Zerwać się z korporacyjnej smyczy i założyć globalną firmę w dwa lata. Tym badaczkom z Krakowa się udało

Monika Bańdura i Karolina Kozłowska.
Monika Bańdura i Karolina Kozłowska. Fot. Smart Technology Group
Dr inż. Karolina Kozłowska i dr inż. Monika Bańdura osiągnęły to, co w Polsce udaje się nielicznym: dwie badaczki nieco ponad dwa lata temu stworzyły firmę, która nie tylko zaoferowała produkt, jakiego wcześniej nie był w stanie dostarczyć żaden z globalnych gigantów, ale też przekonały do swojego pomysłu światowych graczy z najprężniej rozwijających się branż. – W zeszłym roku osiągnęłyśmy zdecydowanie ponad 100 procent założonego planu sprzedaży. A byłoby jeszcze więcej, gdyby z powodu masy zamówień nie zabrakło nam rąk do pracy – mówi nam jedna ze współzałożycielek Smart Technology Group.

– Na początku nikt nie wierzył, że dwie kobiety z Polski robią tak zaawansowane produkty, i to jeszcze w branży technologicznej. Monika śmieje się z tego mówiąc, że dwie kobiety w zmaskulinizowanym świecie nowoczesnych technologii stanowią pewnego rodzaju „egzotykę”. Kogokolwiek spotykałyśmy ten zakładał, że musi być „nad nami” jakiś mężczyzna: starszy, doświadczony, może jakiś profesor, który podsuwa nam pomysły i koordynuje naszą pracę – mówi lekko rozbawiona Karolina Kozłowska w rozmowie z INN:Poland. – A my to wszystko osiągnęłyśmy same, swoją ciężką pracą.
Na takie bariery natrafiały podczas wielu rozmów z menedżerami przedsiębiorstw z takich branż jak retail, służba zdrowia, logistyka czy kontrola dostępu, do których adresowane są produkty Smart Technology Group. – Było niedowierzanie i brak zaufania. Że kobiety mogą zaproponować coś innowacyjnego i odkrywczego w obszarze Internet of Things. Że kobiety mogą robić coś dla dużych firm czy przemysłu 4.0. I wreszcie, że kobiety potrafią w obszarze bezprzewodowych technologii stworzyć coś, czego nie tylko wcześniej nie udało się nikomu na świecie, ale też coś, co dokładnie odpowiada potrzebom obecnego rynku – kwituje Kozłowska, która w firmie zajmuje stanowisko prezesa.



– W naszej strategii uwzględniłyśmy wiele problemów, w tym te charakterystyczne dla start-upów. Ale takiego oporu nie przewidziałyśmy. Na szczęście dzięki szeptanemu marketingowi i udanym wdrożeniom takie sytuacje zdarzają się rzadziej – opowiada. – Zanim tak się jednak stało, musiałyśmy otworzyć wiele drzwi. Teraz świadomie przekuwamy tę „egzotykę” w sukces. Przez to że jesteśmy jedynymi kobietami z branży RFID, mamy rozpoznawalność. W środowisku często można usłyszeć, że chodzi o „te kobiety”, „to robią te dwie kobiety”. Kiedy ktoś tak mówi, wiadomo, że chodzi o nas. Początkową przeszkodę przekułyśmy na naszą rynkową przewagę. I podchodzimy do niej z dużym dystansem.

Drzwi zamknięte na cztery spusty
Kozłowska i Bańdura pracują razem od blisko piętnastu lat. Wcześniej każda z nich zdobywała wiedzę i doświadczenie na własną rękę. Karolina Kozłowska jako pracownik naukowy Fachhohschule Münster, Politechniki Śląskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej oraz DLR Köln German Aerospace Center uczestniczyła w szeregu projektów badawczo-rozwojowych. Za swoją naukową pracę na arenie międzynarodowej została wyróżniona niemieckim stypendium Heinrich-Hertz. Monika Bańdura dziś korzysta z umiejętności zdobytych w ramach licznych projektów badawczych, które prowadziła, m.in. dla Politechniki Krakowskiej, Fachhohschule Münster oraz na Uniwersytecie Piotra i Marii Curie Skłodowskich.

Pierwsze wspólne wyzwanie zawodowe podjęły w krakowskiej firmie działającej w obszarze bezprzewodowych technologii. Odpowiadały za wprowadzenie nowej marki na rynek oraz organizację i zarządzanie międzynarodowymi projektami.

