Nowy wymiar afery z dieslami. Mieli sprawdzać, czy małpy wytrzymają

Niemieccy producenci samochodów finansowali eksperymenty na małpach, próbując udowodnić, że pojazdy z silnikami wysokoprężnymi z najnowszą technologią są czystsze niż stare modele.
Niemieccy producenci samochodów finansowali eksperymenty na małpach, próbując udowodnić, że pojazdy z silnikami wysokoprężnymi z najnowszą technologią są czystsze niż stare modele. Foto: Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Zamknięto 10 małpek w hermetycznej komorze z telewizorem. Pozwolono im oglądać kreskówki, a przez otwory wentylacyjne wtłaczano spaliny z silnika diesla. To nie opis tortur – tak firma sponsorowana przez znane marki miała testować toksyczność spalin. Producenci aut odcięli się już od tych oskarżeń. O skandalicznej sprawie pisze "The New York Times".

Eksperymenty odbywały się w roku 2014 w laboratorium w Albuquerque. Mieli je finansować niemieccy producenci samochodów, próbując udowodnić, że pojazdy z silnikami wysokoprężnymi z najnowszą technologią są czystsze niż stare modele. Ale amerykańscy naukowcy przeprowadzający eksperymenty nie zdawali sobie sprawy z jednego faktu: produkujący spaliny model VW został przeprogramowany tak, by jedynie w testach wykazywać zmniejszony poziom ich toksyczności - informuje "The New York Times".

Badania nad małpami z Albuquerque, o których wcześniej nie informowano, to nowy wymiar globalnego skandalu związanego z emisjami, który zmusił już Volkswagena do przyznania się do winy i i zapłaty w samych Stanach ponad 26 miliardów dolarów odszkodowania. Afera doczekała się własnej nazwy: Dieselgate.

Postępowanie sądowe wykazało jednak, że Volkswagen i inni europejscy producenci samochodów byli zaangażowani w długotrwały proces wytwarzania badań naukowych, których wyniki miały wpłynąć na postrzeganie silników diesla jako ekologicznych. A także na zachowanie przywilejów podatkowych dla tego rodzaju paliwa.


Wszystko wyszło na jaw
Organizacja, która zleciła eksperyment, to Europejska Grupa Badawcza ds. Środowiska i Zdrowia w Sektorze Transportu. Jak czytamy w "NYT", wszystkie fundusze na swoją działalność otrzymała od Volkswagena, Daimlera i BMW. W ubiegłym roku organizacja została zamknięta z powodu kontrowersji związanych z jej pracami.

Organizacja znana pod niemieckim akronimem E.U.G.T., nie prowadziła własnych badań. Zamiast tego zatrudniła naukowców do przeprowadzenia eksperymentów, które mogłyby bronić stosowania oleju napędowego. Sponsorowała badania, które zakwestionowały decyzję Światowej Organizacji Zdrowia z 2012 r. o zakwalifikowaniu spalin silników wysokoprężnych jako czynnika rakotwórczego. W ich wyniku kwestionowano stopień zanieczyszczeń produkowanych przez starsze pojazdy z silnikami wysokoprężnymi.

Volkswagen, Daimler i BMW stwierdziły, że grupa badawcza E.U.G.T. zlecała jakościowe badania oceniane później przez fachowców z uznanych ośrodków naukowych i były prowadzone rzetelnie. Firmy dodały także, że nie były świadome, iż pojazd VW używany w testach z małpami w Albuquerque, został przeprogramowany w celu uzyskania fałszywych danych dotyczących spalin. Odcięły się jednocześnie od takich metod.

Badania i tak nie miały sensu
Eksperymenty na małpach nie przyniosły żadnych wartościowych danych i naukowcy mieli problem z uzyskaniem zapłaty 71 tys. dolarów za ich przeprowadzenie.

Volkswagen przyznał się do wyposażenia 11 milionów swoich pojazdów z silnikiem wysokoprężnym sprzedawanych w Stanach Zjednoczonych i Europie w oprogramowanie, które wykrywało urządzenia testujące spaliny. Silnik przechodził wtedy w tryb, w którym produkował małą ilość spalin. Podczas normalnej jazdy silniki produkowały większą ilość zanieczyszczeń.
Trwa ładowanie komentarzy...