Zrezygnowali z wielkomiejskich zawodów i uratowali rodzinny zakład. Udało się, bo wpadli na zwariowany pomysł

Adrian Morawiak i Maciej Butkowski porzucili plany robienia kariery w Warszawie na rzecz...robienia skarpetek w Aleksandrowie Łódzkim
Adrian Morawiak i Maciej Butkowski porzucili plany robienia kariery w Warszawie na rzecz...robienia skarpetek w Aleksandrowie Łódzkim mat. pras.
Adrian Morawiak i Maciej Butkowski porzucili plany robienia kariery w Warszawie na rzecz...robienia skarpetek w Aleksandrowie Łódzkim. Na swój biznes znaleźli jednak taki patent, że dzisiaj nie mogą opędzić się od zamówień. Przy okazji ratując zresztą zakład dziewiarski rodziców pana Adriana.

Aleksandrów Łódzki bywa nazywany polskim „zagłębiem skarpetkowym” – to w tym miejscu działa bowiem wiele firm, które działają w przemyśle włókienniczym. Przez konkurencje ze strony chińskich producentów wiele przedsiębiorstw zaczęło jednak upadać. Tak samo stało by się zapewne z zakładem państwa Morawiaków. – Firma moich rodziców istnieje od 27 lat. Była jedną z większych w okolicy więc ten proces trwałby dłuższy czas. Prędzej czy później zostali by jednak zmuszeni do znacznego ograniczenia produkcji i zwolnienia części załogi – opowiada Adrian Morawiak, współzałożyciel marki Many Mornings.

Kolorowe skarpetki
On sam poświęcał się w tym czasie pracy naukowej z zakresu psychologii na warszawskiej SWPS, a jego dobry kolega Maciej Butkowski, otwierał własną działalność gospodarczą, mierząc się z konkurencją na polu firm fotograficznych.

– W pewnym momencie Maciej zauważył: „Skoro twoi rodzice zajmują się dziewiarstwem, czemu nie skorzystać z ich doświadczenia i technologii”? – wspomina Adrian Morawiak.
Mężczyźni zebrali się na naradę. Już na samym początku ustalili, że na rynku nie ma miejsca na kolejne, „zwykłe” skarpetki. Zaczęli myśleć o tym, co chcieliby założyć na nogi ich znajomi. I viola. Stanęło na tym, że powinno być kolorowo i nieco odważniej. Dzisiaj ten pomysł może nie wydawać się szczególnie oryginalny, wszak polskie i światowe media co chwilę ekscytują się ekscentrycznymi skarpetkami noszonymi przez premiera Kanady Justina Trudeau. W 2014 roku nie było to jednak tak oczywiste. W Polsce sprzedażą takowych na szeroką skalę zajmowała się wówczas tylko szwedzka firma Happy Socks.

"Zróbmy skarpetki nie do pary"
Zaczęło się od jednej maszyny. – Wydzierżawiliśmy ją od rodziców – wspomina Morawiak. Pierwsza kolekcja szybko się rozeszła, głównie wśród znajomych. Po miesiącu Polacy wpadli jednak na kolejny pomysł – „zróbmy skarpetki nie do pary". Początkowo nie spotkało się to jednak ze zrozumieniem ze strony klientów. - Dostawialiśmy nawet zapytania, czy na naszej stronie internetowej nie ma błędu. Nie dziwiło mnie to jednak. Nigdzie nie spotkałem się do tej pory z takim pomysłem – mówi Morawiak.


Sprzedaż nakręcała się z miesiąca na miesiąc. Po 3 miesiącach Many Mornings zaczęło przynosić pierwsze zyski. - Założyliśmy konto na Etsy (międzynarodowy serwis promujący rękodzielnictwo- przyp. red.), gdzie dostaliśmy promocje na ich kanałach social media. Z jednego-dwóch zamówień dziennie zrobiło się 70 – opowiada Adrian Morawiak. Poza tym przedsiębiorcy promowali się również za pośrednictwem Facebooka i Instagrama. Morawiak podkreśla, że dużo pomaga im również marketing szeptany. Niezłą reklamę zrobiła polskiej firmie również blogerka modowa Maffashion, wręczając na wizji kilka par Kubie Wojewódzkiemu.

Dzisiaj Polacy produkują około 40 tys. par miesięcznie, większość z nich sprzedają później za 25 zł (lub 9 euro w obcojęzycznej części witryny). Z jednej pożyczonej maszyny zrobiło się 24. Na tym ma się jednak nie skończyć. – Jesteśmy na etapie szukania kolejnych. Nie wyrabiamy się z produkcją. Niewykluczone że za niedługo pojawi się kolejnych 20 – opowiada przedsiębiorca.
Motyw z San Escobar? Bardzo proszę!
Jakie motywy można znaleźć na ich skarpetkach? Cóż, w zasadzie...wszystkie, Polacy wypuszczają na rynek 25 nowych wzorów rocznie – gros z nich w ramach kolekcji wiosenno-letniej i jesienno-zimowej. Część z nich jest dość uniwersalna i ponadczasowa jak te z pszczołami, statkiem kosmicznym albo z...narysowaną mapą. Inne nawiązują bezpośrednio do konkretnych wydarzeń jak np. para z flagą San Escobar, która została zainspirowana niefortunną wypowiedzą byłego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

Sukces Many Mornings pokazuje, jak z tradycyjnego rodzinnego biznesu, zrobić sprawne i rozwijające się przedsiębiorstwo. Nieco podobna historia wiąże się z witryną e-obuwie. Właścicielom nie mieściło się w głowie, że można sprzedawać buty przez internet. – Przecież je trzeba przymierzyć – dziwili się wszyscy. Ich syn znalazł jednak inwestora i wielokrotnie zwiększył wartość firmy – wspominała w rozmowie z INN:Poland Adrianna Lewandowska z Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Pomoc charytatywna
Co ciekawe, od samego początku Polacy postawili również na pomoc charytatywną. – Zainspirowała nas marka Toms, która za każdą sprzedaną parę butów, rozdaje kolejną potrzebującym. Uznaliśmy, że czemu nie spróbować tego samego ze skarpetkami. Pomagamy w
domach dziecka, hospicjach , noclegowniach dla bezdomnych – wszędzie tam, gdzie ludzie mogą ich potrzebować. Taka formuła działała przez dwa lata. Teraz okazało się, że skarpetek jest zbyt dużo, Polacy zamienili więc zasadę „para za parę” na 5 proc. od każdego zrealizowanego zamówienia.

Choć zdecydowana większość sprzedaży idzie przez internet, założyciele Many Mornings postanowili nie odpuszczać całkowicie handlu tradycyjnego. Do ich stacjonarnego sklepu można zawitać w łódzkiej Manufakturze, oprócz tego Polacy podpisali również umowy z kilkudziesięcioma sklepami nad Wisłą m.in. w Warszawie, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu czy Krakowie. Partnerskie placówki pojawiły się również w USA, Australii, Japonii, Niemczech. Ale na tym nie koniec. – Wciąż szukamy dystrybutorów we Francji, Holandii czy Hiszpanii – zapowiada Morawiak.
Trwa ładowanie komentarzy...