- Mimo angażujących wyzwań, towarzyszyło nam marzenie o własnej, działającej na globalną skalę firmie. Patrzyłyśmy, jak rodzą się kolejne technologie komunikacji bezprzewodowej, internetu rzeczy. I jednocześnie dostrzegałyśmy potrzeby firm, które nie mogły być zaspokojone. Nikt nie potrafił stworzyć uniwersalnego i wygodnego w obsłudze narzędzia, które łączyłoby ze sobą kilka technologii. Przedsiębiorstwa musiały inwestować w wiele odrębnych urządzeń, następnie ponosić koszty związane z integracją między nimi, nauką obsługi czy serwisowaniem każdego z nich z osobna. Wtedy wpadłyśmy na pomysł, jak zrewolucjonizować procesy identyfikacji i rozpoznawania w handlu, logistyce czy przemyśle. I tym samym otworzyć kolejne drzwi, które do tej pory były zamknięte na cztery spusty – dodaje. Był początek 2015 roku.
W nowo założonej firmie nazwanej Smart Technology Group, Kozłowska objęła stanowisko prezesa, a Bańdura – dyrektora zarządzającego (COO, chief operating officer). Na swój projekt badaczkom udało się szybko uzyskać około miliona złotych dofinansowania: pieniądze niemal w całości zostały zainwestowane w sprzęt laboratoryjny, badania i budowę zespołu pasjonatów podobnych w swym zaangażowaniu do obu pań. Ryzyko rynkowe było spore: w końcu nie chodziło o aplikację, którą dałoby się zbudować i przetestować w kilka miesięcy lecz o hardware – czytniki wykorzystujące kluczowe technologie komunikacji bezprzewodowej (RFID, Bluetooth, GPRS/GSM, WiFi, ZigBee), z jakimi współzałożycielki miały do czynienia w trakcie swojej kariery. A hardware – co wie każdy przedsiębiorca – to wielomiesięczne budowanie i testowanie prototypów, opóźnienia i rozczarowania. Teoretycznie - droga przez mękę.

Ale nie tym razem. „Tym kobietom”, jak przez długi czas mówiono o Smart Technology Group, swoją wytrwałością, wsłuchiwaniem się w potrzeby rynku oraz wciąż poszerzaną wiedzą udało się ominąć większość przeszkód. Produkty Smart Technolog Group są stale rozwijane, dodawane są nowe funkcjonalności, ale spółka pracuje również nad kolejnymi produktami.
- Sprzedaż naszych produktów prowadzimy od półtora roku. Mamy klientów na Bliskim Wschodzie, w Europie, Azji i Afryce. Rynek zorientował się, że pojawiło się coś nowego i teraz ludzie sami się do nas zgłaszają. Nie musimy już otwierać żadnych drzwi, bo to nasze drzwi prawie się nie zamykają – opisuje Kozłowska.

Identyfikacja setek w kilka sekund
„Coś nowego” to paleta rozmaitych produktów: czytniki (stacjonarne lub mobilne), anteny (lokalizujące obiekty w otoczeniu), oraz tagi (czyli dostępne w różnych rozmiarach i kształtach chipy, w których przechowywane są informacje pozwalające precyzyjnie identyfikować osoby lub produkty nimi oznaczone). Razem składają się na system umożliwiający błyskawiczną i bezbłędną identyfikację. Kategorie produktów przypominają więc to, co już na rynku jest, a jednocześnie - to zupełna nowość.

– W obszarze bezprzewodowych technologii zrobiłyśmy coś, co swoją innowacją przypomina szok wywołany przez pierwszego smartfona na rynku telefonów – mówi Kozłowska. Jak podkreśla, na rynku jest wiele rozwiązań bezprzewodowych: RFID, Bluetooth i beacony, Wi-Fi czy GSM. Wszystkie mają swoje zalety i ograniczenia, ale tylko hardware produkowany przez Smart Technology Group pozwala korzystać z wszystkich tych technologii jednocześnie. Czytniki krakowskiego start-upu spełniają marzenie tych menadżerów, którzy chcieli w wygodny sposób czerpać korzyści z wielu technologicznych rozwiązań.
Produkty Smart Technology Group mogą zidentyfikować kilkaset elementów (przedmiotów, ludzi) w kilka sekund, z dużej odległości i w czasie ruchu. Przykładów zastosowania nie brak. Produkty opracowane przez krakowskie badaczki potrafią zidentyfikować całą paletę produktów w 2 sekundy, zinwentaryzować towar w całym sklepie czy magazynie w kilkanaście minut, śledzić ruch ludzi w fabrykach, muzeach czy szpitalach. Dzięki zastosowaniu naszych produktów klienci optymalizują swoje procesy, oszczędzają czas i pieniądze. np. w magazynie, w którym przed wdrożeniem naszego rozwiązania trzej pracownicy inwentaryzowali produkty przez osiem godzin. Teraz pracę tę wykonują dwie osoby w pół godziny – kwituje Kozłowska.

