Dramat polskiej firmy. Mogą odmienić sposób budowania domów, ale klienci interesują się tylko zabawnym gadżetem

Mariusz Androsiuk wie, jak sprawić, by beton oddawał w nocy światło zgromadzone w ciągu dnia i jak zbudować dom, który będzie oczyszczał powietrze wokół siebie. Furorę robi jednak z innego powodu – niewielkiego gadżetu na nos, który filtruje smog
Mariusz Androsiuk wie, jak sprawić, by beton oddawał w nocy światło zgromadzone w ciągu dnia i jak zbudować dom, który będzie oczyszczał powietrze wokół siebie. Furorę robi jednak z innego powodu – niewielkiego gadżetu na nos, który filtruje smog facebook.com/Andervision
Trójmiejski start-up Andervision to idealny przykład, pokazujący, jak działa psychika współczesnych konsumentów. Szef firmy, Mariusz Androsiuk wie, jak sprawić, by beton oddawał w nocy światło zgromadzone w ciągu dnia i jak zbudować dom, który będzie oczyszczał powietrze wokół siebie. Furorę robi jednak z innego powodu – niewielkiego gadżetu na nos, który filtruje smog.

Warszawa, 18 stycznia 2018 roku, Teatr Narodowy – Andervision po pozostawianiu w pokonanym polu około 100 projektów, występuje na finałowej gali prestiżowego konkursu Chivas the Venture. Miejsce w najlepszej piątce to zasługa zaprezentowania światu, najnowszego patentu trójmiejskiej spółki – aparatu nosowego, chroniącego drogi oddechowe przed smogiem.

– Kompletnie mnie to nie zaskakuje. Dużo łatwiej jest pokazać się ludziom z plastikową nakładką na nos, prezentując ją jako innowację, niż wytłumaczyć, jakie korzyści odniosą np. z budowy domów pasywnych – opowiada nam Mariusz Androsiuk.

Pro-ekologiczne rozwiązania
Nie żeby nakładka na nos była nieprzydatna, twórca Andervison słusznie zauważył przecież, że oddychamy przez nos, a nie całą twarzą i zamiast maski zaproponował ludziom, bardziej poręczny gadżet. Aparat zakłada się na nos, jest on wyposażony w wymienne filtry, które nie utrudniają oddychania, stanowią jednak barierę nie do przejścia dla śmiercionośnych pyłów.
Sęk w tym, że jeszcze kilka lat temu trójmiejska spółka miała być znana zupełnie z czego innego. Firma Adrosiuka, który z wykształcenia jest architektem, powstałą w 2010. Od początku postawiła na pro-ekologiczne rozwiązania dla budownictwa. Opatentowała np. technologię wykonywanie cienkowarstwowe płyty kompozytowe, z których powstają ściany budynku. Dzięki temu można byłoby znacznie zmniejszyć zapotrzebowanie branży na beton i cement. W 2011 innowacyjny sposób produkcji został nawet wyróżniony na targach Technicon-Innowacje i...nastała cisza.

Deweloperzy nie palą się bowiem do współpracy. Przyjeżdżają, cmokają z zachwytem, po czym kontakt się kończy. – Brakuje im motywacji. Dopóki podobnego rozwiązania nie wdroży konkurencja, albo nie nakaże im go regulator państwowy, nic nie drgnie. Wszyscy patrzą tylko na podbijanie marż – mówi przedsiębiorca.


I choć, jak opowiada, w deweloperkę nie ma zamiaru się pchać, po drodze opracował też betonowe pływaki wodne, na których stawia się pływające domy. Pływaki odzyskują energię falową wody, wykorzystując tę energię do ustabilizowania całej konstrukcji. – Dom postawiony na takiej platformie pozostaje nieruchomy – podkreśla Androsiuk.

Przed potencjalnymi zainteresowanymi przedsiębiorca może się pochwalić również wieloma innymi patentami. W swoim portfolio ma np. prefabrykaty, które potrafią oddać światło słoneczne w nocy. W jaki sposób? Pewien czasu temu pisaliśmy o pierwszej w Polsce świecącej ścieżce rowerowej, która została zbudowana z wykorzystaniem luminoforów. To syntetyczna substancja, która pobiera za dnia światło słoneczne, a nocami emituje zebraną w sobie energię. Płyty kompozytowe zaprojektowane przez Androsiuka działają na tej samej zasadzie.

Kolejnym pomysłowym rozwiązaniem było dodanie nanokrystalicznego dwutlenku tytanu, dzięki któremu ściany bloków i domów mogłyby pochłaniać zanieczyszczenia.
– Na ścianie nie osadzają się glony, porosty, a zanieczyszczenia są utleniane do soli, która jest spłukiwana wraz z deszczem. Jeżeli zastosowalibyśmy to na tysiącach budynków, poprawa stanu powietrza byłaby zauważalna – opowiada Androsiuk.

Rewolucyjna nakładka na nos
Wszystkie te rozwiązania zostały jednak dzisiaj zepchnięte na dalszy plan. W ubiegłym roku na fali antysmogowej paniki media podchwyciły informacje o stworzeniu przez polską firmę niewielkiego filtra zakładanego na nos. W internecie zaczął pojawiać się artykuł za artykułem na ten temat. Efekt? Androsiuk uznał, że 7 pozostałych patentów musi poczekać na lepsze czasy i rzucił wszystkie siły na najnowszy gadżet. W tej chwili Andervision testuje prototypy. Jeżeli uda się pozyskać finansowanie, urządzenie za rok znajdzie się na rynku.

Choć urządzenie ma szansę na komercyjny sukces (filtry trzeba będzie przecież wymieniać stosunkowo często), Androsiuk nadziei na zarobienie na prefabrykatach jeszcze nie porzucił.

– Od 2021 roku wskutek dyrektywy unijnej nie będzie można dostać zgody na budowę budynku, który nie jest energetycznie samowystarczalny. Może skłoni to deweloperów do poszukiwania nowych, innowacyjnych rozwiązań – zauważa.
Trwa ładowanie komentarzy...