“Wypisanie czeku to tylko czyszczenie sumienia”. Prezes LPP przekonuje, że w CSR nie chodzi tylko o pieniądze

Prezesi dużych firm skrót CSR odmieniają przez wszystkie przypadki w co drugim przemówieniu. Marek Piechocki od wielkich słów i wysokich kwot przelewów preferuje czyny
Prezesi dużych firm skrót CSR odmieniają przez wszystkie przypadki w co drugim przemówieniu. Marek Piechocki od wielkich słów i wysokich kwot przelewów preferuje czyny Fot. materiały prasowe
Jak w dzisiejszych czasach duże firmy zapatrują się na pomoc charytatywną i jaki sens w niej widzą? Czy to przykry obowiązek, a może etap w rozwoju wrażliwości pracowników? O odpowiedzialności społecznej przedsiębiorstw, rozmawiamy z Markiem Piechockim założycielem firmy LPP, właścicielem pięciu marek odzieżowych.

LPP mówi o sobie, że jest firmą rodzinną. Czy jest to jeden z powodów, dla którego tak mocno angażujecie się w pomaganie innym?

Można powiedzieć, że praktycznie od powstania LPP angażowaliśmy się w pomaganie innym. Aczkolwiek rzeczywiście od około 7 lat mocno zintensyfikowaliśmy nasze zaangażowanie w tego typu projekty. W 2010 roku zaczęliśmy wspierać także różnego rodzaju domy dla dzieci.



Ale po co takiej firmie jak wasza angażowanie się w projekty charytatywne?

Od początku działalność ta miała dla nas dwojaki charakter. Z jednej strony oczywiście chodziło nam o pomoc tym, którzy tej pomocy najbardziej potrzebowali. Z drugiej strony zawsze niezwykle cenna była dla mnie wartość, jaka z tego typu działań płynęła dla pracowników LPP: nauka, że warto pomagać. Zakładałem, że jako właściciel tej firmy będę w dużej mierze sponsorował te działania, natomiast pracownicy będą angażowali w nie swój potencjał i czas. I tak rzeczywiście dotąd było.

Jak wyglądało to w praktyce?

Kiedy pojawiła się potrzeba stworzenia domu dla dzieci, sfinansowaliśmy jego projekt aranżacyjny, wyposażenie, materiały. Nasi pracownicy zajęli się malowaniem ścian, skręcaniem mebli, ustawianiem ich. Skrzykiwaliśmy się i robiliśmy to w weekendy.

Ale przecież można to było zlecić i zwyczajnie pokryć koszty. Po co tyle zachodu?

Samo podpisanie czeku przez prezesa jest nic nie warte. To żadna pomoc. To jak wyczyszczenie sobie sumienia. Dużo większą wartość ma społeczne zaangażowanie naszych pracowników i ich rodzin . Kupienie prezentu i zawiezienie go do domu dziecka to jedno. Tak naprawdę przeżyciem jest pojechać do tego domu i zobaczyć jak dzieci się cieszą. Uświadomić sobie, że mają trochę inne warunki niż my, czy nasze dzieci. Dla mnie jest to zawsze moment refleksji. Dzisiaj w LPP pracuje bardzo dużo ludzi, więc i wartość edukacyjna takiej pomocy jest większa.

Czy mam rozumieć, że wraz z tą wartością rośnie też skala Waszego zaangażowania?

Zdecydowanie tak. Na pewno jest to związane z faktem, że jako firma niewiele ponad pół roku temu podjęliśmy decyzję otwarcia się na zewnątrz. Oczywiście w trakcie chudszych lat, kiedy wyniki firmy spadały, trzeba było uważać na wydatki, również w tym względzie. Natomiast teraz, gdy firma wróciła na dobre tory i nabiera rozpędu, naturalną konsekwencją było zwiększenie naszego zaangażowania w działalność charytatywną.

Kreuje pan piękny obraz - i firmy, i siebie jako prezesa. Nie za bardzo cukierkowy?

Myślę, że nie. Czuję się odpowiedzialny za ludzi, których zatrudniam. Ostatnio zacząłem spotykać się z nowo przyjmowanymi pracownikami, którym opowiadam o takich wartościach jak szacunek, dobro, pomoc. Zacząłem obawiać się, że skoro ostatnio przyjmujemy tak wiele osób, po 50-60 miesięcznie, brak rozmów z nimi może w praktyce spowodować zmianę kultury firmy. Ci, którzy są ze mną od lat, wiedzą jakie zasady u nas panują. “Nowi” nie są tego jeszcze świadomi. Dlatego postanowiłem się z nimi spotykać i mówić im o naszych wartościach.

