tylko podcinało sprzedaż najważniejszych produktów. Te zresztą też najwyraźniej przestały się rozwijać: kolejne modele HERO5 i HERO6 nie różniły się od siebie niczym znaczącym, przynajmniej w opinii swoich użytkowników.

Iluzji nieustannych sukcesów w końcu nie udało się utrzymać. Jak donosi serwis ABC.net, firma musiała obniżyć swoje prognozy przychodów z 470 do 340 mln dol., co wywołało z kolei 30-procentowy spadek wyceny akcji na giełdzie. I choć notowania nieco się w końcu odbiły, to jednak dla menedżerów firmy sytuacja była jasna: drastyczne zmiany są konieczne.

W tej chwili sprowadzają się one do bolesnych cięć: licząca obecnie około 1250 pracowników załoga zostanie zredukowana do poziomu poniżej tysiąca. Prezes Nicholas Woodman zdecydował się na symboliczne pobory rzędu 1 dolara (jeszcze w ubiegłym roku jego wynagrodzenie wynosiło 800 tysięcy dol. rocznie, w 2016 r. pobrał bonus na poziomie 1,2 mln dol.), firma zdecydowała się też zrezygnować ze sprzedaży dronów (wyprzedane zostaną tylko te, które dziś są na stanie magazynowym). Obniżono cenę flagowego produktu – kamery HERO6 Black – z 499 do 399 dolarów. I, co najważniejsze, według amerykańskich mediów, GoPro zdecydowało się na szukanie inwestora, który kupiłby firmę – w tym celu wynajęty został znany bank JP Morgan.

Czy te desperackie próby utrzymania się na powierzchni się powiodą, trudno jeszcze przesądzić. Ale też GoPro stało się marką, która sama w sobie stanowi wartość. Niewykluczone więc, że któryś z gigantów zechce kupić firmę, choćby dla samej marki.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...