Przeżyła traumę, więc wymyśliła bat na gwałcicieli. Stworzyła ubranie, jakiego jeszcze nie było

Pierwsza partia Safe Shorts rozeszła się w okamgnieniu.
Pierwsza partia Safe Shorts rozeszła się w okamgnieniu. Fot. Facebook
Pierwsza partia niezwykłych spodenek liczyła 150 sztuk – i zeszła na pniu. Wymyślone przez młodą businesswoman z Oberhausen spodenki, sprzedawane pod marką Safe Shorts, mają zniechęcać potencjalnych gwałcicieli i zwolenników końskich zalotów do zaczepek.

Kiedy Sandra Seilz została napadnięta przez trzech pijanych mężczyzn podczas joggingu w jednym z lokalnych zagajników, napastnicy byli o krok od zdarcia z niej ubrania. Uratował ją przypadkowy przechodzeń, dzięki któremu udało jej się uciec. Ale doskonale zdawała sobie sprawę, co jej groziło.

Stąd pomysł na Safe Shorts: strój, który z jednej strony zabezpiecza intymne miejsca kobiecego ciała przed atakiem – dzięki systemowi szyfrowanych zamków oraz zastosowaniu tych samych materiałów, co w kamizelkach kuloodpornych. W pachwinie umieszczony jest ochraniacz, tam też krzyżują się specjalne nacięcia, umożliwiające wygodne używanie tej części garderoby.

Ale strój ten jest też wyposażony w system alarmowy, dzięki któremu wszyscy w promieniu setek metrów dokoła dowiadują się, że dzieje się coś niepokojącego. Rozlegający się wówczas ryk – o mocy 130 decybeli – pełni nie tylko funkcję alarmową, ale też odstraszającą: można założyć, że dźwięk o takim natężeniu niemal fizycznie odrzuci napastnika.


Jak twierdzi twórczyni tej wyjątkowej garderoby, jej spodenek nie da się z nikogo zedrzeć – w wyjątkowych sytuacjach w grę wchodzi co najwyżej przecięcie materiału specjalnymi nożycami. Obawy związane np. z wypadkiem Seilz rozprasza, podkreślając, że w karetkach znajdują się narzędzia pozwalające poradzić sobie z zabezpieczeniem. Trudno natomiast oczekiwać, by nosił je ze sobą potencjalny napastnik. Rozwiązanie prawdopodobnie da się też adaptować do innych rodzajów garderoby, np. dżinsów.

O tym, że kobiety w Niemczech chcą poczuć się bezpieczniej, może świadczyć fakt, że pierwsza partia produktu rozeszła się w okamgnieniu – i to pomimo że spodenki kosztowały 149 euro za sztukę. W przyszłości niewykluczone, że produkcja odbywałaby się w Indiach, co zapewne pozwoliłoby obniżyć cenę. Firma chwali się już kolejnymi zamówieniami – nie tylko z Niemiec, ale także z Japonii, Finlandii, Szwecji, Włoch, Stanów Zjednoczonych i Tajwanu.
Trwa ładowanie komentarzy...