I co takiego chce im Pan przekazać?

Moim celem jest mówienie o tym, że mają domagać się od swoich przełożonych sprawiedliwości, uczciwości, tolerancji i poszanowania godności drugiego człowieka. To nasze podstawowe wartości, które obowiązują wszystkich bez wyjątku. Przekazywanie takich komunikatów, to rodzaj pewnej odpowiedzialności za ludzi i za kulturę tej firmy. Chcę, żeby LPP było takie jak pięć, dziesięć, czy piętnaście lat temu. Zależy mi na tym.

Dość idealistyczne podejście.

Nie zgodzę się. To nie jest idealistyczne podejście. Są też pewnie dużo lepsi, porządniejsi i bardziej idealni ode mnie. Popełniłem w życiu całą masę błędów. Ale z drugiej strony żaden z nich nie był celowy, żaden nie był zrobiony z rozmysłem. Człowiek z natury chce być po prostu dobry.

Zawsze korygowaliśmy pomyłki myśląc o człowieku i o tym, żeby nie krzywdzić nikogo. Jeden z menedżerów, który z nami współpracuje, podsumował mnie mówiąc „You are hard but fair”, jesteś twardy, ale fair wobec drugiego człowieka. I taki właśnie chcę pozostać i uczyć tego innych ludzi.

Po co, Pana zdaniem, pomagamy: bo to uszczęśliwia, czy może dla Pana pomaganie i działalność charytatywna to inwestycja. A może coś jeszcze innego?

Moim zdaniem pomaganie zwyczajnie po ludzku uszczęśliwia. Chociaż nie jestem Matką Teresą. Jestem biznesmenem. Tak naprawdę, raduje mnie, kiedy potrafię stworzyć zespół ludzi, który jest szczęśliwy. Wiem, że ludzie potrzebują do swojego szczęścia pewnej refleksji, że mogą pomóc kiedy wokół są tacy, którym tę pomoc można nieść. I razem ją niesiemy tym, którzy nie mieli szczęścia, czy umiejętności.

Pewnie dlatego zawsze bardziej ciągnie mnie w kierunku pomagania najsłabszym, czyli dzieciom. One naprawdę są niczemu niewinne, że urodziły się w rodzinie, która jest taka, a nie inna. Nie powinny ponosić konsekwencji tego, że nie mają takich warunków do uczenia się, czy rozwijania jak dzieci z rodzin zamożnych. Stąd ta ciągła myśl w kierunku pomocy właśnie dzieciom. Bo jednak dorosły człowiek może robić coś, żeby wpływać na swój los, a dziecko ma zdecydowanie mniejsze szanse.

Ale LPP nie skupiało się tylko na pomocy dzieciom. Duży nacisk kładliście także na zagadnienia edukacyjne.

Edukacja jest takim drugim tematem, który uważam za bardzo ważny i jako LPP będziemy się coraz bardziej angażować w edukację. Jestem głęboko przekonany, że tylko wtedy, gdy będziemy mieli lepiej wyedukowanych, bardziej świadomych obywateli, jako kraj będziemy silniejsi. Dlatego uważam, że warto inwestować w edukację, bez względu na to o jakim jej rodzaju mówimy: czy o edukacji projektantów w szkołach projektowych, czy też o edukacji tych, którzy nie mają na nią pieniędzy

Jak, z formalnego punktu widzenia, podejmujecie decyzje w zakresie pomocy potrzebującym? Kierujecie się impulsem, czy macie konkretny program działań?

Wydając 2 miliony złotych na działalność charytatywną rocznie, nie można tego robić w sposób nieprzemyślany. Oczywiście zawsze mamy taką pulę pieniędzy, która jest przewidziana na tzw. działalność specjalną. Gdy zachodzi więc taka potrzeba, możemy jakąś akcję przeprowadzić ad hoc. Tak było w przypadku nawałnicy na Pomorzu, gdy setki osób straciły wówczas dach nad głową.

Na czym w tym roku będziecie się koncentrować?