Produkty krakowskiej spółki przyczyniają się również do podnoszenia bezpieczeństwa pracowników i komfortu pracy. Dzięki możliwości identyfikacji i śledzenia ludzi, urządzenia tworzą systemy wspomagające ewakuację w dużych obiektach. W przypadku zagrożenia – np. w razie pożaru – wiadomo, kto jeszcze jest w środku, kto właśnie z budynku wybiega, a kto jest już w bezpiecznym miejscu. Te same produkty stworzą nowoczesny system kontroli czasu pracy: przy wchodzeniu do biurowców. Skończy się sprawdzanie kart identyfikacyjnych, przy bramkach, w fabrykach skończą się kolejki w chwili rozpoczynania pracy przez kolejną zmianę.

Pracownicy są identyfikowani płynnie, bez konieczności wykonywania żadnej czynności (przykładanie karty, wprowadzanie kodu), nawet do kilkunastu osób jednocześnie. Usprawniany jest wjazd na parkingi – oznakowane tagami samochody będą rozpoznawane z kilku metrów nawet w deszcz czy w nocy, a szlaban podniesie się automatycznie, bez angażowania kierowcy i zmuszania go do pamiętania kodu dostępu. Produkty Smart Technology Group pozwalają nawet na otwarcie bramy po potrząśnięciu telefonem. Czytniki, anteny i tagi doskonale wpisują się w przemysł 4.0, zwiększając poziom automatyzacji i usprawniając przepływ danych w fabryce.

Rozwiązania krakowskiej firmy, mówiąc najkrócej, to technologiczny, komunikacyjny kombajn. Trudno się zatem dziwić zainteresowaniu potencjalnych klientów.
Największy problem to zdobycie zaufania
Przez ostatnie dwa lata to klienci musieli tropić krakowskie badaczki. Startup nie miał oszałamiającego budżetu marketingowego. Dysponował oszałamiającymi produktami, które w jakiś sposób trzeba należało wypromować. – Miałyśmy stronę internetową, byłyśmy obecne w social media, jeździłyśmy na targi, ale tylko te krajowe. Przedstawiałyśmy nasze pomysły wszędzie tam, gdzie mogłyśmy. I stopniowo, krok po kroku, wieść o nas rozchodziła się szerzej i szerzej. Aż przyszedł rok 2017, a wraz z nim wyniki finansowe, które okazały się więcej niż dobre. Udało się nam zrealizować plan sprzedażowy ponad normę i podwoić dochody w porównaniu z rokiem 2016 – podkreśla szefowa start-upu. – To jednak zaledwie początek. Chcemy łączyć pracę naukową z działalnością biznesową i działać na globalną skalę. Naszym celem jest podbój światowych rynków, uczestnictwo w targach, wejście na rynek amerykański, powiększenie zespołu – wylicza. Dlatego cały czas poszukujemy też inwestorów.

Wehikułem do realizacji tych marzeń – a właściwie planów – jest edycja akceleratora Bridge to MassChallenge. Na tej prestiżowej imprezie zgromadzono ostatnio trzy setki start-upów z całej Europy Środkowo-Wschodniej. Z tego grona ostatecznie wyłoniono dziesiątkę zwycięzców, w tym firmę krakowskich badaczek. Mało tego, inwestorzy z całego świata mieli też dodatkowo wskazać start-up, który w ich przekonaniu oferuje najbardziej obiecujące rozwiązania dla biznesu – i znów padło na Smart Technology Group.

– Największy problem start-upów to przebicie się do klienta i zdobycie zaufania – przekonuje Kozłowska. – MassChallenge daje nam tę przewagę. Co więcej, zapewnia też dużo networkingu, kontaktów, szkoleń i wsparcia. Dowiedziałyśmy się, jak wchodzić na rynki, czy nasza strategia jest dobra, skonsultowałyśmy się z ekspertami. Rozmawiamy z funduszami inwestycyjnymi – mówi. I dorzuca. – Była już Jerozolima i Berlin, gdzie triumfowałyśmy w konkursach Start Jerusalem Competition oraz Polish Tech Night. Teraz czas na Boston, gdzie mamy zaplanowane spotkania z dużymi graczami z obszaru retail czy security. Później Amsterdam, Londyn i Bliski Wschód. Ruszamy w świat.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...