Wolne niedziele odbiją się czkawką pracownikom Biedronki. Ich doba potrwa 30 godzin

Plan zmiany regulaminu pracy w dyskontach sieci został przekazany związkom zawodowym.
Plan zmiany regulaminu pracy w dyskontach sieci został przekazany związkom zawodowym. Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta
Plan zmiany regulaminu pracy trafił już do związków zawodowych, a nowe godziny pracy zostały już wstępnie wpisane do grafików na nadchodzące tygodnie. W zarządzanej przez Jeronimo Martins Polska sieci dyskontów trwa mobilizacja przed wejściem w życie zakazu handlu w niedzielę. Doba pracowników niektórych sklepów może wynieść 30 godzin. Biedronka studzi nastroje, tłumacząc, że nic jeszcze nie jest przesądzone, choć związkowcy widzą to inaczej.

W przyrodzie nic nie ginie, również dodatkowy czas wolny. Nie minęły jeszcze dwa tygodnie, odkąd pojawiły się informacje o tym, że pracownicy Biedronki będą zaczynać pracę już w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy nowinka – w postaci aneksów do regulaminu, lądujących w pomieszczeniach pracowników – weszła w życie.



– Zmiana w gruncie rzeczy weszła już w życie – potwierdzają pracownicy sieci, z którymi rozmawialiśmy. – Praca od kwadransa po północy w poniedziałek została już wpisana do grafików obejmujących pierwsze tygodnie marca – dorzucają. Potwierdza to również Piotr Adamczak, przewodniczący KZ NSZZ „Solidarność” w Biedronce. – Ludzie dzwonią do mnie, żeby coś z tym zrobić. To wprowadzanie zmian metodą faktów dokonanych, bez jakiejkolwiek konsultacji ze związkami – mówi INN:Poland.

Prawnicy wkraczają do akcji
Związkowcy z Biedronki, a i owszem, otrzymali już formalny plan zmian w regulaminie pracy. Propozycje firmy zaadresowane do jej pracowników są jednak dla związkowców nieakceptowalne, zwłaszcza, że obejmować mają m.in. niezwykły koncept niemal 30-godzinnej dobry pracowniczej, obejmującej czas od 0.15 w nocy z niedzieli na poniedziałek do 6.00 rano we wtorek. Adamczak twierdzi w rozmowie z nami, że związki zwróciły się już do „dużej międzynarodowej firmy” z prośbą o przygotowanie analizy prawnej i stanowiska wobec zaproponowanych przez Jeronimo Martins Polska zmian.

Co na to Biedronka?
Efekty mają być znane za ponad tydzień. Jeżeli firma przeprowadzi zmiany wbrew związkom, sprawa trafi do Głównego Inspektoratu Pracy i Państwowej Inspekcji Pracy. Biuro prasowe portugalskiej sieci przysłało odpowiedź na nasze pytania.
Biuro prasowe Jeronimo Martins Polska

Obecnie jesteśmy na etapie analiz i konsultacji dotyczących potencjalnych modyfikacji w organizacji pracy naszych sklepów. W tej kwestii finalne decyzje nie zostały jeszcze podjęte, ale ewentualne rozwiązania zostaną wypracowane w zgodzie z obowiązującym prawem i tak, aby zaspokoić oczekiwania zakupowe naszych klientów. Zaproponowana zmiana zapisów w Regulaminie Pracy stanowi dostosowanie wewnętrznego prawa zakładowego do przepisów nowej ustawy, która wchodzi w życie w marcu br.



Jak można się było spodziewać, związkowcy nie mają zamiaru pozwolić na zaczynanie pracy w nocy. – Dotychczas sklepy sieci Biedronka zamykano w rozmaite święta, zgodnie z prawem. I następnego dnia po dniu świątecznym praca zaczynała się o 6 rano. Nikomu to nie przeszkadzało, praca sklepu odbywała się bez zakłóceń. Czy miałaby się zatem różnić od świąt wolna niedziela? – dopytuje retorycznie Adamczak. Podobnie kwestionuje pomysł na wydłużenie godzin pracy w dni robocze – do godziny 23. – O tej porze i tak w sklepach nie ma już klientów – zastrzega.
Na piechotę albo taksówką
Co więcej, według Adamczaka proponowane przez sieć zmiany to w gruncie rzeczy strzał we własną stopę – konkurencja takich modyfikacji w grafikach nie wprowadza, zatem Biedronka może spodziewać się, że kandydaci do pracy znacznie chętniej będą zatrudniać się w innych sieciach. Mało tego, w poniedziałki na portugalską sieć może spadać lawina zwolnień lekarskich, gdyż pracownicy mogą chcieć mimo wszystko skorzystać z wolnego dnia.

Pracownicy przyglądają się temu konfliktowi ze stoicyzmem – nasi rozmówcy nie są zadeklarowanymi entuzjastami wolnych niedziel. Z drugiej jednak strony, jak słyszymy, konieczność dojeżdżania do pracy w środku nocy – to już realny problem, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, gdzie komunikacja publiczna wraz z nastaniem wieczoru jest praktycznie niedostępna. – Mam dwie alternatywy: iść na piechotę lub skorzystać z taksówki – mówi nam jedna z pracownic sieci. – W tym drugim przypadku kurs kosztowałby kilkadziesiąt złotych – dodaje. Dla nich walka o pozostawienie doby pracowniczej w dotychczasowym kształcie ma konkretne, bardzo wymierne znaczenie. Inaczej będą musieli pogodzić się z tym, że wszystko ma swoją cenę – również wolne niedziele.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...