Na dzieciach. Myślę, że powinniśmy myśleć o dzieciach, szpitalach onkologicznych. Mam również takie wewnętrzne poczucie potrzeby niesienia pomocy tym, którzy są tu, w Gdańsku i w regionie. Wychodzę z założenia, że skoro to właśnie miasto daje nam ludzi, którzy u nas pracują i rozwijają firmę, powinniśmy odwdzięczać się rozwiązując część jego problemów.
Czyli rozumiem, że w kręgu waszego zainteresowania jest Gdańsk?

Na początku był to Gdańsk, ale oczywiście później pomoc rozszerzyła się w dalsze obszary Polski. W tak dużej firmie jak nasza, w której mamy ponad 2,5 tysiąca ludzi tylko w centrali i 22 tys. ludzi w sklepach, nie możemy skupiać całej energii tylko w Gdańsku. Mamy swój oddział także w Krakowie, gdzie ludzie mają swoje potrzeby i swoich potrzebujących. Dlatego trochę tę pomoc musimy dywersyfikować. Mamy na przykład wśród naszych pracowników takich, którzy kochają zwierzęta, stąd część naszych zasobów też będziemy przeznaczać na tego typu pomoc.

LPP nie myślało o założeniu swojej fundacji, takiego wydzielonego bytu, który dysponowałby kapitałem przeznaczonym na konkretne cele pomocowe?

Długo się przed tym broniłem, bo boję się zawsze związanych z tym formalności i biurokracji, które zwalniają zwykle wszystkie procesy. Natomiast w chwili obecnej zaczynamy dochodzić do takiego momentu, kiedy i rozmiar firmy i rozmiar świadczeń, które przeznaczamy na pomoc, rodzą potrzebę utworzenia fundacji. Mam wrażenie, że to było nieuniknione.

Więc kiedy powstanie taka fundacja?

Pod koniec grudnia ubiegłego roku formalnie już ją powołaliśmy, ale w tej chwili jesteśmy jeszcze w trakcie jej organizowania i sądzę, że w najbliższych miesiącach zacznie ona już w pełni funkcjonować. Dlatego pod koniec tego roku, wszelka nasza działalność pomocowa będzie już realizowana za jej pośrednictwem. Czasem takie rzeczy warto zrobić, bo poprzez istnienie fundacji, sądzę że będzie nam łatwiej przekonać naszych partnerów do włączenia się z nami w pomoc innym.

O jakich partnerach Pan myśli?

Mamy ich sporo. LPP współpracuje z ponad 300 podwykonawcami, którzy w sumie zatrudniają 3,5 tys. osób. Gdybyśmy ich zaszczepili myślą o wspólnym robieniu czegoś dobrego dla innych, to myślę, że siła oddziaływania takiej pomocy mogłaby być jeszcze większa. Prawdopodobnie mieliby wówczas większe zaufanie do tego typu działań wiedząc, że realizowane będą przez fundację, która niewątpliwie daje większą transparentność. Oddala też myśl, że którakolwiek z naszych akcji charytatywnych to komercyjne działanie LPP. Po prostu fundacja pozwoli nam zdziałać dużo więcej.

Nie wszystkie duże firmy decydują się na angażowanie swoich środków w pomoc innym. Równie dobrze pracowników można edukować w dużo prostszy i tańszy sposób, a pomagać zupełnie symbolicznie. Po co Panu to wszystko?

To trochę jakby zapytać mnie po co oddycham. Oczywiście wszystko co człowiek robi, powinien robić z umiarem. Sukcesywnie z roku na rok zwiększamy nasze zaangażowanie w pomoc innym, bo to ma sens. Bo to dla mnie naturalne i oczywiste. Z drugiej strony, sądzę, że w dzisiejszych czasach jest wręcz takie oczekiwanie społeczne, aby, zwłaszcza te większe firmy, które sporo wypracowały, oddawały coś społeczeństwu w takiej, czy innej formie.

Najwięcej radości mam z tego, że przynajmniej w naszym przypadku, pomoc innym niosą młode osoby. W LPP większość stanowią jednak ludzie w wieku 25-30 lat i wiadomo, że nie zostaną w naszej firmie do emerytury. Wyjdą poza nią i będą nieśli tę dobrą wieść w świat, że można pomagać, że to jest fajne, radosne i że oprócz nas są na tym świecie tacy, którym powinniśmy pomagać. To dla mnie największa wartość. Dlatego pomagamy i nadal będziemy to robić, bo po prostu czuję, że jesteśmy tu nie tylko po to by brać.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...